1 września 2016

[135] Imagine "Everything"


Tytuł: Everything 
Rodzaj: Imagine
Uwagi: To zbiór kilku krótkich imaginów, które napisałam dawno temu. Kiedyś. Postanowiłam, że jakoś je opublikuję, a cała ich magia polega na tym, że są po prostu krótkie. Bez sensu byłoby wymyślać do nich następne wątki, żeby były dłuższe. Mam nadzieję, że taka forma wam przypadnie.  
A, i jeszcze jedno! Jeśli napotkacie się na [T.I.] to dla niewiedzących, wstawiacie tam swoje imię. Miłego czytania!
Autorka: Patty

~1
Rozglądam się jeszcze raz dookoła. Wszędzie tylko puste parkowe alejki. Zastanawiam się, czy długo jeszcze będę udawała, że łączy mnie z nim tylko przyjaźń. Nie chcę jednak rujnować tego, co już między nami jest. Oszukiwanie samej siebie chyba niezbyt dobrze mi wychodziło.
-No i gdzie on jest... - szepnęłam do siebie.
Jak na zawołanie, poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Obróciłam się i przeszył mnie dreszcz. Kolejny raz go widzę i kolejny raz nie mogę zrobić nic więcej oprócz przyjacielskiego uścisku.
-Hej - przyciągnął mnie do siebie.
-Hej - rzuciłam.
-Słuchaj, mam sprawę.
-Mówiłeś przez telefon - uśmiechnęłam się. - Co się stało?
-To... wiesz, trochę wstyd mi o tym mówić.
-Po tylu latach znajomości się mnie wstydzisz? Błagam cię - odparłam ironicznie.
-Słuchaj, [T.I.]. Chciałbym zacząć od nowa.
-Stało się coś? - spytałam zaniepokojona.
-Nie, skąd.. - poprawił swoją grzywkę z widocznym zdenerwowaniem. - Chciałbym zacząć od nowa. Tylko na innym poziomie.
Nie do końca rozumiałam, o co mu chodzi. Czasem myślał, że jeśli zaocznie mi wszystko opowie, to skapnę się, o co mu chodzi. Jestem tylko człowiekiem, no halo...
-Justin, nie wiem, co konkretnie masz w tej głowie, dlatego...
Złapał mnie za rękę, a mnie zamurowało. Wyciągnął zza swoich pleców pojedynczą, białą różę. Czyli jednak obchodziła go moja wczorajsza całodniowa gadka o tym, jakie prezenty lubią dostawać dziewczyny?
-Mówię o tym, że chcę czegoś więcej.
Stałam tam niczym słup soli, a na jego twarzy malowało się zastanowienie, dlaczego nic nie mówię.
-Rozumiesz no.. Żebyśmy byli parą - dopowiedział, ciągle licząc, że się odezwę. - Bo ciężko jest mi spotykać się z tobą i wmawiać sobie, że nic innego bym nie chciał.
Chociaż moja twarz nic nie ukazywała, w głębi byłam taka szczęśliwa, że najchętniej zaczęłabym skakać jak małe dziecko.
-Ja czuję to samo - rzekłam w końcu, a on momentalnie się rozpromienił.
-To się cieszę.
Przyjęłam od niego kwiat i przytuliłam się do niego mocno.

~2
 Kiedy dostałam bilety m&g piszczałam przez pół godziny, więc nie jestem w stanie opisać,co czuję aktualnie. Za chwilę wejdę do miejsca,w którym będę miała okazję na rozmowę i zdjęcie.
-Zapraszam - burknął jakiś facet w czerni.
To ten moment... Zobaczyłam ich. Nigdy nie zapomnę tego dnia.
-Okej,zaraz zobaczymy,czy korki z anglika się opłaciły - pomyślałam.
Leo podszedł do mnie i uścisnął moją rękę.
-Jestem Patrycja - uśmiechnęłam się promiennie.
-Leondre - rzekł.
-Wiem,kim jesteś - parsknęłam.
-Zawsze lepiej zrobić dobre wrażenie, nie sądzisz - powiedział radosnym tonem. Za każdym razem, kiedy słyszałam jego głos przez media,przechodziły mnie dreszcze. Wyobraźcie sobie,co czułam teraz. Mój idol ze mną rozmawia.
-Charlie - wtrącił blondyn i oboje mocno mnie przytulili.
-Jezu, tak się cieszę, że tu jestem - zrobiłam duże oczy i rozejrzałam się.
-Też mi miło, że przyszłaś - Leondre popatrzył na mnie z błyskiem w oku.
Wyszeptałam "dzięki",ale tym razem nie oblałam się rumieńcem. Miałam z tym mały problem.
-To może czas na zdjęcie? - powiedział Charlie i szturchnął w ramię przyjaciela.
Wspólnie pozowaliśmy do fotek,po czym skapnęłam się,że zostało mi zaledwie kilka minut.
-Jesteś z Polski? - spytał Charlie.
-Tak, skąd takie pytanie - parsknęłam.
-Dobrze mówisz po angielsku - odrzekł Leo.
-Brałam dodatkowe lekcje,nic wielkiego. A wy? Znacie jakieś słowa po polsku?
-DOBRA ZUPA!!! - wykrzyknął z dumą Leo,a mnie ogarnął atak śmiechu.
Charlie klepnął się ręką w czoło.
-Idę po szklankę wody,a ty spróbuj w tym czasie nie zrazić jej do siebie - prychnął zabawnie.
Odprowadziłam go wzrokiem,a Leondre poklepał miejsce na kanapie obok siebie.
-To może opowiesz mi coś o sobie? - spytał.
-Co tu dużo mówić, jestem w twoim wieku i Bambino od dawna. Jeśli chodzi o zainteresowania,to raczej nie mam.
-Więc o mnie pewnie już sporo rzeczy wiesz - zaniósł się śmiechem. - Ale powiem ci, że jesteś bardzo ładną dziewczyną.
-Dziękuję, wzajemnie - zawstydziłam się. - Znaczy... chwila nie... Bo ty też jesteś ładny ale... No wiesz chłopak. Ale czekaj nie ładny tylko przystojny tak... Przystojny chłopak - mówiłam szybko ze zdenerwowaniem. Zawsze musiałam się ośmieszyć, więc ciężko było, żebym nie zrobiła tego przed nim.
-Jesteś urocza - powiedział szarmancko.
Uśmiechnęłam się do niego - to była chyba jedyna rzecz, jaką byłam w stanie zrobić.
-Koniec czasu - odparł ten sam facet,który mnie wpuścił w momencie,kiedy Charlie do nas wrócił.
-Chyba wypada się pożegnać - Charlie przyciągnął mnie do siebie i obdarzył uściskiem.
-Chyba tak - odwzajemniłam.
-Do zobaczenia - mrugnął Leo,podając mi najpierw rękę i zostawiając w niej jakiś zwitek papieru.
Przytulił mnie i złożył pocałunek na moim policzku. Obejrzałam się za nimi,po czym odwinęłam papierek z numerem telefonu. Uśmiechnęłam się do niego i wyszłam. Byłam pewna,że niedługo znowu go spotkam.

~3
 Pisk kółek walizki podążał za mną już 15 minut. Nie mogłem się doczekać, kiedy wrócę do miasta; do Gomez. Tak dawno jej nie widziałem... Droga z Europy do domu strasznie mi się dłużyła, nie dawałem rady się skupić. Przez te kilka miesięcy tak bardzo żałowałem, że nie mogę jej zobaczyć.
Kliknąłem guzik windy i wszedłem do środka. Jeszcze tylko kilka minut i wreszcie... Mam nadzieję, że ucieszy się z niespodzianki. Specjalnie dla niej wróciłem parę dni wcześniej.
Kiedy już znalazłem się przed drzwiami naszego apartamentu, wyciągnąłem kluczyk z kieszeni i przeciągnąłem go w zamku. Po cicho wkroczyłem do środka. 4.00 wieczorem. Powinna już spać, nie chciałem jej budzić - jeszcze nie teraz. Położyłem bagaż przy pierwszej lepszej ścianie. Wziąłem do ręki ogromnego, pluszowego misia, którego kupiłem jej jeszcze w Londynie, po czym ruszyłem do naszej sypialni. Tak, jak myślałem - spała, wtulona w poduszkę. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Usiadłem tuż przy niej na łóżku i dotknąłem jej policzka, po czym złożyłem na nim delikatny pocałunek.
Mruknęła coś pod nosem i odwróciła się w drugą stronę. Właśnie wtedy zobaczyłem.
Chyba... chyba coś jej brzuch urósł. Nie to, że coś mam do grubszych dziewczyn, ale... Czy to nie wygląda trochę dziwnie? Bardziej jak... ciąża...?
Musiałem się dowiedzieć. Niechętnie szturchnąłem jej ramiona. Powieki mojej księżniczki zaczęły się otwierać, po chwili spojrzała na mnie z radością.
-Justin? To ty? - zapytała cicho.
-Nie, to sen - zaśmiałem się. - Już wróciłem.
Zerwała się szybko i przytuliła do mnie mocno, po czym obcałowała całą moją twarz.
-Tak tęskniłam - powiedziała ze słabym uśmiechem. - My tęskniliśmy.
-Co? - zdziwiłem się.
-My - wskazała na swój brzuch. - We dwójkę. Ja i on.
-Ty... czyli ty jesteś...?
-Tak - odparła i otarła łzę, która wydostała się z mojego policzka. - Siódmy miesiąc.
-Sel, kocham cię - przeczesałem palcami włosy. - Was kocham.
Bez słowa wtuliła się w moje ramię.
Nareszcie spełniło się moje największe marzenie.

~4
 Przeszukiwałam swoją playlistę w celu znalezienia jakiegoś fajnego kawałka. Nic.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Julka? - spytał ktoś po drugiej stronie. - To ja, Shawn.
Spojrzałam się w sufit.
-Wybaczysz mi?
Postukałam paznokciami o blat. Wpuścić go? Po tym co mi zrobił... nie sądzę, żeby to było dobrym rozwiązaniem.
-Żałuję. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Założyłam ramiona na siebie. Co on chce przez to osiągnąć? Słynny Shawn Mendes, idol nastolatek, który myśli, że wszystko mu wolno. Tym bardziej zarywać do tej pustej blondyny z dyskoteki.
-Nie chciałem, byłem pijany.
Głupie wymówki... Ale stało się. Gdybyś nie chciał na trzeźwo, to nie robiłbyś tego pod wpływem. Stare śpiewki.
-Nie chciałem jej całować, przysięgam.
I kłamstwa wszędzie. Przestałam mu wierzyć wczorajszego wieczora. "Muszę na chwilę skoczyć do toalety". Toaleta to jej usta?
-Wiesz, że tylko ciebie kocham.
Po co on kontynuuje? Sądzi, że przez te jego gadanie ja mu po prostu wybaczę? Od tak zapomnę, że na moich oczach miział się z inną laską?
-Błagam cię, odejdź spod mojego mieszkania - warknęłam.
-Napisałem dla ciebie piosenkę jakiś czas temu. Nazywa się "Life Of The Party". Mogę ci zaśpiewać?
Zagryzłam szczękę. Miałam ochotę wypuścić z ust wredne "Aha?", ale nie byłam w stanie. Chciałam przesłuchać chociaż kawałek piosenki.
W holu zabrzmiały dźwięki gitary. Wiedziałam już, że z całą pewnością usłyszę jutro mnóstwo negatywnych komentarzy od moich sąsiadów. Nie dziwię im się, sama bym się wkurzyła, gdyby małolat budził mnie o 00.00, żeby zaśpiewać jakieś tam pioseneczki swojej - w zasadzie byłej - dziewczynie.
Usłyszałam pierwsze słowa. W skupieniu śledziłam każdy kolejny wers i pozwoliłam, by melodyjny dźwięk jego głosu namieszał mi w głowie po raz kolejny.
Niepewnie wstałam i położyłam rękę na klamce. Więc jeszcze raz...:
Wpuścić go?
Westchnęłam głęboko i jednym zwinnym ruchem przekręciłam gałkę.
-Masz 10 sekund na opuszczenie tego miejsca - powiedziałam, nie pozwalając łzom wypłynąć z moich oczu.
-Nigdy więcej cię nie opuszczę, błagam, zaufaj mi na nowo - szepnął.
-Nawet chyba nie zdajesz sobie sprawy, ile razy słyszałam z twoich ust 'Nigdy więcej'. Zostaw mnie w spokoju i pozwól żyć bez zbędnych negatywów.
Zacisnął mocno powieki i opuścił gitarę na ziemię.
-Kocham cię - powiedział.
-Chciałabym - rzuciłam i zobaczyłam, jak znika.
Zamknęłam za nim drzwi i oparłam się o nie. Nie dam rady dłużej z nim być, ale... Boże. Co ja właściwie robię? Ja pi****le...
-Julka, co ci strzela do głowy? - mówiłam do siebie i wybiegłam szybko.
Schodziłam po schodach, potykając się o własne nogi. Wyjrzałam zza drzwi wejściowych bloku i wyszłam na zewnątrz. Czarne porsche ruszyło z piskiem opon. Za późno.
Zawróciłam się ze zrezygnowaniem i weszłam do budynku ze spuszczoną głową.
-Zadowolona?
Podniosłam się i zza czupryny ujrzałam jego, opartego o ścianę z gitarą w ręce.
-Mówiłem, że nie opuszczę.
Ze szczerym uśmiechem rzuciłam mu się na szyję.

~5
 -Nareszcie - odetchnęłam. Rozprawka na polski - JEST.
Położyłam się na łóżku i spróbowałam wreszcie zasnąć, kiedy usłyszałam pod oknem jakiś hałas.
No tak.. jakżeby inaczej - pomyślałam.
Wstałam i odsłoniłam zasłonę.
-Mógłbyś wreszcie przestać odstawiać szopkę i dać mi święty spokój?! - wrzasnęłam do niego.
-Dopiero jak się ze mną umówisz! - odkrzyknął.
-Chyba w snach - burknęłam głośno. - Wynocha!
Zatrzasnęłam okno i z powrotem wylądowałam na łóżku. Czy ten rąbnięty Hemmings może w końcu przestać mnie nękać? W sumie, lubiłam słuchać jego głosu, ale w życiu się do tego nie przyznam. Tyle w temacie.
*szkoła*
Wydęłam wargi w teatralnym geście.
-Nawet tutaj musisz przyłazić?
-Dopóki nie zgodzisz się ze mną gdzieś pójść, to będę tak za tobą latał - uśmiechnął się.
-W życiu - spojrzałam na niego, unosząc brew. - Odejdź.
Zaprzeczył kiwnięciem głowy.
-Jeśli chcesz, to mogę ci przynieść siarę u znajomych, a wtedy już na pewno się ze mną spotkasz - mówił, a na jego twarzy pojawił się przemądrzały uśmieszek.
-Nie ośmielisz się - zaakcentowałam.
-Jesteś pewna? - parsknął. - !!!You look so perfect....!!!!
Natychmiast zasłoniłam mu dłonią twarz.
-Daj spokój.
-Mogę śpiewać głośniej - zaproponował. - ...standing the....
-Zamknij się! - ponownie zatrzasnęłam mu buzię. - Zgoda, pójdę.
-Przyjadę o 6.00 - uśmiechnął się pewnie i odszedł, zarzucając na ramię plecak.
*wieczorem*
-No co ty nie powiesz - zaśmiałam się.
-Widzisz, nie jestem taki zły - odparł.
Chyba faktycznie nie był...
Zamiast mu odpowiedzieć, wzięłam do buzi kolejny kęs tortilli.
-Czekaj, masz.. - przerwał, śmiejąc się. - Masz sos na twarzy.
-Co, gdzie? - przestraszyłam się.
-Spokojnie - prychnął zabawnie. - Za chwilkę ci... - wstał i sięgnął palcem do moich ust. ... zetrę.
Patrzył mi się w oczy tak, że ciężko było, bym ja też tego nie zrobiła.
-Chyba nie liczysz na to, że cię teraz pocałuję - rzuciłam, choć sama nie wiedziałam, czy właśnie tego nie chcę zrobić.
-To już od ciebie zależy, panno Aleksandro.
-Ekhem, miałeś tak do mnie nie mówić - upomniałam.
-Sorrki, lubię patrzeć, jak się denerwujesz - ukazał dołeczki w policzkach.
-Może opuść się już na to krzesło, co? - zaproponowałam ironicznie. - Trochę dziwnie to wygląda jak wisisz nad stołem i się na mnie lampisz.
-Nie wolałabyś, żebym tak został? Bo zdaje mi się, że tak - oparł się łokciami o stolik i patrzył dalej.
-Jeśli chcesz mnie tak zmusić do tego, bym dała ci buziaka, to powiem tak: bliżej ci, by dostać z liścia.
-Dobre i to - rzekł. - Ale to pierwsze również mi odpowiada.
-No coś ty - wywróciłam oczami. - Obawiam się, że nie zasłużyłeś.
-Zobaczymy - pokazał białe zęby w uśmiechu.
*po randce*
-Świetnie się bawiłem - uśmiechnął się promiennie.
-Było znośnie - sprostowałam, chociaż tak naprawdę bardzo mi się podobało.
-Wiem, co poprawi ci humor.
-Co?
Złożył pocałunek na ustach.
-I...? - spytał.
-Już lepiej - uśmiechnęłam się szczerze.

~6
 Nadal zbierałam się do tego, jak mu o tym wszystkim oznajmić. Czy na pewno dobrze to przyjmie? Czy nie zostawi mnie po tym, jak się dowie? Powinnam? Może... może usunę?
Taka światowa gwiazda jak on może nie życzy sobie potomstwa; jeszcze nie teraz. Jak mam mu to tak po prostu oznajmić?.. Niby raz się żyje...
-Justin? - wyszłam z łazienki. - Jesteś już?
-Tak - odkrzyknął. Wydawało mi się, że siedzi w salonie.
Podążyłam w jego kierunku i zamurowało mnie. Wiedziałam, że powiedzenie mu o tym będzie ciężkie. Cały czas towarzyszył mi strach, że mnie przez to zostawi.
-Czemu tak stoisz? - spytał. - Stało się coś?
Popatrzył na mnie tym słynnym spojrzeniem, które zawierało w sobie i troskę, i zdziwienie.
-Nie sądziłam, że aż tak się tego boję - zaśmiałam się nerwowo. -...tego, że mnie zostawisz.
-Dlaczego miałbym cię zostawiać? - wstał z kanapy i podszedł kilka kroków bliżej mnie.
-Chodzi o to, że... - mówiłam z zawahaniem. Mogłabym na poczekaniu wymyślić jakąś gadkę i po raz kolejny ominąć ten temat, ale tego już chyba za wiele. - Jestem w ciąży.
-Zdradziłaś mnie? - spytał.
-Nie, jak bym mogła. Tylko ciebie chcę.
-Więc to moje dziecko?
Przytaknęłam głową.
-W takim razie dlaczego miałbym cię zostawiać, głuptasie - zaśmiał się. - Kocham cię bez granic. Przecież nigdy bym cię przez to nie rzucił, zawsze z tobą chciałem założyć rodzinę.
-Mówisz serio? - dociekałam.
-No raczej bym nie żartował - spojrzał na mnie spod grzywki.
-Cieszę się - uśmiech zagościł na mojej twarzy.
Położył rękę na moim brzuchu.
-Ja tak samo.

 ~7
 Zamknęłam szkolną szafkę i ruszyłam w kierunku sali chemicznej. Kiedy tylko go zobaczyłam, podbiegłam i zasłoniłam mu oczy dłońmi.
-[T.I.]?
-Może - parsknęłam śmiechem.
-Wiedziałem - odwrócił się do mnie i pocałował mnie w policzek na przywitanie. - To jak z piątkiem?
-Powinno być okej, nadrobiłam już zaległości, więc możemy się spotkać.
-Okej - popatrzył na mnie tym dziwnym wyrazem, który przybierał na twarzy już od dłuższego czasu. - Kino czy spacer?
-Ty coś wybierz tym razem.
Nieoczekiwanie, zza progu wyłowił się Billy. Wszyscy go tutaj znali: największy drań w szkole. Sama wolałam go unikać.
-Siemka, lovelasie - klepnął Biebera w plecy. No to pięknie... Ciekawe, czego teraz chce.
-Odejdź stąd. Mało ci problemów? - spytał Justin znudzony.
-W zasadzie to nie - powiedział, udając zastanowienie. - To jak tam z twoją dziewczyną?
-Tylko się przyjaźnimy - poprawiłam.
-Naprawdę? Bo nasz Biebs chciałby chyba czegoś więcej. Nieprawdaż, chłopie?
Justin spuścił wzrok. Wyglądał na zawstydzonego. Mimo to, powiedział:
-Odwal się wreszcie i zajmij swoim życiem.
Złapał mnie za ramię i pociągnął w przeciwną stronę korytarza.
-To prawda? - spytałam. - To, co mówił.
-Nie słuchaj go, te energetyki chyba serio pomieszały mu w głowie.
Zatrzymałam się.
-Pytam, czy to prawda. Że chcesz czegoś więcej.
-Wątpię, że po tej wypowiedzi wszystko będzie normalnie.
-Mów.
Milczał. Nie wydał z siebie nawet cichego pomruku, jaki ma w zwyczaju, kiedy nie ma nic do powiedzenia.
-Zadam ponownie pytanie: Czy to prawda, że chcesz czegoś więcej?
-[T.I], daruj...
-Nie - przerwałam. - Odpowiedz.
-Więc - westchnął głośno. - Tak, prawdopodobnie bym chciał. I może nawet bardzo.
-Dlaczego nic nie mówiłeś?
-A ty byś powiedziała? Bo nie sądzę.
-W sumie masz rację... Ja nie powiedziałam.
Popatrzył na mnie w zastanowieniu.
-Też ukrywałam - objaśniłam.
-Czyli ty tez.. chcesz?
-Tak - uśmiechnęłam się.


& enjoy 
Patty

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo