10 września 2015

[054] Leonetta "(Nie) winna"

Tytuł: "(Nie) winna"
Para: Leonetta (Leon i Violetta)
Rodzaj: Romans; psychologiczny 
Uwagi: Narracja trzecioosobowa (od razu ostrzegam to taki mały eksperyment); zmienia się punkt widzenia Violetty bądź Leona; mogą pojawić się przekleństwa. 
Miejsce: Los Angeles; New York
Autorka: Sydney



Plotka. 
Dalej nie dowierzała, że to co widzi jest prawdą. Przymrużyła delikatnie oczy po czym kolejny raz spojrzała na wyświetlacz.
Tytuł: "Czy Violetta Castillo jednak nie jest taka święta?"                                                                           W ostatnich dniach nasza koleżanka - Violetta przybrała na popularności. Nasza przewodniczącą chyba jednak powoli zaczyna to przygniatać. Jak wiemy Castillo spotyka się już od pewnego czasu z kapitanem szkolnej drużyny a mowa oczywiście o Leonie Verdasie. Ale czy idealny związek tej dwójki znika na naszych oczach? Ostatnio Violetta byłą widziana w klubie, ale bez swojego ukochanego tylko z całkowicie innym mężczyzną. Może znudził się jej już nasz przystojniak? Dziewczyny czekajcie, bo może niedługo szansa na spotykanie się z tym latynoskim przystojniakiem znowu będzie możliwa. 
Przyglądnęła się uważnie twarzy Federico p czym promiennie uśmiechnęła się w jego kierunku. 
  -Nie wierzę że tutaj jesteś- ledwo co powstrzymywała  łzy.  Łzy szczęścia. 
  -Mała dobrze wiesz że nie wytrzymał bym bez swojej siostrzyczki zbyt długo- uśmiechnął się i przycisnął ją do swojej piersi.
Dziewczyna szybko jak mogła odwzajemniła uścisk. Nie widziała go tyle czasu. Tęskniła za nim. Był dla niej jak brat, którego nigdy nie miała. Część rodziny której tak na prawdę nigdy nie posiadała.
  -Co powiesz na wypad do klubu tak jak za starych czasów?
  -Z tobą zawsze.
Jedno wyjście na drinka z jej przyjacielem z dzieciństwa. Tylko tyle trzeba było, żeby każda plotkarska strona o niej pisała. Dobrze wiedziała, że sama się an to zgodziła kiedy postanowiła zostać przewodniczącą. Ale czemu ten atak dosięgnął też Leona?
  -Musimy chyba porozmawiać- ostry głos szatyna dotarł do jej uszu.
Przełknęła ślinę. Znała go zbyt dobrze, aby mieć choć rąbek nadziei że ta rozmowa przerodzi się w kłótnie. Był zazdrosny; o każdego; wszytko.
Odłożyła tablet na stół i powoli odwróciła się w jego stronę.
Plotka. Kolejna plotka, która zrujnuje jej życie.

Ucieczka.
  -Wyjaśnisz mi to?- mówi przez zaciśnięte zęby.
Dziewczyna wolnym ruchem przenosie wzrok na jego twarz. Złość; gniew tylko tyle może z niej wyczytać, ale jednocześnie jego oczy wyrażają tylko i wyłącznie smutek.
  -Leon to zwykła plotka- westchnęła.
  -Violetta proszę cie jaka plotka?- prychnął ciągle spoglądając na dziewczynę.
  -Najpierw daj mi to wyjaśnić.
Do jej oczy co raz mocniej napływały łzy.
  -Proszę- szepnęła.
Nic nie odpowiedział.
   -Leon?- jej głos słabł z każdym słowem.
Wiedziała jak to się potoczy. Jak skończy się ta rozmowa. Ale chciała walczyć. O niego. O nich.
  -Wyjaśnij to temu z klubu mi już nie masz co- prychnął smutno i opuścił pomieszczenie.
Słone krople spłynęły wolno po jej aksamitnych policzkach.
  -Proszę- szepcze przytrzymując jego nadgarstek.
Szatyn zatrzymał się na chwilę. Walczył ze swoimi myślami. Ze sobą. Ufał jej.  Kochał ją. Ale czy wystarczająco? Czy wystarczająco ją kochał? Czy potrafił by jej zaufać? Zatwierdzić w jej wersje wydarzeń? Sam nie miał pojęcia komu ufać. Jej. Plotkom. Przeczuciu.
Wypuścił ciężko powietrze z ust, kiedy jego oczy spotkał się z brązowym oceanem smutku. Teraz już wiedział co ma robić, ale ta decyzja zabijała go od środka.
  -Zapomnij o mnie- odpowiedział łamiącym się głosem. Chciał być silny, ale nie potrafił. Coś wewnątrz nie pozwalało mu być obojętnym na cierpienie tej drobnej blondynki - którą kochał. Ale jednak  podjął taką decyzję. Czemu? Sam nie wiedział.
Ale wybrał tą drogę drogę ucieczki.

Złość.
  -Verdas co się z tobą dzieje?!- ostry głos trenera dociera do jego uszu. Chłopak wyrywa się z transu w którym trwa od kilku dni. Violetta Castillo. Jego była. Ta którą kochał i kocha nadal. Ale coś nie potrafi mu jej wybaczyć. A to coś to duma i złość na samego siebie. Za to, że nie ufał jej wystarczająco. Że nie wysłuchał.
Minął tydzień. Siedem długich dni od kiedy jej nie widział; nie zamienił  z nią słowa; nie przytulił; nie pocałował. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Tęsknił za nią. Za nimi razem. To go wykańczało był zły na samego siebie. Za to, że pozwolił jej odejść bez ani jednego słowa.
  -Jesteś kapitanem i jeśli chcesz żeby tak pozostało weź się w końcu w garść!
  -Tak trenerze.
Kiwną delikatnie głową i pobiegł w stronę drużyny.
  -Stary to tylko dziewczyna- Diego oparł łokieć o bark przyjaciela. Wiedział jak wyglądał ich związek. Znał każdy najmniejszy szczegół. I to własnie to mu nie odpowiadało. Podobała się mu. Tak jak większości. Ale to on znał ją najlepiej oprócz Verdasa. Był z nią najbliżej. Każdy uśmiech, nawet najmniejszy skierowany w jego stronę - to było coś ważnego.
  -To Violetta- syknął i zabrał jego ramię.
Pobiegł  przed siebie. Chciał zapomnieć o wszystkim. O niej. Skupić się na karierze. Ale czemu to było takie trudne? Czemu wyrzucenie tej drobnej osóbki  z serca było wręcz niemożliwe. Kochał ją. A to właśnie miłość jest odpowiedzią. Pozostałą mu tylko złość. Złość na samego siebie.

Smutek.
Przeniosła swoje oczu ku niebu dokładnie sie mu przyglądając. To ten sam park. Ta sama ławka. Czemu tutaj przyszła? Coś jej kazało. To nie była ona sama. Coś w środku. Ta część która tęskniła za wiecznie zazdrosnym Verdasem, który potrafił ją zaskoczyć, rozbawić i co ważniejsze kochać.
  -Czemu to jest takie trudne?- szepnęła sama do siebie.
Podtrzymała twarz na dłoniach, które delikatnie wbijały się w jej uda. Z każdym dniem brakowało go jej coraz to bardziej. Jego całego. Zazdrości. Żartów. Zabierania jej na treningi. Randek. Jego ramion.
Nie powinna płakać. Nie mogła. Chciała być silna. Tylko i wyłącznie dla samej siebie. Tak może to i egoistyczne. Maska twardej, pewnej siebie dziewczynie nie miała spaść z jej twarzy.  Miała pozostać tą, którą była przed jego poznaniem. Twardą zimną suką. Ale teraz coś się zmieniło. Ona się zmieniła. Tamta Violetta zniknęła, a na jej miejsce przyszła całkowicie inna zmieniona o sto osiemdziesiąt stopni.
W jej sercu została miłość, która przeplatała się na zmianę ze smutkiem.

Zrozumienie.
Przechadzał się białym Time Square. Setki, a wręcz tysiące ludzi omijających go. Minął rok od kiedy skończył liceum. Teraz zaczyna życie studenta. Z daleka od swojej przeszłości. Z daleka od fałszywych przyjaciół. Diego. Ufał mu. Był jego najlepszym kumplem przez całe życie. Przetrwali razem całe dzieciństwo, pierwsze dni szkoły, gimnazjum, liceum i na tym się skończyło. Poróżniła ich dziewczyna? Nie poróżniła ich zazdrość. Był zbyt zaślepiony przyjaźnią jaką ich łączyła. Nie zauważył, że to właśnie brunet stoi między jego szczęściem z Violettą. Ale rozumiał to zbyt późno. Dokładnie tydzień i jeden dzień po tym jak ją stracił. Jedna impreza. Jeden kieliszek za wiele ze strony Diego i cała prawda wyszła na jaw. To on podesłał "cynk" redakcji szkolnej strony. On zakończył jego związek. Nie to on przez swoją głupotę zakończył to co było dla niego tak ważne - ona była dla niego najważniejsza.
Nagle znajoma twarz przemknęła po drugiej stronie ulicy. To ona.

Brak czasu.
  -Violetta!
Odwróciła się na dźwięk swojego imienia. Znała ten głos. Nie zapomniała go przez te lata. Ale teraz było już za późno.
Jej oczom ukazał się on. Ten którego kochała przez te wszystkie lata. Stał przed nią taki sam jakim go zapamiętała. Te same rysy twarzy z lekkim kilku dniowym zarostem.
  -Leon- szepnęła dokładnie przyglądając się jego twarzy.
Chłopak przybliżył się do niej. Niewiele. Zaledwie kilka centymetrów, ale to jej wystarczało. On sam w sobie stał przed nią. Ten którego kochała, i ten o którym tak bardzo chciała zapomnieć i chce zapomnieć.
W przeciągu minuty ich klatki piersiowe się spotkały. Ich twarze były niebezpieczniej blisko siebie.  Tak jak kilka lat temu. Ten sam Leon Verdas stoi z nią twarzą w twarz. To samo przyjemne uczucie wypełnia jej ciało, kiedy jego dłonie wkraczają na jej talie. Ale to jednak nie to samo. To nie jest liceum. Ona nie jest już pragnącą wielkiej prawdziwej miłości nastolatką. Teraz dorosła i dzięki niemu zrozumiała że prawdziwa miłość nie istnieje. Że to tylko jedno wielkie złudzenie. Tak kochała go dwa lata temu, dalej jej organizm reaguje na jego bliskość. Ale teraz słucha mózgu a nie serca. Myśli a nie czuje. On dla niej zniknął. Zabrakło im czasu. A o ważniejsze zaufania, bo przez jego brak nie winna stała się winną.

Tam, tam, tam...
Witam was z kolejnym tym czymś co ja śmiem nazywać OS'em xDD
Tak wiem dawno mnie nie było (nie polecam mieszkania na wsi - ciągle problemy z netem -,-) ale teraz wracam do żywych.
Zachęcam was do składania zamówień.
Do następnego.

Sydney

1 komentarz:

  1. Śliczny shot, Sylwia! ;D
    Taki prawdziwy, wzruszający <3

    OdpowiedzUsuń

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo