9 kwietnia 2015

Zamówienie [030] Fedemiła "It's so difficult"





Tytuł: " It's so difficult "
Para: Fedemiła (Federico + Ludmiła)
Rodzaj: Romans, Dramat, Sensacyjny
Moje uwagi: narracja 1-osobowa, z perspektywy Ludmiły
Uwagi zamawiającego: Dielara (Diego + Lara) jako para drugoplanowa, Federico jest tajnym agentem - coś w stylu Jamesa Bonda, happy-end
Miejsce akcji: Miami
Zamawiający: Maja Dreamer
Autorka: Patty


-Gdzie znowu wychodzisz? - spytałam z niechęcią. W głębi jednak byłam zmartwiona... Co noc znikał, jak gdyby nigdy nic się nie działo. A ja usychałam w tym mieszkaniu, ciągle zastanawiając się, co dzieje się między nami, dlaczego mnie tak ignoruje... 
Podejrzewałam najgorsze, ale nie dopuszczałam tego do siebie. Przecież... jak? Jak Federico mógłby mi zrobić takie świństwo?
Pewnie praca. Albo dowiedział się czegoś i nie chce mówić, żebym się nie martwiła.
-Muszę coś załatwić na mieście, będę jakoś przed północą - uśmiechnął się, ale słyszałam w jego głosie nutę zwątpienia. Nie potrafił mnie okłamywać. - Nie czekaj z kolacją.
Mrugnął, zgarniając kurtkę z wieszaka i zatrzasnął za sobą drzwi. Popatrzyłam za nim w oknie i niemal natychmiast runęłam na fotel. Moje myśli kłębiły się w głowie, emocje przeważały.
A Federico zdecydowanie przesadził.
Czyżby zapomniał, jaki jutro dzień? Nasza 2. rocznica.
Jeszcze wczoraj obiecywał, że zostanie ze mną w domu. Mam tego dosyć. Albo ja, albo praca (czy czym tam się zajmuje)





Jeszcze tego samego dnia
wieczór

-Załatwiłeś to, co miałeś? - zawołałam, kiedy usłyszałam otwieranie wejściowych drzwi.
-Ludmiła Ferro? - odezwał się jakiś obcy, męski głos.
Zaskoczona całą sytuacją, wyszłam na przedpokój, wycierając ręce kuchenną ścierką. Zobaczyłam dwójkę ludzi - kobietę i mężczyznę - stojącą w moich drzwiach.
-O co chodzi?
Wyciągnął z kieszeni jakiś dokument (zupełnie nie miałam pojęcia, co to jest).
-Diego Dominguez i Lara Baroni, Federalne Biuro Śledcze. Szukamy pani partnera, zameldowanego pod ten adres. Jest nam potrzebny w kolejnej misji.
-Przepraszam - zaśmiałam się. - Ale to jakaś pomyłka. Mój chłopak nie jest żadnym agentem ani nic w tym stylu... Musieli się państwo zwyczajnie, po ludzku, pomylić.
-Przepraszam - wtórował. - Ale to chyba pani się pomyliła. Federico Pardo pracuje dla nas od lat, a my nigdy się nie pomyliliśmy - oznajmiał. - Wie pani, gdzie może być teraz?
Z drżącymi wargami, usiadłam na zielonym fotelu.
-Nie wiem, gdzie się podział. Powiedział, że ma coś do załatwienia.
-Kiedy może wrócić?
-Mówił, że przed północą, ale... znając jego... Na pewno będzie o 2.00 .
Przełknęłam gulę, która zebrała się w moim gardle.
Nie podoba mi się ta sytuacja... Może to jakiś żart? Chociaż ta cała legitymacja.. Wyglądała autentycznie. To nie może być zwykły kawał, o nie.. A skoro tak, oznacza to tylko tyle, że mnie okłamywał. Podły drań.
Rozumiem tajemnicę zawodową, rozumiem wszystko. Ale podczas, gdy ja zamartwiałam się o niego na śmierć i miałam wrażenie, że to już koniec naszego związku, on latał po ulicach miasta i siedział przed biurkiem w ciepłym gabinecie.
-Możemy tu na niego zaczekać? - zaproponowała dziewczyna.
-Myślę, że to nie będzie konieczne - odparłam od razu. - Do tej godziny jeszcze sporo czasu, więc lepiej będzie zarówno dla mnie, jak i dla państwa, jeśli zaczekacie na niego w firmie. Proszę zadzwonić za kilka godzin, na pewno odbierze.
-Pani nic nie rozumie - mówił Diego pewnym tonem. - Federico prawdopodobnie udał się samotnie do ruin fabryki na obrzeżach miasta... To naprawdę niebezpieczne, nie ma co zwlekać.
-Jak to? I nie powstrzymaliście go?! - zapytałam zdziwiona.
-Ja i mój chłopak staraliśmy się zrobić wszystko, żeby temu zapobiec, ale... Pardo to naprawdę uparty facet.
Parsknęłam.
-Proszę wyjść z mojego domu. "Ten uparty facet" na pewno zaraz wróci i nie poszedł na żadną misję, jasne?
-Jak tam pani chce. Ale jeśli coś będzie nie tak, proszę zadzwonić - Diego położył wizytówkę na stole i wyszedł, trzymając za rękę swoją dziewczynę.
Zamknęłam za nimi drzwi na dwa zamki i natychmiast zabrałam się za przeszukanie szuflady.
-I proszę... - powiedziałam do siebie. Pod stosem dokumentów znajdowała się licencja. Czyli Federico naprawdę mnie okłamywał? I faktycznie jest agentem?
Okeej, tylko spokojnie, Ludmiła.
Znałam jego charakter. Wbrew temu, co im powiedziałam, wiem,  że Fede łatwo się nie poddaje. Jeśli faktycznie miał coś do zrobienia, to na pewno to dokończy.
Szybko odpaliłam laptopa i przeszukałam internet. Na obrzeżach miasta znajdowała się właściwie tylko jedna opuszczona fabryka. A skoro Federico może tam być...
To Ludmiły też nie może tam zabraknąć.

