17 września 2017

Zamówienie [107] Felipeletta "Błędnie zakochana"

Brak komentarzy:

Tytuł: "Błędnie zakochana"
Para: Felipeletta (Felipe&Violetta)
Rodzaj: Romans, Dramat
Moje uwagi: Jedno z zamówień wakacyjnych.
Uwagi zamawiającego: Violetta pomaga Felipe zdobyć Ludmiłę, w końcu sama się w nim zakochuje. Felipe wykorzystuje Vilu i zdobywa Ludmiłę, która o niczym nie wie. Sad End.
Zamawiający: Vivi
Autor: Shoshano


     Wzięłam do ręki telefon i odblokowałam go. Nic, żadnej wiadomości, nikt nie dzwonił. Zagryzłam nerwowo wargi i zarzuciłam nogę na nogę. No gdzie on jest? Usłyszałam otwierające się drzwi do kawiarni, spojrzałam w tamtym kierunku. Wypuściłam gwałtownie powietrze. Co on sobie myśli? Że będę na niego wiecznie czekać? Chyba mu się coś pomyliło. 
     - Spóźniłeś się - rzuciłam, gdy podszedł do stolika, przy którym siedziałam. Patrzyłam na niego wymownie i starałam się wyglądać poważnie.
     - Może jakieś cześć, albo hej na przywitanie, hm? - odpowiedział i jak gdyby nic usiadł obok mnie.
     Zaśmiałam się i wzruszyłam ramionami. 
     - Nie sądzisz, że należą mi się przeprosiny? 
     - Tobie? Oczywiście, że nie - zachichotał, a ja walnęłam go w ramię. - Ej, ej, do bolało - zaczął się śmiać jeszcze głośniej.
     - Jesteś niemożliwy, wiesz? 
     - Zdaję sobie z tego sprawę.
     Przyglądał mi się przez moment, po czym nachylił się w moją stronę. Już miałam mu coś powiedzieć, kiedy zaczął:
     - Mam do ciebie wielką prośbę - powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy.
     - Jaką? - spytałam, próbując się opanować. Violetta, to twój przyjaciel!
     - Od jakiegoś czasu bardzo podoba mi się taka jedna... Ludmiła.
     - Yhm... Ale co ja mam z tym wspólnego?
     - Pomogłabyś mi ją bliżej poznać? Mogłabyś powiedzieć jej jaki to wspaniały jestem i w ogóle, zresztą wiesz co dziewczyny lubią słyszeć, prawda? 
     - No raczej, w końcu sama nią jestem - prychnęłam i w końcu się od niego odsunęłam. - Ale co ja będę z tego miała?
     - Satysfakcję? - Spojrzałam na niego zdziwiona i uniosłam jedną brew. - Ech, no dobra. Załatwię ci parę na bal, co ty na to?
     Wyciągnął w moim kierunku dłoń. Spojrzałam na nią i przygryzłam wargę. Zgodzić się? 
     - No nie daj się prosić w  nieskończoność - bąknął i pomachał mi swoją dłonią przed twarzą. 
     - Niech będzie, ale ten koleś ma być mega przystojny - powiedziałam i uścisnęłam jego dłoń.

~*~

     - Hej, Ludmiła! Zaczekaj! - krzyknęłam za blondynką, która akurat wychodziła głównymi drzwiami ze szkoły. Odwróciła się gwałtownie na dźwięk swojego imienia i zaczęła się rozglądać. - Tutaj! - dodałam i podbiegłam do niej.
     - My się znamy? - spytała i przyjaźnie się do mnie uśmiechnęła.
     - Chodzimy razem na angielski - odpowiedziałam, szukając w plecaku zeszytu od tego właśnie przedmiotu. - Wybacz, że tak cię nachodzę, ale nikt nie chciał dać mi notatek z ostatniej lekcji i pomyślałam o tobie. 
     - O, wiesz, niestety nie ma teraz go przy sobie. Pożyczyłam go mojej koleżance, ale może spróbujesz u kogoś innego? - odpowiedziała i już chciała odejść, więc musiałam coś szybko wymyślić.
     - Ała! - krzyknęłam i szybko chwyciłam się za kostkę. Blondynka spojrzała na mnie zdziwiona i nachyliła się w stronę mojej nogi.
     - Co się stało?
     - Moja noga, to chyba skurcz... Ała! To na pewno skurcz! 
     - Może spróbuj go rozchodzić, albo...
     Przestałam jej słuchać, bo w naszym kierunku zaczął podążać Felipe. Odetchnęłam z ulgą, nasz plan może się jeszcze udać. 
     - Violetta, wszystko w porządku? - zapytał, podbiegając do mnie. 
     - Tak, tak, to tylko skurcz - odpowiedziałam i zerknęłam na blondynkę, która akurat bacznie przyglądała się chłopakowi. 
     - Pomogę ci, daj mi rękę - powiedział i wyciągnął w moim kierunku rękę, którą od razu chwyciłam.
     - Dzięki - rzuciłam i starałam się udawać, że rozciągam nogę.
     - Nie ma sprawy - odpowiedział i dopiero teraz spojrzał na dziewczynę. Musiałam przyznać, że był całkiem dobrym aktorem. - O, my się chyba nie znamy. Nazywam się Felipe - przedstawił się i uścisnął jej dłoń.
     - Ludmiła - odpowiedziała i zarumieniła się. 
     - Ja muszę się już zmywać, do zobaczenia potem? - zwrócił się do blondynki, a ta pokiwała twierdząco głową. - Uważaj na siebie, Vilu.
     - Ta, narka - powiedziałam i pokiwałam mu. Przeniosłam wzrok na dziewczynę, która bezwstydnie przyglądała się Felipe. I może  byłam tym poirytowana, ale nie wiedziałam dlaczego. - Fajny, co nie?
     - Kto? - spytała zaskoczona i spojrzała na mnie. Posłałam jej ciepły uśmiech.
     - Felipe, głupku. Widać, że ci się podoba.
     - On, mi? Chyba żartujesz... Lepiej powiedz mi jak tam twoja noga. - Szybko zmieniła temat i bacznie mi się przyjrzała. 
     - W porządku - przygryzłam wargę. - Wiesz, muszę już uciekać.
     - Jasne, do... angielskiego? 
     - Pewnie, pa.

~*~

     Właśnie chowałam książki do szafki, kiedy obok mnie pojawił się nie kto inny jak Felipe. Uśmiechał się w ten swój głupkowaty sposób i oparł o ścianę. 
     - Co takiego się stało, że jesteś taki uśmiechnięty, hm?
     - Ludmiła się stała - odpowiedział wesoło i spojrzał na mnie, nie przestając się uśmiechać. - Umówiła się ze mną.
     - Żartujesz! - krzyknęłam i od razu tego pożałowałam. Moja reakcja była stanowczo zbyt gwałtowna. przygryzłam nerwowo wargę i spojrzałam niepewnie na chłopaka. - To znaczy wspaniale! Ale po tygodniu znajomości? Czy to nie za szybko?
     - No coś ty! Ale dzięki, gdybyś jej tyle o mnie nie opowiadała z pewnością nie udałoby mi się to. - Przyciągnął mnie do siebie, przytulając. 
     - Och - rzuciłam zaskoczona tym nagłym gestem. I choć nie powinnam, poczułam dziwne ciepło, które powoli rozchodziło się po moim ciele. - Wiesz, ona od początku na ciebie leciała - dodałam, kiedy odsunął się ode mnie. 
     - Tak czy siak, dziękuję.
     - A co z twoją częścią umowy? - uniosłam wysoko brew i skrzyżowałam ręce na piersiach. 
     - O to się nie martw, nawet sama będziesz mogła wybrać chłopaka. 
     - Tak? A jakie mam opcje? 
     - León albo Fede, niestety reszta jest już zajęta, ale wydaje mi się...
     Przestałam go słuchać, ponieważ ta wiadomość bardzo mnie zaskoczyła. León albo Fede? To byli przecież jedni z najprzystojniejszych chłopaków w naszej szkole. Jak mu się to udało? Jakim cudem?
     - Słuchasz mnie, Vilu? - Szturchnął mnie w ramię i zrobił zdenerwowaną minę, jednak po chwili na jej miejsce wstąpił szeroki uśmiech. Patrzył na coś, co znajdowało się za moimi plecami. Niepewnie spojrzałam w tamtą stronę. Mogłam się spodziewać, że zobaczę stojącą tam blondynkę. Poczułam dziwne ukucie w sercu.
     - Felipe? - spytałam, a on niechętnie na mnie spojrzał. - Chyba wiem z kim chciałabym iść.
     - To super. Powiedz mi szybko, bo chciałbym przywitać się z Ludmiłą. 
     Z tobą.
     - Z Federico.
     - Jasne, załatwione. Do zobaczenia! - powiedział szybko i tyle go widziałam.

~*~

     - Felipe, bo jest taka sprawa... Nie, nie nie. Hm... Felipe, ja chyba... No ten, no wiesz... ja... - Plątałam się we własnych słowach, siedząc w pokoju z telefonem w dłoni. Od kilku dni byłam pewna, że czuję coś do Felipe i chciałam mu to powiedzieć, najlepiej jak najszybciej. Może jednak zrezygnuje z Ludmiły dla mnie? W końcu znamy się o wiele dłużej, wiemy o sobie bardzo dużo...
     Wzięłam głęboki wdech i szybko wybrałam numer do Felipe. Jeśli nie zrobiłabym tego teraz, już nigdy bym się nie odważyła. Pierwszy sygnał. Nic. Drugi. Też nic. Trzeci.
     - Vilu, to nie pora, żeby do mnie wydzwaniać - usłyszałam. Już miałam mu powiedzieć, że dzwonię w ważnej sprawie, kiedy w tle usłyszałam kobiecy głos. Głos Ludmiły. - Kto dzwoni? Nikt taki, to tylko Violetta. - Tylko Violetta. - O co chodzi?
     - O nic, przepraszam, miłego wieczoru - rzuciłam i szybko się rozłączyłam. 
     Z moich oczu zaczęły płynąć niechciane łzy, a ja nie mogłam zrobić niczego innego jak wtulić się w poduszkę.

~*~

     - Hej, Vilu, jak tam? - usłyszałam Felipe, który już po chwili usiadł na przeciwko mnie. Właśnie jadłam drugie śniadanie i miałam nadzieję, że chociaż teraz nie będę musiała na niego patrzeć ani z nim rozmawiać. Myliłam się. 
     - Hej - bąknęłam. 
     - Ktoś jest tu w złym humorze, czyżby te dni? - zaśmiał się i ugryzł kawałek jabłka, które trzymał w dłoni.
     Wzięłam głęboki wdech. Spokojnie, tylko spokój może cię uratować.
     - Nie zgadłeś.
     - Zgadnij z kim idę na bal - kontynuował, jakby nie słysząc moich słów. 
     - Z Ludmiłą? - rzuciłam i napiłam się trochę soku.
     - Skąd wiedziałaś?
     Bo to po części przez nią teraz cierpiałam.
     - Ostatnio wszystko kręci się w okół niej.
     - Już rozumiem - powiedział. - Czyli o to chodzi? O to, że tyle o niej gadam? Sorki, ale dobrze wiedziałaś co wiąże się z tym, że pomożesz mi ją zdobyć.
     - Ludmiła wie? - spytałam, patrząc na niego z obojętnym wyrazem twarzy.
     - O czym?
     - O tym, że gdyby nie ja nie bylibyście razem? Że ją okłamywałam opowiadając jej te wszystkie bzdety o tobie?
     Spojrzał na mnie zdziwiony i pokiwał przecząco głową.
     - Nie i się nie dowie - odpowiedział niezwykle poważnie.
     - Ale...
     - Trzymaj gębę na kłódkę, dobrze ci radzę - prychnął i nachylił się nad stołem.
     - Felipe, co ci się stało?
     - Jeszcze tego nie zrozumiałaś? Byłaś tylko kukiełką, która miała mi pomóc zdobyć kolejną laleczkę. Tyle - rzucił beznamiętnie. 
     Wcześniej myślałam, że najbardziej bolał mnie fakt, że wolał Ludmiłę niż mnie, bardzo się myliłam. 
     - Ale znamy się od tak dawna...
     - I nie mogłem tego wykorzystać? Pomyśl, byłaś idealną osobą do tego zadania. Łatwowierna, robiąca wszystko co każę. 
     - Jesteś świnią, Felipe. Skończonym debilem!
     - Być może. - Wzruszył ramionami i wstał od stolika. - I tak na marginesie, nigdy nie znałem brzydszej dziewczyny niż ty.
     Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Co się właśnie stało? Zostałam oszukana, zmieszana z błotem. Felipe, nienawidzę cię z całego serca.


Hejka!
Wracam do żywych i mam nadzieję, że one shot się Wam spodobał.
(To mój pierwszy po baaardzo długiej przerwie, 
więc proszę o wyrozumiałość.)
Do napisania <3.
Shoshano

14 września 2017

[154] On „Now it's your turn”

Brak komentarzy:
Znalezione obrazy dla zapytania rain tumblr gif
Tytuł: „Now it's your turn”
Osoba: On
Rodzaj: romans, dramat
Uwagi: emm... Cry me a river, Britney?



Długie, jasne włosy opadały na drobne ramiona. Mokły na deszczu, on dobrze wiedział, że zaczną się kręcić i puszyć od wilgoci. Ciekawe czy tamten drugi też to wiedział?, zastanowił się.
Miała na sobie jasną kurtkę, tę którą kupili razem na zakupach i te spodnie, w których jej nogi wyglądały tak zgrabnie. Nie mógł usłyszeć jej głosu, choć tak bardzo teraz tego pragnął. Chciał ją usłyszeć chociaż przez chwilę. Słyszeć jak mówi „przepraszam”... patrzeć jak jej oczy zachodzą łzami i jak...
Tak.
O tym właśnie musiał myśleć.
Ich dłonie były złączone; w pośpiechu ciągnęła go w stronę samochodu, tak jakby bała się, że ktoś ich zobaczy. Ale kto miałby to być? Przecież miał wrócić dopiero jutro... Dlaczego tak się stało? Dlaczego mu to zrobiła? A może — dlaczego wrócił? Bo nie wierzył? I z jakiego powodu siedzi w aucie i tylko patrzy?
A  t a  kobieta patrzy razem z nim. Była całkiem ładna, ale nie tak jak  o n a; ona była najbardziej uroczym stworzeniem na ziemi, trochę niestabilna, ale inteligentna. Miała dziwny gust i upodobania, ale mówiła, że chce tylko, żeby ją kochać. I on kocha, kocha bardzo...
Już nie.
Drzwi od samochodu trzasnęły, silnik zawarczał, odjechali.
Teraz nadeszła jej kolej.
Założył kaptur czarnej bluzy na głowę i wyszedł z auta. Teraz już nie wiedział czy po policzkach spływają mu krople deszczu czy jego własne łzy. Nie mógł płakać, był dorosłym mężczyzną, twardym, da sobie radę. Ale ona nie może. Ona musi cierpieć.
Szarpnięciem otworzył drzwi domu, pomknął do środka jak błyskawica, ale wchodząc do przedpokoju, znieruchomiał. Zdawało się mu, że pachnie tu  n i m. Nie, nie pachnie — cuchnie. Cuchnęło jego perfumami, jego oddechem, potem, jego... brał tu kąpiel. Mył się w jego rzeczach i pewnie chodził w jego kapciach. Tych, które ona kupiła.
Rozejrzał się jeszcze, po czym parsknął wymuszonym śmiechem. Uspokajał sam siebie. Jest twardy.
Teraz jej kolej.
Ściągnął z siebie bluzę i kopnięciem otworzył uchylone drzwi do sypialni. O dziwo, nie było go tu czuć. Pachniało pomarańczami. Kochała pomarańcze, a dzięki temu, i on je kochał. Ciekawe czy ten drugi też je kocha?
Przykucnął przy małej, jasnobeżowej szafeczce i wyciągnął z niej kamerę. Bateria była naładowana.
Usłyszał trzaśnięcie drzwiami wejściowymi. Spojrzał na łóżko, na którym nałożona została elegancka biało-czarna pościel.
I co teraz, moje słońce? Nadeszła twoja kolej.
Kiedy otworzyła drzwi od sypialni, znów zauważył, że nie jest tak ładna jak o n a. Ale przynajmniej w jednym były podobne — w zajęciach. Patrzył na nią, ona na niego. Uśmiechnęła się zadziornie i ściągnęła z siebie przemoczony sweter. Wtedy on dojrzał zdjęcie stojące na komodzie. Wspólne wakacje w Europie z  n i ą.
Wstał na równe nogi, odłożył kamerę na łóżko i podszedł do komody. Wzrok dziewczyny podążał za nim. Złapał za ramkę ze zdjęciem, chwilę patrzył, a jego serce biło szybciej na  j e j  widok. Sam już nie wiedział czy z gniewu czy z miłoś... Nie, niemożliwe.
Z łatwością roztrzaskał ramkę o podłogę. Szkło roztrzaskało się o panele. Dziewczyna z początku podskoczyła, przestraszona, ale po chwili zaczęła się śmiać. On też. Ale nie z takim przekonaniem jak ona.
Usiadł na łóżku. Niby patrzył na dziewczynę przed sobą, jednak był gdzieś dalej. Ona w tym czasie ściągnęła z siebie bluzkę, ukazując zgrabne ciało.
Wziął do ręki kamerę i włączył ją. Dziewczyna podeszła do niego i usiadła na kolanach. Pocałowała go; całowała go bardzo namiętnie, było to jednak wyuczone i sztuczne. Jednak kto dostrzeże to na nagraniu? Czuł jej zapach, tak różny od  j e j  zapachu. Bardzo słodki, wręcz duszący.
Kiedy dotknęła jego klatki piersiowej, a ustami zjechała na szyję, wyłączył kamerę i złapał za jej czarne włosy.
— Już — wyszeptał w nagłym przypływie gniewu.
Zeszła z jego kolan i ubrała się, a on dopilnował, żeby wszystko było gotowe.
Gotowe dla  n i e j.
Po niecałej godzinie, kiedy było już po wszystkim, a deszcz za oknem ciągle padał, zjawiła się  o n a. Gdy ujrzał ją przez okno, znieruchomiał i poczuł jak przebiegł go dreszcz, a łzy napływają do oczu.
NIE. TERAZ NADESZŁA JEJ KOLEJ NA PŁACZ.
Jeszcze chwilę patrzył na ukochane ciało, ukochaną twarz, na to wszystko, co kochał i po chwili z prędkością światła wpadł do ogrodu. Nie mogła go zobaczyć, och, nie, wtedy zacząłby się kłócić, a może i by się rozkleił, tu, w salonie, przed nią, całą mokrą od deszczu. Może przynajmniej deszcz zmył z niej zapach tego gnoja, pomyślał.
Nie mogła go widzieć, kiedy weszła do domu, bo starannie się ukrył. Zresztą, jedna z firan od wielkich szklanych drzwi prowadzących do ogrodu, była zasunięta. Był bezpieczny.
Stukot jej obcasów zlewał się z dźwiękiem deszczu. Szła na górę, do sypialni. Ciekawe czy też czuła ten zapach? Zapach zwycięstwa?
Z jednej strony, miał jednak ochotę wpaść tam i dotknąć jej, poczuć jej oddech na swoim karku, jej ciepły, przyjemny oddech, jej delikatną skórę i miękkie włosy. Pragnął czuć jej bliskość, jej ciepło. Bezpieczeństwo.
Otworzył delikatnie usta, jakby chciał coś powiedzieć. Ale nie mógł. Jakiś głosik w środku jego głowy szeptał mu, że nie warto.
Weszła do pokoju, ale on już tego nie widział. Odstawiła czarną, drogą torebkę na łóżko i wtedy... Wtedy spojrzała na ekran dużego telewizora.
Znieruchomiała.
On, w ogrodzie, przymknął oczy.
Nagranie samoistnie, co chwila się włączało. Z jej gardła nie mógł wydobyć się nawet krzyk. A chciała krzyczeć. Krzyczeć i płakać. Nie czuła ulgi, a ból i rozczarowanie. Czuła się potwornie.
Teraz to ona wypłacze mu rzekę łez.

______________
no hejka. Kapitan wrócił.

10 września 2017

[153] Beth "Koszmar?"

2 komentarze:
Tytuł: "Koszmar?"
Osoba: Beth
Rodzaj: Psychologiczne.
Uwagi: Brak.

Gdzie jestem? Czy to prawda czy może zwykły koszmar?
Czemu Cię nie ma? Odszedłeś nawet na mnie nie patrząc.
Cisza. Zwykła, głucha cisza..
Kiedyś w mojej głowie rozbrzmiewał Twój śliczny śmiech. Teraz? Nic.
Już zapomniałam jak brzmiało w Twoich ustach "Kocham Cię".
Niby brzmiało tak szczerze, a jednak to zwykłe kłamstwo.

I czy to ma jakiś sens?
Marzyłam by zasypiać w Twoich ramionach, ale wiem, że to tylko zwykłe marzenia.
Te, których nie da się spełnić.

I może tak miało być?
Może rzeczywiście miałam zostać tylko zabawką, która miała być tylko na chwilę?
Jak pozytywka, która tylko przez jakiś czas gra piękną melodię.
Ja też ją grałam. Codziennie mnie nakręcałeś, aż w końcu starczyło Ci mojego dźwięku.

Zapomniałeś.
Straciłeś.
Porzuciłeś.

I tak mój czas dobiegł końca.
Kurtyna opadła, a ja za nią zanosiłam się płaczem. Wiedziałam, że mój występ dobiegł końca.
Nieudany występ, którego nigdy nie będzie dane mi kontynuować.

To mój koniec.
Szablon by
InginiaXoXo