14 kwietnia 2017

[152] Invisible "List do Was"

1 komentarz:
Tytuł: "List do Was"
Osoba: Invisible
Rodzaj: List.
Uwagi: Brak.

Hej Ty. Tak, Ty!
Uśmiechnij się.
Wstań z radością.
Żyj z chęcią.

Słonko, życie jest za krótkie by być smutnym.
Życie jest za krótkie byś tracił czas na smutek.
Skoro nie dziś masz być szczęśliwy to kiedy?

To dziś jest dzień kiedy masz odrzucić smutek.
Wyrzucić to co Cię boli, odtrącić osoby co Cię ranią.
Zrób to w końcu. Po co dłużej cierpieć?

To dziś czas skończyć się starać o ludzi niewartych tego.
To teraz jest czas by zerwać z przeszłością.

Dziś jest czas by być lepszym sobą.
Dziś jest czas by się uśmiechnąć.
Dziś jest czas by uśmiechać się ciągle.

Kochanie. Dziś jest czas by być szczęśliwym.
Proszę, uśmiechnij się.
Jesteś silny!

Uśmiech Słonko.

Z ogromnym uśmiechem.
Wasza Invisible.

5 kwietnia 2017

Zamówienie [106] Fedemiła "Time to start"

2 komentarze:

Tytuł: "Time to start"
Para: Fedemiła (Federico + Ludmiła)
Serial: Violetta
Rodzaj: Komedia, romans
Moje uwagi: Z perspektywy Ludmiły
Uwagi zamawiającego: Fran, bff Lu, ciągle gada o Fede (on jest gwiazdą), ale  Lu uważa, że on jest tylko głupią gwiazdą. Fede przyjeżdża do BA i poznaje przez przypadek Lu. Potem zakochują się itd. oboje mają 17 lat i happy end.
Miejsce: Buenos Aires
Zamawiający: Julka Doman
Autorka: Patty

Przemaszerowałam przez mały, usypany żwirem chodnik, aż stanęłam na małym podeście. Zapukałam w ogromne, drewniane drzwi kołatką i kilka minut czekałam, aż ktoś mi otworzy.
-Francesca! Ludmiła przyszła! - usłyszałam jakiś kobiecy głos. Prawdopodobnie należał do jej mamy. Chwilę potem drzwi lekko się uchyliły, a zza nich wyjrzała pewna twarz. Uśmiechała się szeroko, a w kącikach ust i okolicach oczu pojawiły się maleńkie zmarszczki.
-Zapraszam, panienko. France czeka na górze.
-Dziękuję - odparłam ze skrępowaniem. Weszłam do środka i zdjęłam swoje brązowe botki z nóg. Powiesiłam dżinsowy żakiet na wieszaku i w skarpetkach popędziłam po schodach w górę.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu pokoju mojej przyjaciółki. Zawsze gubiłam się w jej domu, chociaż bywam tutaj praktycznie codziennie.
-Na prawo! - krzyknęła ze śmiechem. Doskonale wiedziała, że nie jestem w stanie się domyślić, w którym kierunku mam podążać.
Kiedy weszłam do jej pokoju, Włoszka właśnie wieszała jakiś ogromny plakat na ścianie.
-Kto to jest? -spytałam, wskazując palcem na osobę, która na nim widniała.
-Nie wiesz?! - zdziwiła się. - To najlepszy, najprzystojniejszy facet na świecie! Opowiadałam ci o nim już setki razy!
-A to ten... Jak mu tam.. Federico? 
-Nawet nie pamiętasz - parsknęła.
-Nie moja wina, że mówisz o nim tak często, że czasem nie mam ochoty słuchać.
-Aj, bo ty nie rozumiesz! To utalentowany piosenkarz, wesoły chłopak i do tego wygląda zabójczo... W dodatku, od pewnego czasu wolny!
Westchnęłam i opadłam na fioletowy fotel, stojący przy ścianie.
-Nadal nie wiem, co w nim takiego. Nie jest żadną legendą, w życiu nie osiągnie tyle, co Michael Jackson, Elvis Presley albo Whitney Houston. To są prawdziwi idole.
-Nie mam takiego samego gustu muzycznego, co ty. Ja wolę coś świeżego - uśmiechnęła się. - Dlatego właśnie poluję na Federico. 
-I że niby chcesz z nim chodzić? - zaśmiałam się. Nie ma nic głupszego niż marzenie o tym, by stać się dziewczyną celebryty. Zwykle z takimi celami w życiu nigdzie się nie zachodzi. - Bądź realistką jak ja i zacznij twardo stąpać po ziemi. 
-Nie, nie chcę z nim chodzić! Przecież dobrze wiesz, że mam Marco... Ale miło by było go poznać, dostać autograf albo usłyszeć, jak na żywo wykonuje jedną ze swoich piosenek - entuzjazmowała się. - Nie mów, że by cię to nie ucieszyło.
-Wiesz, może i ma dobrą muzykę, to fakt - przestrzegłam ją wskazującym palcem. - Ale nie zmienia to faktu, że nie rozumiem tego fenomenu. Dziewczyny w naszym wieku szukają obiektu zainteresowań w mediach, śledzą ślepo ich życie. W naszym otoczeniu jest mnóstwo osób godnych zainteresowania.
-I on jest jedną z nich - pisnęła, na co uniosłam jedną brew w oczekiwaniu. - Chodzi o to, że przyjechał dzisiaj do Buenos Aires!
-Słyszałam coś - zwinęłam usta w wąski pasek. - I pewnie wymagasz ode mnie, żebym...?
-Tak jest - kiwnęła głową, doskonale wiedząc, o co mi chodzi. Chce, żebym poszła z nią pod hotel. - Nikt nie wie, w którym budynku się zatrzymał, ale Tomas doskonale wie, że go ubóstwiam, więc zadzwonił do mnie i... No, we Włoszech takie wieści już dawno się rozeszły! Będzie w tym nowym, pięciogwiazdkowym hotelu "Rico", tylko nie wiem, na jak długo tam zostanie. Dlatego musimy tam przyjść jutro z samego rana.
-Wykończysz mnie, wiesz o tym?
-Wiem - westchnęła. - Ale to we mnie lubisz.


Tak, jak się umawiałyśmy - o godzinie 8.00 znajdowałyśmy się już pod hotelem. Francesca wyczytała w tym swoim internecie i forach, że Federico zwykle wstaje we wczesnych godzinach. Chciałam wierzyć, że to całe jej źródło wiedzy okaże się choć trochę trafne.
Starałyśmy się ubrać w miarę elegancko, żeby nie odznaczać się specjalnie. W końcu to pięciogwiazdkowy hotel, a ubrane sportowo nastolatki na pewno sprawiałyby wrażenie piskliwych fanek, pragnących się dostać do celebryty. Nie wiedziałam, co należy dalej robić, postanowiłyśmy to wszystko wykonać spontanicznie. W tej dzielnicy miasta i tak nikogo nie znałam, najwyżej zrobimy z siebie pośmiewisko.
-W czym mogę pomóc? - zapytała nas zza lady recepcjonistka, kiedy próbowałyśmy ominąć ją i wstąpić na korytarz.
-My w odwiedziny - uśmiechnęła się Francesca.
-Mogę prosić o imię i nazwisko lub numer pokoju osoby, którą panie odwiedzają? - powiedziała łagodnie. Wyczuwała nasz mały podstępek i pewnie nie jedna z dziewcząt próbowała się tędy przemknąć w ciągu ostatniego dnia.
-Oczywiście, 63 - wydukałam.
-Proszę poczekać - oznajmiła, po czym złapała za słuchawkę i wybrała podaną przeze mnie cyfrę. - Dzień dobry, panie Dallas, ma pan gości... Ach, doprawdy... No dobrze. Dziękuję, przepraszam za kłopot - mówiła, po czym zwróciła się do nas. - Klient oznajmił, że czeka jedynie na hydraulika, którego przysłano mu z biura, więc przepraszam, ale nie mogę pań wpuścić.
-To jakieś niedorzeczne, Hugo chyba się pomylił - strzeliłam. Kojarzyłam tylko jednego Dallasa na całe Buenos Aires i miałam głęboką nadzieję, że to on.
Kobieta sprawdziła coś, najprawdopodobniej właśnie to, czy podałam dobre nazwisko, po czym odparła:
-Tak, proszę zadzwonić, może to faktycznie pomyłka - uśmiechnęła się. Chyba udało mi się z tym imieniem.
-Pozwoli pani - wyciągnęłam telefon i przepraszającym gestem kiwnęłam ręką, niewidocznie ciągnąc za sobą Francescę.
Udałam, że wpisuję numer, oglądając, jak recepcjonistka bacznie nas obserwuje. Po niedużej chwilce, do lady podeszło jakieś małżeństwo, więc skupiła się głównie na nich. Teraz albo nigdy. Pobiegłam w stronę korytarza, znikając za jego ścianą. Francesca zrobiła dokładnie to samo co ja. Popędziłyśmy obie przez cały korytarz licząc, że kobieta nie sprawdzi monitoringu i nie wezwie ochrony, by nas wyprowadziła.
-Jesteś genialna - sapnęła Francesca, pochyliła się i oparła o kolana, żeby odetchnąć po szybkim biegu.
-Po prostu spontaniczna - mruknęłam. - Jaki ma pokój ten twój Pasquarelli?
-Nie wiem.
-Co? - burknęłam.
-Nie wiem, nie pisali o takich prywatnych rzeczach, kto by pisał... Ale ma dwie ulubione cyfry, 12 i 144. Powinnyśmy sprawdzić oba.
-Rozdzielamy się czy...?
-No nie wiem, jeśli będzie w twoim pokoju, nie zdążysz mnie zawołać, kiedy ucieknie - zaśmiała się.
-Będziesz pierwszą osobą, która się dowie o jego położeniu przed nim samym.
Nie chciałam spędzać dużo czasu w tym hotelu, szczególnie, że przed nami był niemal cały hotel do przeszukania, a za chwilę mogła pobiec za nami rozwścieczona obsługa.
-Ja lecę na 12, a ty na 144 - zarządziła szybko, po czym podążyła gdzieś i pomachała mi ręką.
Wsiadłam do windy. Na którym piętrze mógł się znajdować ten pokój? Wybrałam szybko trójkę, licząc, że trafnie strzelam. Na ekranie nad wejściem pojawiła mi się numeracja 101-150, co oznaczało, że wybrałam dobrą opcję.
Znajdując się pod wyznaczonym pokojem, przeszedł mnie dreszcz strachu. Jak się wytłumaczę, kiedy spotkam jakąś inną osobę? A co zrobię, kiedy to będzie on?
-Czego szukasz w moim pokoju? - usłyszała śmiech gdzieś za sobą.
Zobaczyła bruneta, wyciągającego z kieszeni kartę. Przyłożył ją do drzwi i otworzył, po czym popatrzył na nią ponownie.
-Chciałam... zdjęcie - powiedziałam szybko. Trochę mnie onieśmielał. Mam nie za ciekawe zdanie na temat gwiazd, ale ten wydawał się sympatyczny nawet bez kreowania jego osobowości przez media. I przystojny, naprawdę przystojny.
-Nie wiem, czy wyglądam odpowiednio dobrze na takie atrakcje, co - przeczesał grzywkę palcami i popatrzył mi prosto w oczy. Patent na dziewczyny?
-O, moja koleżanka będzie naprawdę zadowolona - nawet, jeśli nie wyglądasz "odpowiednio".
Wyglądał odpowiednio. Nawet bardzo. Za bardzo odpowiednio.
-Czyli jeszcze jest koleżanka - powiedział, jakby miał zamiar zapytać, jednak nie tak to zabrzmiało.
-Prawdziwa fanka, ma na imię Francesca i też jest z Włoch - uśmiechnęłam się.
-A ty? Jak masz na imię? - znowu popatrzył mi w oczy. Te sztuczki chyba działają. Nie chciałam być kolejną w kolekcji pannicą, która uległa jego urokowi, ale był naprawdę oszałamiający. To było nie w porządku, nie tego się trzymałam przez ostatnie lata. Miałam patrzeć na charakter, nie na wygląd. Zburzył mi harmonię.
Usprawiedliwię to tylko wtedy, kiedy jego osobowość będzie naprawdę godna podziwu.
Z resztą, czego oczekuję. Zauroczę się w gwieździe i będę się zachowywać zupełnie tak, jak wszystkie dziewczynki młodsze lub w moim wieku. Wzdychać do zdjęć, kupować płyty jak oszalała, słuchać muzyki dniami i nocami... Nie, to nie ja. Nawet, jak mi się spodoba, nie będę tego robić. To nie ta Ludmiła, którą sama znam.
-Jestem Ludmiła - podałam mu rękę. - Ludmiła Ferro, jeśli masz zamiar spytać i o nazwisko.
-Miałem go, ale jak widać już mnie wyręczyłaś - pochylił lekko głowę i spojrzał na mnie spod ciemnych rzęs. Ciekawe, czy do zdjęć każą mu je malować?
-Zawołam może koleżankę, chętnie zrobi sobie zdjęcie, może nie będzie już okazji - wzdrygnęłam się, jakby wybudzona z transu i wyciągnęłam komórkę. Napisałam do niej szybkie "Jest pod 144" i wróciłam do rozmowy.
-Więc przyszłyście tutaj specjalnie po to, żeby otrzymać autograf i zdjęcie? Jak weszłyście, menadżer mówił, że w tym hotelu nikt mnie nie dopadnie - parsknął zabawnie.
-Dopadł cię nasz spryt - rzuciłam. - Tak poważnie, Francesca naprawdę ma fioła. Gada mi o tobie dniami i nocami, sądziłam, że powinna cię poznać, więc przyszłam razem z nią.
-O, to przepraszam, że przeze mnie musiałaś się zerwać i specjalnie tutaj przyjść, jeśli sama tego nie chciałaś - patrzył nadal tak samo radośnie i sympatycznie, jak od początku, chociaż właśnie dałam mu do zrozumienia, że absolutnie nie jestem jego fanką.
-W zasadzie lubię twoją muzykę, sam też jesteś bardzo miłym chłopakiem, więc... Ale mam inne preferencje, słucham czegoś innego, nie lubię popadać w jakieś miłostki do gwiazd - zrobiłam wymijający gest rękami.
-Rozsądna realistka, twardo stąpasz po ziemi, co? - uniósł jeden z kącików ust.
-To pierwsze się zgadza, ale czy stąpam twardo... Lubię dać upust wyobraźni, podejmować się czegoś spontanicznego - rzekłam. Przyjemnie mi się z nim gadało, nie tak, jakby był jakąś supernową, tylko zwykłym nowym znajomym, z którym znalazłam wspólny język. Zawsze wiedziałam, że tacy ludzie są zupełnie jak my, ale wiedzieć, a doświadczyć, to dwie różne kwestie.
-Przypadłaś mi do gustu, Ferro - pokiwał głową. - Wydajesz się mieć podobne podejście, co ja.
-Być może takie właśnie mam.
Zza rogu wyłoniła się moja przyjaciółka. Widziałam, że ledwo powstrzymuje się od wybuchu ekscytacji, co w jej przypadku było naprawdę ciężkie - gdyby nie ten hamulec, pewnie już przewróciłaby go na ziemię, zrobiła dokładnie 144 fotki ("W końcu to ulubiona liczba Fede!", ech) i może jeszcze związała i zakneblowała w swoim pokoju. Kto by się mógł czegoś spodziewać po takim szaleńcu, jak ona.
-Jestem Francesca.
-O tak, twoja przyjaciółka sporo mi o tobie opowiadała, naprawdę fajnie cię poznać - mówił z taką sympatycznością, że na miejscu Cauviglii już bym się na niego rzuciła. W sumie nie tylko na jej miejscu.
Dziewczyna zrobiła sobie parę zdjęć, porozmawiała chwilę, powiedziała, że uwielbia jego piosenki, po czym dał nam autograf i zniknął w swoim pokoju, tłumacząc się przygotowaniami do występu.
Dziewczyna rozwinęła kartkę ze zdjęciem i przeczytała napis:

"Dla najbardziej pozytywnej fanki na świecie, Francesci
Federico Pasquarelli"

-Widziałaś to?! Napisał, że jestem najpozytywniejszą fanką świata! Kocham go, kocham, kocham, kocham! - pisnęła. - A tobie? Co napisał?
-Już sprawdzam - szepnęłam i odchyliłam kartkę.

"Dla ślicznej Ludmiły Ferro o tym samym podejściu, choć nie jest fanką
Federico
765 354 13* - chyba to można uznać za coś spontanicznego, nie sądzisz?"

-Czy on ci właśnie dał swój numer? - otworzyła buzię ze zdziwienia. - Jezus, moja przyjaciółka umawia się z moim idolem, czy świat zwariował?
-Nie Fran, świat nie zwariował - sprostowałam. - To tylko ja. 

Rok później...

"-Wiadomość z ostatniej chwili! - głosiła prezenterka znanego talk-show. - Federico i jego dziewczyna, której zapewne imię już wszyscy znamy, Ludmiła, udali się razem do Central Parku w Nowym Yorku. Wiemy od jednego z naszych informatorów, że to jedna z nielicznych atrakcji, jakie gwiazdor przygotował dla swojej ukochany na dzisiejszy dzień. To w końcu rocznica! Jak widać, para miewa się doskonale. Czy tylko ja uważam, że świetnie do siebie pasują?
-Ależ Rebecco, nie tylko ty. Fani mają fioła na punkcie tej dwójki - wtrącił siedzący obok niej mężczyzna.
-Kto by się spodziewał, że te szalone nastolatki będą tak wyrozumiałe dla związku idola? Poprzednim razem spotykaliśmy się z groźbami śmierci, a teraz... Zdumiewające, że już ponad 365 dni widzimy ich razem.
-Najwidoczniej każdy z czasem przejrzał na oczy. Razem nie da się ich nie kochać! Życzymy im powodzenia w dalszej drodze, oby gołąbeczki trzymały się razem przez dłużej, niż przez ostatni rok"

31 marca 2017

Zamówienie [105] Diecesca "Addiction"

Brak komentarzy:
Tytuł: Addiction
Para: Diecesca
Serial: Violetta
Rodzaj: Romans
Uwagi zamawiającego: Buenos Aires. Diego oświadczył się Francesce, ale po jakimś czasie popada w nałóg alkoholowy i narkotykowy przez śmierć swojego ojca. Fran stara się mu pomóc. Szczęśliwe zakończenie.
Moje uwagi: -
Zamawiający: Sarka xx
Autorka: Patty


Zdumiewające, jak wszystko szybko może się skończyć. W jednej chwili mamy kogoś u swojego boku, a zaraz potem on znika - z własnej decyzji lub nie. Kiedy go już nie ma, czujemy pustkę. Zapewne ciężko będzie ją nam wypełnić przez długi okres czasu, być może nie wypełnimy jej wcale. Zdawałem sobie sprawę, jak ciężkie jest utracenie najważniejszej osoby w swoim życiu, tej, która pokazała ci życie, kochała bez oczekiwania na korzyść, bezinteresownie. Nigdy jednak nie pomyślałbym, że to jeszcze cięższe, niż pokazują to w filmach.
Oglądając każde pojedyncze smutne sceny ukazywane było mi jedno: scena płaczącej w poduszkę dziewczyny, która później nagle odzyskuje humor, bo wkracza w to wszystko miłość jej życia. Bujdy na resorach. Nikt, ale to nikt, nie pomoże wam się oswoić z takim bólem. Musicie sami zaakceptować go, wyzbyć się lub żyć z nim, skazując się na męczarnie. 
Wiedzcie, że straciłem ojca. Choć nie znałem go całe swoje życie, czułem, jakby ze mną przez nie przemierzał. Nauczył mnie tyle, ile nie nauczyłem się sam w ciągu wszystkich tych lat. Był moim przewodnikiem. Nie zawsze było idealnie, ale potrafiliśmy się godzić. Teraz wszystko przepadło. O tyle, ile każda chwila naszego życia sekundę później staje się jedynie wspomnieniem, to teraz straciłem absolutnie wszystko, gdyż dalszych losów dla mnie i ojca już nie ma. Wszystko prysło. 
Mawiają, że Bóg istnieje. Czemu więc skazuje nas na cierpienie? Gdzie jest, gdy zwijamy się z bólu wewnątrz siebie, gdy nie potrafimy powiązać końca z końcem, lądujemy na ulicy? Ktoś powie: zasłużyłeś sobie. Lecz czym? Czym zasłużyłem sobie na te uczucia? Czym mój ojciec zasłużył na wczesną śmierć? Nie wierzę w Boga. Wierzyłem. Jednak to już również stało się jedynie wspomnieniem.

Chłopak przejrzał jeszcze raz kartkę, na której napisał swe myśli. Kiedy coś go trapiło, przelewał myśli na papier, pozwalał im wyparować z jego głowy. W tym przypadku ciężko było o jakiekolwiek wymazanie tego z pamięci. Stracił ojca. Nagle, bez zapowiedzi, stało się.
Przycisnął na zapalniczkę i podłożył ogień do papieru. Obserwował, jak płonie coraz bardziej, aż w końcu znaczna całość kartki przeistoczyła się w czarny osad.
Nie pamiętał, kiedy zaczął płakać i nie wie też, kiedy skończy.
Może jeszcze trochę zapomnienia? Wlał pełną szklankę czystego alkoholu do szklanki. Chciał przestać o tym myśleć, ale miał wrażenie, że z każdą kolejną kroplą rozpamiętuje jeszcze bardziej. Kiedy przestanie tak się tym zadręczać?
-Diego... - zaczęła dziewczyna, gdy zobaczyła, że po raz kolejny dziś sączy wódkę. Nie podobało jej się to, była zmartwiona, a i tak 'zmartwienie' to zbyt mało powiedziane. - Przestań, mówiłam ci już coś na ten temat.
Chłopak odwrócił głowę w jej stronę i spojrzał przekrwionymi oczami, przepełnionymi obojętnością. Nie była pewna, czy spożywał dziś tylko alkohol.
-Jeśli to tak dalej pójdzie, zaszkodzisz sobie - podeszła do niego szybkim krokiem i odebrała naczynie z ręki. - Możesz nawet umrzeć, rozumiesz? To niebezpieczne. Dzień po dniu robisz to samo, nie ma w tobie życia.
-Może tak jest lepiej - warknął, spoglądając z powrotem na spowijający się za oknem mrok. Przypominał mu jego duszę. Tajemnicza, czarna pustka. Czy można to lepiej opisać?
-Zrozum, że chcę ci pomóc - uklękła przed nim. - Jeśli będziesz brał takie ilości w tak szybkim czasie, zaszkodzi ci to bardziej niż kilka lat codziennego picia po kieliszku, nie rozumiesz? Błagam po raz kolejny, nie krzywdź się.
-Nie rozumiesz nawet, co czuję. Więc po cholerę zamierzasz dawać mi pouczenia? Piję, bo mogę. Biorę, bo mogę. Palę, bo mogę. Nikomu nic do tego, to moje życie.
-Twoje życie? Tym pierścionkiem zasugerowałeś, że chcesz je ze mną dzielić - pokazała złotą obrączkę ze srebrnymi kryształkami w środku. - Nie chcę, żeby druga połowa mnie sama się wyniszczała. Jesteśmy w tym razem.
-Nie, nie jesteśmy. Nie straciłaś ojca. Nie straciłaś nikogo, kto znaczył dla ciebie najwięcej.
-Najwięcej powiadasz - rzekła. - Więc co ja dla ciebie znaczę?
-To nieistotne, nie o tym rozmawiamy. W ogóle przestańmy rozmawiać.
Popatrzyła na niego martwo.
-Tak, przestańmy. Przestańmy rozmawiać o czymkolwiek - zacisnęła zęby. - Przestańmy może istnieć, co? Widzę, że nawet, gdy zniknę z twojego życia, niezbyt się tym zainteresujesz.
Nic nie odpowiedział. Milczenie znaczyło dla niej wszystko.
-Może zamiast mówić, przejdźmy od razu do czynów? - podniosła głos, zdjęła pierścionek bez żadnego wahania i rzuciła mocnym ruchem do śmietnika. - Wsadź go sobie głęboko gdzieś.
Odwróciła się na pięcie. W jej oczach już zaczynały zbierać się łzy, ale musiała godnie wyjść z pokoju. Nie była przygotowana, że to się tak skończy. Oparła się o ścianę, spoglądając ukradkiem, czy za nią pójdzie. Nic. Siedział dalej w tym samym miejscu, patrzył przez okno. Zauważyła u niego mały ruch. W jej sercu zrodziła się nadzieja, że może coś do niego dotarło, ale nie. Sięgnął jedynie po stojącą obok butelkę, pobierając z niej kolejne łyki alkoholu.
Zwinęła dłonie w pięści najmocniej, jak umiała. Paznokcie wbijały jej się mocno w skórę, ale nie zważała na to. Wybiegła najszybciej, jak tylko umiała. Wróci po swoje rzeczy - kiedyś. Teraz nie myśli o niczym innym, niż żeby jak najszybciej wydostać się z tego miejsca.


Obudził się. Słońce zdawało się parzyć go w oczy. Odwrócił się w drugą stronę i po omacku szukał zasłony. Udało się. Cały pokój spowiła ciemność.
Zauważył kilka pustych butelek, pozostałości po ostatnich nocach. To by wyjaśniało, dlaczego tak bardzo boli go teraz głowa. Co się z nim działo? Spał po raz pierwszy od kilkudziesięciu godzin. Nie umiał zasnąć. Czuł, że narkotyki w jego ciele przestawały działać. Ostatnimi siłami wstał, by zajrzeć do szuflady. Zajrzał pod sterty swoich koszulek, by wyciągnąć foliową torebkę z białym proszkiem, ale... zaraz... Gdzie to jest?
Nie ma?
Skończyło się?
Jak to?
Uderzył z całych sił w drewnianą komodę, po czym kopnął w stojący obok kosz na śmieci. Spojrzał mimowolnie w jego stronę. Co tam jest?
Och, to tutaj wyrzucał puste torebki po papierosach. Ciekawe, ile godzin życia mu już zabrały, pewnie sporo. Coś błyszczącego przemknęło wokół sterty papierków. Jakaś biżuteria?
Sięgnął ręką i obrócił przedmiot w palcu. Poznawał go, ale nie umiał sobie uświadomić, że należał właśnie do niej. Pierścionek zaręczynowy.
-Francesca? - zawołał cicho. - Francesca?!
Pobiegł w stronę drzwi, chwiejąc się. Musiał złapać się futryny, żeby nie upaść na ziemię.
-Francesca!
Cisza. Największe milczenie, jakie kiedykolwiek słyszał. Nic nie wydawało dźwięku, nawet zmywarka nie chodziła z rana, choć zwykle właśnie wtedy dziewczyna ją włączała.
Uderzył lekko głową ścianę, później mocniej, jeszcze mocniej. W zasadzie nie wiedział, czy go to boli. Co on wczoraj zrobił?
Zauważył telefon stacjonarny w dużym pokoju. Pamięta tylko jej numer, jej i Leona. Jeśli coś jej zrobił, a miał pewność, że tak się stało, to na pewno nie odbierze. Francesca Cauviglia była najbardziej upartą, dumną i zaciętą osobą, jaką znał, ale lubił w niej to. Byli tacy sami.
-Leon, stary. Pomoc - mówił z taką trudnością, jakiej wcześniej nie znał - nawet w przedszkolu, kiedy pani kazała literować. - Nie wiem. Nie ma jej. Boję się tu. Chłopie, proszę. Chyba za dużo d-dziś.
-Halo, kto mówi? - syknęła jakaś starsza kobieta.
Czyli jednak nie pamięta numeru do Leona.
Na końcu była piątka czy dwójka? Co wpisał teraz. Ence, pence...
-Halo? - usłyszał. Miał już pewność, że to jego kolega. - Diego? Gdzie masz komórkę, czemu dzwonisz z...
-Słuchaj - odetchnął. - Nie pamiętam n-nic. Jakieś sceny. Dzisiaj przegiąłem, przegiąłem, rozumiesz to. Nie ma jej, nie ma Fran. Ona, ona chyba poszła. Tutaj bądź. Błagam.
-Diego, cholera jasna... Zaraz. Zaraz będę, nie ruszaj się z domu.
Nie pomyślał o tym, żeby wychodzić. Ale może to będzie dobre wyjście? Poszuka jej. Na pewno jest u Violetty. Albo Camili. Ludmiły. U którejś z nich. Mówiła, że ma klucze od mieszkania Camili. Wyjechała gdzieś. Na pewno tam poszła. To nie jest daleko, da radę.
Kartka, długopis. Coś mu się uda napisać. Będzie dobrze. Leon przeczyta, będzie wiedział
"Ja do Amili nje przychdz dam sbie radu"

Chwycił za klamkę. Na własne oczy widział, jak jego ręce nie powstrzymują się od drżenia. On przegiął. Wiedział o tym. Był wcześniej zbyt zaślepiony, a teraz nie wie, co się dzieje.
Chyba nie zamknął drzwi, ale nie przejmował się tym. Szedł prosto, a przynajmniej tak mu się zdawało. Jakaś pani spojrzała na niego z ukosa, na pewno widziała, co się z nim stało.
Dom Camili. Francesca. Tylko o tym myślał. Tak ją kocha.
-Francesca! - wrzasnął najgłośniej, jak umiał, stojąc pod murami domu. Powtarzał ryk co kilka sekund. Czyżby jej nie było? Zdawało się, jakby nie otwierała wieki.
-Czego ty tu... - wyjrzała zza drzwi i oniemiała. - Boże.
To, co widziała, przechodziło jej wyobrażenia. Dlaczego go zostawiła? Zrobił ze sobą coś potwornego. Kto wie, ile tego wziął po tym, jak wyszła.
-Diego, jak ty się czujesz, co się dzieje?
-Nie wiem, nie wiem, co zrobiłem, ja przepraszam cię, nie chciałem nic, to było nie tak. Ja wiem, że kochasz, że pomóc chciałaś, ja wiem. Ja wiem to wszystko, zgubiłem się. Zgubiłem się i nienawidzę się za to. Ty musisz mi wybaczyć, jeśli nie, to ja umrę nawet tu i teraz, nie umiem żyć. Nie umiem bez ciebie.
Jego nieposkładane zdania tylko utwierdzały ją w przekonaniu, co ze sobą zrobił. Brał coś jeszcze. Nie zachowywał się tak, gdy przyszła do niego wieczorem.
-Jedziemy do szpitala, rozumiesz - powiedziała do niego.
-Nie, żaden szpital - zaprzeczył, zamykając oczy na dłuższą chwilę. - Nie chcę. Zamkną mnie. Dadzą na jakieś głupie odwyki. Zamkną. Zamkną i...
-Diego, co się dzieje? - spytała przerażona, gdy zauważyła, że nagle zamilkł i zacisnął powieki. Poklepała go w policzek kilka razy. Czuła, jak Diego osuwa się powoli na ziemię.
Szybko. Samochód. Szpital. Pomoc.
Sylwetka szatyna pojawiła się w drzwiach. Leon Verdas.
-Skąd...
-Nieważne, nie ta pora. Szybko, Francesca. Do auta.


Trzymała się za głowę. Biel w tym pomieszczeniu co najmniej ją przytłaczała. Było zimno, surowo, widać było, że to szpital. Pusto, jedynie jedno łóżko i ciasne, maleńkie pomieszczenie. Mała szafka w rogu i uwieszony na ścianie telewizorek. Nie wie, ile tu siedzi, ale z pewnością długo. Wiele osób zdążyło już tutaj zajrzeć, pytali, co się stało, ale nie miała siły opowiadać już nikomu więcej. Zapewne i tak Leon o wszystkim już poinformował. Spojrzała na kroplówkę, podłączoną do ręki Diego. Położyła na niej swoją dłoń i pogładziła jego skórę.
-...zamkną i nie będę mógł być z Francescą - wyszeptał.
Wzięła lekko oddech w płuca.
-Diego? - odezwała się. Czuła, jak łzy napływają do jej obu oczu.
-Co się dzieje? Gdzie jestem? Zabiorą mnie.
-Cii, nie mów tyle - uspokoiła go. - Oszczędzaj siły. Pozwól, że ja ci coś powiem. Nic ci nie zrobią. Być może pójdziesz na odwyk, ale to będzie dobre. Jeśli powiesz, od kogo to masz, nie zamkną cię. Musisz się przyznać.
-Ja to tylko znalazłem, leżało w domu - powiedział.
-Jak to?
-Tata chyba... On chyba tego używał - czuł potworne osłabienie. - On tak umarł, tak sądzę. Nie robili nawet jeszcze sekcji. Ale to od tego. Tak. Tak sądzę. 
-Chciałeś skończyć, jak on? Zostawić mnie? Przecież wiesz, że to potworne.
-Chciałem tylko zapomnieć. Ale to był błąd. Największy. Nie chodzi o to, że straciłbym życie. Straciłbym ciebie. Ja nie chcę cię tracić.
-Odpoczywaj, nadal plącze ci się język - uśmiechnęła się. - Wyjdziesz z tego, idź spać. Będę przy tobie.
-Obiecujesz? Kochasz mnie?
-Obiecuję i kocham - ścisnęła lekko jego rękę. - Damy radę. Nic nas nie powstrzyma, pamiętasz?
Szablon by
InginiaXoXo