Jeszcze tego samego dnia
późny wieczór

Zaparkowałam swój samochód trochę dalej od budynku. Nie chciałam niepotrzebnych spojrzeń gapiów lub odblasku świateł samochodu.
Błyskawicznie otworzyłam schowek.
Wsuwki do włosów, jakieś śrubki, plastikowe kubeczki, dokumenty... naładowana broń?
Bez zastanowienia ukryłam wsuwki, śrubki i broń w swoim ubraniu.
Wyszłam, udając się szybko w kierunku wyznaczonego miejsca. Docierając do drzwi, lekko szarpnęłam za klamkę. Nie chce się otworzyć. Szarpnęłam mocniej.
Nadal to samo.
Wyciągnęłam wsuwkę i wygięłam, próbując przy tym otworzyć nią zamek. Chwila skupienia i może się uda...
Nagle - bang - puściło.
Weszłam do środka i zobaczyłam światło, wydobywające się z jednego z pomieszczeń na końcu korytarza. Nienawidzę takich miejsc, po prostu nienawidzę. Ale jeśli mam pomóc Fede, to muszę iść dalej.
Zrobiłam kilka kroków do przodu, a potem już pewnie maszerowałam przed siebie, rozglądając się na boki. Poczułam, że ktoś łapie mnie od tyłu i zasłania ręką buzię.
-Ludmiła, co ty tu robisz?
Kiedy tylko usłyszałam ten głos, od razu zrobiło mi się lepiej.
-Raczej powinnam spytać o to ciebie, Federico - szepnęłam.
-Słuchaj, nie ma czasu na wyjaśnienia, idź stąd, bo jeszcze stanie się krzywda. To sprawa dla profesjonalistów. Uciekaj, ale to już!
-Okej - burknęłam. - Ale jeśli coś ci będzie, nie ręczę za siebie.
Zawróciłam, zostawiając go samego na korytarzu.
I czego on się właściwie spodziewał? Że tak po prostu pójdę?
O nie ma mowy.
Ta sceneria byłaby wtedy zbyt fikcyjna, żeby była prawdziwą.
Zniknął tam, gdzie pojawiło się przedtem światło, a ja skręciłam do jednego z pokoi, by przez przypadek mnie nie zauważył.
Właściwie niczym się nie odróżniał, wyglądał jak każde inne opuszczone biuro. Ze ścian sypał się tynk, firanki podarte, biurko pokryte... czymś dziwnym.
Usłyszałam strzał. Sama nie wiedziałam, z czego pochodził, po prostu jeden wielki huk przeszył się przez moją głowę.
Wybiegłam z pokoju, zaglądając do miejsca, z którego było go słychać.
-Ty leszczu, myślisz, że dasz sobie radę?! - Wydawało mi się, że niedawno słyszałam ten głos.
-Porozmawiajmy - namawiał Federico.
-Nie macie o czym ze sobą rozmawiać - odezwała się jakaś kobieta.
Diego... i Lara?
Ta dwójka, która była dzisiaj u nich w mieszkaniu? Ale oni przecież.. Przecież z nim pracują.
-Odebrałeś mi matkę, Federico! - wrzasnął. Jego ton brzmiał, jakby zaraz miał wybuchnąć gwałtownym płaczem. - Zawsze ciebie kochała bardziej!
-Ej, jesteśmy rodzeństwem, Diego... Da się to załagodzić, nie musimy się od razu zabijać.
Mimo, że ogromnie się bałam, wysunęłam nieco głowę, żeby zobaczyć, co się tam dzieje. Federico siedział obezwładniony przy ścianie. Widziałam jednak, że z tyłu wykonuje manewry rękami. Z pewnością trzyma tam broń. Diego i Lara wymierzali do niego z pistoletów.
-I co teraz, Federico? Dwóch na jednego... Teraz nikt nie kocha ciebie!
Już niemal pociągnął za spust, kiedy upadł na ziemię, łapiąc się za kolano.
-Poprawka - wtrąciłam. - Ja go kocham.
-Diego! - pisnęła za nim dziewczyna. - Boże, Diego, kochanie...
Spanikowana machała rękami w obie strony, widząc, że Federico podnosi się z ziemi i celuje do niej lufą.
-Chcesz skończyć tak samo, jak on? - spytał. - To koniec.
Bez słowa, podeszła do Dominguez'a i usiadła przy nim, dając się zapiąc w kajdanki.

Jeszcze tego samego dnia
wczesny ranek

-Mogłeś mi o wszystkim powiedzieć - mówiłam, pocierając rękami ramiona. W okolicach fabryki widać było mnóstwo policyjnych świateł. Ze środka wyprowadzano Larę, a Diego niesiono na noszach do ambulansu.
-Ciężko mi było - przyznał. - Myślałem, że ode mnie odejdziesz.
-Wiesz, że taka nie jestem.
-Inne dziewczyny takie były.
Popatrzyłam na niego ze śmiechem.
-Ale ja nie jestem ta inna.
Kąciki jego ust uniosły się do góry.
-Czyli co, wybaczasz mi?
-Pewnie, nie byłabym w stanie tak po prostu odejść.
-Właśnie..
Wyciągnął coś z tylnej kieszeni spodni.
-Czekałem na odpowiedni moment. Wszystkiego najlepszego z okazji naszej drugiej rocznicy - uśmiechnął się, uklęknął na jedno kolano i otworzył mały futerał. - Wyjdziesz za mnie?
Na jego słowa, zamurowało mnie.

tak nie tak nie tak nie tak nie tak nie tak nie tak nie tak nie tak nie.....

Jak dla mnie odpowiedź jest oczywista.
-Tak, jasne, pewnie, oczywiście! - wykrzyknęłam, a on wziął mnie w objęcia. 



Hej, to ja ;D 
Trzymam kciuki, że OS się Wam podobał, a szczególnie Maja Dreamer.
Mam nadzieję, że nie żałujesz, że go u mnie zamówiłaś ;))

Zapraszam serdecznie, nabór na blogu już otwarty! <3


Pozdrowionka,
Patty ♥

2 komentarze:

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo