20 stycznia 2015

[015] Diecesca "Daj sobie pomóc..."

Tytuł: "Daj sobie pomóc..."
Para: Diecesca (Diego i Francesca)
Rodzaj: Dramat, psychologiczny.
Uwagi: Brak.

Wokół same białe ściany. Niewygodne łóżko na którym pacjentka codziennie musiała spać. Kraty w oknach przez które nie wpadało zbyt wiele światła. Kaftan w którym codziennie chodziła. Ręce związane z tyłu, żeby nic sobie nie zrobiła. Nienawidziła tego. Dręczyły ją ogromne wyrzuty sumienia. Najgorsze jest to, że nie mogła tego wyrzucić z głowy. I z dnia na dzień czuła się coraz gorzej psychicznie. Wiele osób próbowało jej pomóc, ale nikomu się to nie udało. Była pewna, że któregoś dnia wyrzuty sumienia zniszczą ją doszczętnie. Nie miała już siły na nic. Nie miała ochoty walczyć z bolesnymi wspomnieniami, które raniły ją za każdym razem kiedy o nich pomyślała. 

Brunetka wraz z jej matką siedziały przy stole jedząc kolację składającą się z kanapek. Mimo, że żadna z nich się nie odzywała to panowała przyjemna atmosfera. Córka z uśmiechem patrzyła na swoją rodzicielkę. Cieszyła się, że ma ją przy sobie. Dzięki jej obecności nie brakowało jej niczego innego. Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Starsza Cauviglia wstała i udała się w tamtą stronę i otworzyła je. Nagle Francesca usłyszała strzały. Była przerażona. Jak najszybciej wstała i pobiegła w tamtą stronę. To co zobaczyła przerosło jej najgorsze oczekiwania. Na podłodze leżała jej matka cała we krwi.
- Mamo nie odchodź - szepnęła ledwo słyszalnie ze łzami w oczach.

Nagle drzwi się otworzyły, a do środka wszedł człowiek w białym kitlu. Dziewczyna usiadła na łóżku i skuliła się. Nie chciała z nikim rozmawiać. Bała się go? Nikt tego nie wiedział. Nie chciała pomocy, bo wiedziała, że to i tak nic nie da.
- Francesco zaczynamy terapię.
Cisza.
- Chcę ci pomóc.
Dalej nic.
- Jeśli mi nic nie powiesz to nic z tym nie zrobimy.
- I dobrze - w jej głosie słychać było smutek - nie chcę pomocy! - krzyknęła.
W jej głowie momentalnie pojawiła się złość. Nie umiała słuchać tych wielu kłamstw. "Ja ci pomogę". Nie wierzyła w to. Chciałaby w tym momencie móc przytulić się do swojej matki, którą kocha nad życie mimo, że nie ma jej już na tym świecie. Już nie raz próbowała do niej dołączyć. Tabletki, żyletka. Nic nie pomogło. Za każdym razem niestety ktoś jej pomagał. I niestety trafiła do psychiatryka. Mimo, że wydawało się, że jest normalną dziewczyną to i tak jej zachowanie bardzo się zmieniło. Niestety na gorsze.. Kiedy była przy kimś z pozoru wyglądała normalnie, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Ale kiedy była sama zachowywała się gorzej..
- Ale jest ci ona potrzebna - powiedział z troską.
- Nie jedna osoba próbowała mi pomóc i nikomu się to nie udało. Tobie też się nie uda. Proszę wyjdź stąd - powiedziała ze łzami w oczach.
- Nie wyjdę. Chcę ci pomóc. I zobaczysz, że mi się to uda.
Ta pewność, a jednocześnie smutek w głosie. Nie mógł patrzeć na nią w takim stanie. Było mu jej bardzo szkoda. Ale co zrobić jak ona każdego od siebie odpycha? Trzeba tylko liczyć na to, że otworzy się wobec niego i w końcu kiedyś będzie mogła żyć normalnie. Miał taką nadzieję.
- Francesco musisz mi zaufać. Uwierz, że ja chcę dla ciebie dobrze.
- Jesteś kolejnym który tak mówię i tobie również nie wierzę.
- Wiesz co? Powiem ci coś czego nikomu nie mówiłem. Ja też kiedyś wylądowałem w psychiatryku. - dziewczyna zdziwiła się - męczyłem się długo z wyrzutami sumienia. Jedna sytuacja zniszczyła całe moje życie. Moja siostra próbowała mi pomóc, ale nie dopuszczałem jej do siebie. Mówiła mi "Diego. Nie pozwól doprowadzić się do takiego stanu jak Nela". Nie słuchałem jej. Zacząłem się krzywdzić - podciągnął rękaw ubrania, a ona ujrzała wiele blizn - Moja siostra nie mogła tego znieść. Nie mogła patrzeć na to jak robię sobie krzywdę. Aż w końcu wylądowałem w psychiatryku. Byłem dokładnie taki sam jak ty. Oprócz jednego szczegółu. Ja dałem sobie pomóc.
- Po co mi to opowiadasz? - spytała zdziwiona.
- Żeby Ci pokazać, że przechodziłem przez to samo. I udało mi się wygrać walkę ze samym sobą. Tylko szkoda, że zostały tak bolesne "pamiątki" - westchnął - Ale cieszę się, że mi się udało. Bo dzisiaj mogę z łatwością powiedzieć, że jestem szczęśliwy, że zacząłem walczyć. Bo gdyby tak nie było to w tym momencie nie siedziałbym tu - delikatnie się uśmiechnął.
- Czemu zostałeś psychiatrą? - spytała coraz bardziej zaciekawiona - nie boli cię przebywanie w tym miejscu?
- Może i boli, ale chcę pomagać innym ludziom którzy są w takiej sytuacji w jakiej ja byłem. Uszczęśliwia mnie to, że mogę pomagać.
- Myślisz, że mi też się może udać? - spytała niepewnie.
Pierwszy raz zachciała się zmienić. Cud? Chęć bycia inną osobą? Możliwe?
- Jasne. Jeśli tylko bardzo będziesz tego chciała. Może opowiedz mi co ci tak dręczy? Ulży Ci.
- Nie umiem. Nie potrafię. Nie mam odwagi.. - oznajmiła smutna.
- Poczekam, aż będziesz gotowa mi o tym powiedzieć.
Wstał z krzesła i zaczął iść w stronę drzwi.
- Przyjdziesz do mnie jutro? - spytała nieśmiało.
- Jasne. Do zobaczenia - uśmiechnął się, a następnie wyszedł z pomieszczenia.
(*•*)
Chłopak postawił na przeciwko dziewczyny krzesło na którym usiadł.
- Diego ja.. powiem ci co mnie dręczy - powiedziała niepewnie.

Młoda brunetka czekała w mieszkaniu zabójcy, którym okazał się być jej ojciec. Kiedyś dał jej klucze i do tej pory nie zmienił zamków. I to był jego błąd.  Wzięła z kuchni nóż i ustawiła się za ścianą w pokoju. Wiedziała, że zaraz wróci do domu. Władały nią emocje. To przez tego cholernego dupka straciła matkę. Nie mogła się z tym pogodzić. Kiedy usłyszała przekręcany klucz w drzwiach serce zaczęło jej mocniej bić. Nie mogła się wycofać, nie chciała. Musiała się zemścić chociaż wiedziała, że nie zwróci jej to mamy. Skoro ona nie żyje to on też nie będzie żył. Kiedy usłyszała zamykanie drzwi i kroki wyszła zza ściany. Mężczyzna przeraził się kiedy ją zobaczył.
- Ty dupku - syknęła - to przez ciebie mama nie żyje.
- Francesca odłóż ten nóż.
- Nie! Gdyby nie ty to mama nadal by była ze mną na tym świecie - powiedziała ze łzami w oczach - ale ty nie możesz zaakceptować czyjegoś szczęścia.
- Zawsze chciałem dla ciebie jak najlepiej. 
- Jak najlepiej? Jak najlepiej?! Nie pamiętasz jak nas zostawiłeś?! Jak mówiłeś, że wylądujemy pod mostem?! Jak życzyłeś nam jak najgorzej?! Brzydzę się ciebie. - zrobiła parę kroków w jego stronę i wbiła ostrze w brzuch. Szatyn upadł na podłogę zwijając się z bólu.
- To za to, że nas skrzywdziłeś.
Wyciągnęła narzędzie i wbiła je w inne miejsce.
- To za to, że byłeś okropnym ojcem. 
Tym razem zadała ostateczny cios w klatkę piersiową.
- A to za mamę - powiedziała ze łzami w oczach.
Spojrzała na swoje ręce które zakrwawione były krwią. "Co ja zrobiłam...?" - pomyślała.

- Jestem zabójcą - powiedziała ze strachem w oczach.
- Fran wcale nie. Robiłaś to pod wpływem emocji. Nie byłaś sobą.
- Zabiłam człowieka, a najgorsze jest to, że tego nie żałuję, ale mam wyrzuty sumienia, że posunęłam się, aż do zabójstwa.
- I dlatego chcę ci pomóc. 
- Nie wiem czy sobie poradzę - stwierdziła niepewnie.
- Za jakiś czas zaczniesz normalnie żyć, ale musisz zacząć walczyć ze samą sobą - spojrzał w jej brązowe oczy. - Razem sobie poradzimy. 
- Mam taką nadzieję...
(*•*)
Hejoł ;)
Tak się prezentuje OS o Diecesce ;]
Mam nadzieję, że wam się podoba ;>
Czytasz - komentujesz - motywujesz <3
Zapraszam do zakładek ;)
Oraz zapraszamy na aska,
gdzie możecie nam zadawać pytania ;)
[Klik]
Do następnego <3
Adios misiaki <3

4 komentarze:

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo