18 grudnia 2015

[075] Ania Shirley "Odmienność równa się wyjątkowość"


Tytuł: "Odmienność równa się wyjątkowość"
Osoba: Ania Shirley
Rodzaj: obyczajowy
Autorka: Christina



Poniedziałek, 22.08.1920 r.
Kochany pamiętniku!

Jak miło od minionych kilku miesięcy chwycić pióro i otworzyć Ciebie, mój drogi przyjacielu na czystej kartce; móc ją wypełnić i podzielić się z Tobą moimi refleksjami. Na początku muszę Cię przeprosić za moją długą nieobecność, niestety doskwierał mi brak czasu jak i również przeżycia, o których zaraz postaram się opowiedzieć. Moja najdroższa córka Kornelia wyjeżdża z  Avonlea do szkoły z internatem; czuję się dumna, że idzie w moje ślady, tylko martwi mnie ten czas, który nieubłaganie biegnie. Niedawno Kornelsia była taką małą, słodką dziewczynką; mój mąż Gilbert twierdzi, że jesteśmy jak kropla w wodę i po rozpatrzeniu tego wszystkiego twierdzę, że ma rację. Odziedziczyła po mnie między innymi marchewkowe włosy, piegi zakwaterowane na bladej twarzyczce i oczywiście gadatliwość oraz ciekawość otaczającego nas świata; mogę powiedzieć, że wreszcie znalazłam towarzyszkę godzinnych rozmów, która stuprocentowo mnie rozumie. Z przykrością też muszę stwierdzić, że Kornelka twierdzi, iż przez wygląd nie była akceptowana w szkole. Obawiała się, że w nowej szkole będzie tak samo jak w poprzedniej i stanowczo zapierała, iż do niej nie pójdzie; uznałam wtedy, że czas odbyć z nią poważną i szczerą rozmowę. W końcu nie mogłam pozwolić na to, aby zaprzepaściła swoją obiecującą przyszłość przez strach. Pewnego dnia, gdy słońce nieubłaganie grzało przez co temperatura znacznie wzrastała, wybrałam się z córką na spacer do rzadko odwiedzanych zakątków miasteczka, zachwycających swoją urodą. Wdychając świeże powietrze i oglądając łoże maków i chabrów wyznaczających dróżkę dla przechodniów, moja podświadomość podpowiedziała mi, że to jest ten właściwy moment, a ja, uznając, że intuicja nigdy mnie nie zawiodła, posłuchałam jej. Przetoczyłam jej moją historię; to jak mnie  nie akceptowano, a może tak naprawdę tylko mi się tak zdawało, bo patrząc prawdzie w oczy to ja siebie najbardziej nie akceptowałam (słuchała uważnie każdego mojego słowa). Nie podobało mi się w sobie wiele rzeczy i zdaje mi się, że widziałam moje wady nie dostrzegając zalet. Tkwiłam w tym błędnym kole coraz bardziej się pogrążając na własne życzenie; potrzebowałam wtedy osoby, która mnie z tego wyrwie zanim będzie za późno. Tymi właśnie osobami okazali się moja przyjaciółka Diana i Gilbert. Oni widzieli we mnie tą odmienność, ale patrzyli na to z całkiem innej strony niż ja sama; dostrzegali w tym wyjątkowość. Tak wyjątkowość. Nauczyli mnie własnego poglądu, dali wsparcie jakiego potrzebowałam i miłość? Gdy ja siebie zaakceptowałam,  nagle inni mnie zaakceptowali, rozumiesz? Teraz mi się wydaje, że może wmawiałam sobie to i skazywałam się na samotność czyli najgorszą karę, gdyż była sprzeczna dla mojej natury. Po wyrażeniu swojego zdania i poglądów dałam jej czas na przemyślenie wszystkiego na spokojnie. Mam nadzieję, że podejmie słuszną decyzję i pozwoli sobie na szczęście, które należy się każdemu.

Nadal rozmarzona,
Ania Shirley.

3 komentarze:

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo