11 stycznia 2015

Zamówienie [014] Fedemila "Jestem sama"


Tytuł: "Jestem sama"
Para: Fedemila [Federico i Ludmila]
Gatunek: psychologiczny, dramat, romans
Miejsce: Barcelona
Moje uwagi: Narracja trzecioosobowa
Uwagi zamawiającego: Brak
Zamawiający: Nina Pasquarelli
Osoba wykonująca zamówienie: Vicky B-Lover

Młoda, bo osiemnastoletnia dziewczyna ciągnąc swoje walizki opuściła powoli lotnisko. W końcu wakacje!- Oznajmiła w myślach i wsiadła do wolnej taksówki.
-Poproszę do CastilloHotel- Poinformowała kierowcę, po czym on odpalił silnik i włączył się do ruchu. Po prawie godzinnej jeździe zapłaciła kierowcy i wysiadła z pojazdu, zabierając swoje walizki. Nieśmiało przekroczyła próg najlepszego hotelu w Barcelonie, we wspaniałym mieście, w którym miała spędzić najlepsze wakacje w swoim życiu. Podeszła do recepcji i delikatnie oparła swoją dłoń o złoty dzwonek, leżący na mahoniowym biurku. Po parunastu sekundach zza drzwi wyłoniła się drobna Szatynka, mniej więcej w jej wieku.
-Witam. Nazywam się Violetta Castillo- Uśmiechnęła się- W czym mogę pomóc?-
-Dzień dobry. Mam zarezerwowany apartament na nazwisko Ludmila Ferro- Odpowiedziała jej również z uśmiechem Blondynka. Córka właściciela, sądząc po nazwisku sprawdziła coś w komputerze.
-Pokój numer 27 na ostatnim, dziesiątym piętrze. Diego chodź zabierzesz walizki!- Krzyknęła do bruneta, który pomagał innym pracownikom przytrzymywać drzwi w zamknięciu. Wielki tłum chciał wedrzeć się do środka.
-Myślę, że dają Sobie radę- Odparł, gdy podszedł do nich. Wziął do rąk walizki i poszedł przodem do wind. Blondynka wraz z młodszą Castillo podążyła za nim. Wsiedli do jednej z maszyn i pojechali na górę.
-Dlaczego musieliście barykadować drzwi?- Spytała się ciekawo Szatynka.
-Bo Twój wielka sława  kuzyn z Włoch ma przyjechać i rozniosło się, że tu się zatrzyma- Odpowiedział jej obojętnie Brunet.
-To już dzisiaj?! Na śmierć zapomniałam- Walnęła się w czoło z otwartej dłoni. 
-Dopiero ma dziewiętnaście lat, a już choruje na sklerozę- Westchnął chłopak- Już Jesteśmy- Drzwi windy się otwarły, a całą trójka podążyła korytarzem do odpowiedniego pokoju. 
-To tutaj- Oznajmiła Szatynka otwierając pięknie ozdobione drzwi. Przepuściła Ludmilę przodem, a sama wraz z boy'em weszli zaraz po niej.
-Odniosę je do sypialni- Oznajmił chłopak i znikł za śnieżnobiałymi drzwiami. Blondynka rozejrzała się uważnie po całym apartamencie. Nowoczesny salon łączył się z odpowiadającą mu kuchnią. Całość była dobrze oświetlona przez szklaną ścianę, która prowadziła na średniej wielkości, owalny balkon. Miała widok na prawie całą Barcelonę! 
-Jakbyś czegoś potrzebowała do dzwoń- Oznajmiła Szatynka i wraz z chłopakiem, który wyszedł z pokoju obok opuściła apartament.
-Dziękuję!- Krzyknęła za nimi dziewczyna i postanowiła sprawdzić, co za sobą kryją te śnieżnobiałe drzwi. Pierwsze od wejścia prowadziły do ekskluzywnej łazienki. Meble i najróżniejsze urządzenia były koloru białego. Wszystko to osłaniały kafelki koloru pudrowego różu.
-Wspaniałe miejsce do relaksu- Westchnęła i udała się do pomieszczenia obok. Jak się okazało sypialnia ma kolor jasnej, delikatnej zieleni. Tu tak jak w przypadku łazienki meble typu szafa, toaletka też nosiły biały kolor. Na środku stało wielkie łoże, a na nim bordowa pościel oraz pasujące do całości poduszki. W rogu przy szafie czekały na nią jej trzy walizki. Przewróciła teatralnie oczami i wzięła się za rozpakowywanie swoich rzeczy. Gdy wszystko znalazło się na swoim miejscu postanowiła na chwilę odetchnąć. Otworzyła szybę w salonie i wyszła na balkon. Oparła się o balustradę i podniosła głowę do góry. Następnie zamknęła oczy. Uwielbiała tak stać. Czuła się wtedy wolna. Nikt jej niczego nie może zabronić. Tu jest wolna. Co z tego, że przez kilka tygodni? Zrobiłaby wszystko żeby uciec jak najdalej od swojej egoistycznej matki. Nagle usłyszała głośny i doniosły pisk. Odskoczyła do tyłu myśląc, że serce jej zaraz wyskoczy. Spojrzała w dół i zobaczyła tłum ludzi, a w większości dziewczyn. Na pewno ten gwiazdor przyjechał. Nie mogąc znieść tego hałasu wróciła do apartamentu i zatrzasnęła za sobą drzwi. Opadła na skórzaną czarną sofę i włączyła czterdziesto calową plazmę. Skakała po programach szukając czegoś do obejrzenia, ale jak na złość wszystkie programy puszczały nagrania z dzisiejszego przyjazdu tej super gwiazdy. Wyłączyła sprzęt. 
-Co by tu porobić?- Mruknęła do Siebie. Kto by pomyślał, że w dzień jej przyjazdu będzie się już nudzić? Podniosła się z sofy, wzięła torebkę oraz klucz do pokoju. Opuściła apartament i zakluczyła go. Skierowała się do windy, a nią prosto na parter.Wyszła z ekskluzywnej maszyny i popędziła do recepcji. Oddała klucz Violettcie i opuściła hotel. Przedarła się przez tłum i postanowiła pójść w prawo. Po chwili znalazła się na pięknym ryneczku, jak za dawnych lat. Wszędzie stały budki z pamiątkami, z ciuchami czy z lodami i innymi deserami. Blondyna przechadzała się między stoiskami, gdy jej uwagę przykuł pewien mężczyzna. Stał przy kartonie, w którym były ze trzy szczeniaki rasy Mastif Tybetański.  Chętnie by takiego wzięła, ale mieszka w hotelu i za parę dni wraca do Buenos Aires. Zrobiła jeszcze jedno kółko wokół straganów, kupując przy okazji to, co jej się spodobało i wróciła do hotelu. Z recepcji zabrała klucz i pobiegła do windy. W ostatniej chwili przed zamknięciem rozsuwanych drzwi wbiegła do maszyny lekko zdyszana. Przycisnęła przycisk z numerem jej piętra i dopiero wtedy zauważyła, że nie jest sama. W windzie był także przystojny dziewiętnastolatek z grzywką metr w górę. Bacznie się jej przyglądał tymi swoimi ciemnymi oczami.
-Coś nie tak?- Spytała niepewnie. To jest kuzyn Castillo. Wielka gwiazda, o której cały czas mówią.
-Nie skądże... Po prostu dziwi mnie to, że taka śliczna dziewczyna dźwiga sama dwie ciężkie torby- Powiedział spokojnie, dalej ją obserwując.
-Nie są takie ciężkie- Odparła speszona. Jego wzrok powodował na jej policzkach lekkie rumieńce.
-Piękna, a powiesz mi jak masz na imię?- Spytał się po chwili milczenia Włoch.
-Ludmila- Mruknęła, gdy drzwi windy otworzyły się. Szybko opuściła maszynę i podeszła do drzwi swojego apartamentu. Otworzyła je i weszła do środka.

                                                                      ♥♥♥
Szatynka poprawiała swoją fryzurę przed lustrem w gabinecie recepcji, gdy do pomieszczenia wparował jej kochany kuzyn.
-Fede nie wiesz, że się puka!- Warknęła i spoglądnęła na Siebie w lustrze.
-Jeżeli się o taką rzecz czepiasz to Ja nie chcę wiedzieć, co Ty tu robisz- Odpowiedział Chłopak- Pomożesz mi?- Spytał robiąc minkę smutnego szczeniaczka.
-No dobrze...- Mruknęła.
-Powiedz mi co wierz o dziewczynie o blond włosach?-
-W hotelu jest pełno blondynek, a jeszcze więcej w Barcelonie. Jak ma na imię?-
-Hm... Chwileczkę...- Zamyślił się.
-Pamiętasz teksty wszystkich swoich piosenek, a nie potrafisz zapamiętać imienia dziewczyny?-
-Hm... To było takie piękne, jak ona i melodyjne imię...- Kontynuował swoje rozmyślenia wcale nie zwracając uwagi na komentarz swojej kuzynki- Ludmila!- Krzyknął w końcu.
-Ludmila? - Zdziwiła się Szatynka- Nic Ci o niej nie powiem!-
-Ale obiecałaś...!- Jęknął- Viola... No proszę...-
-Nie mogę ujawniać danych gości hotelowych- Oznajmiła stanowczo.
-Czyli jest gościem... - Uśmiechnął się chytrze- A wyjawisz mi coś więcej?
-Aż tak to dla Ciebie ważne? - Spytała się zdziwiona- Zakochałeś się?- Dodała po chwili.
-Tak- Odpowiedział jej stanowczo i bardzo pewnie siebie.
-Jeżeli przyznałeś się do tego to chyba jest coś na rzeczy...- Westchnęła- No dobrze... Pochodzi z Argentyny, przyjechała tu na wakacje  i mieszka w pokoju numer 27 na ostatnim piętrze-
-Dzięki kuzynko!- Włoch bardzo mocno ją przytulił i pobiegł szczęśliwy do windy. Chyba na prawdę się zakochał.

                                                                       ♥♥♥
Blondynka wstała z sofy i poszła otworzyć drzwi. Gdy to zrobiła w progu stał ten przystojny brunet. Zamurowało ją. Nie wiedziała, co powiedzieć.
-Mogę wejść? Muszę Ci coś bardzo ważnego powiedzieć- Oznajmił patrząc głęboko w jej piękne oczy.
-Jasne...- Westchnęła i wpuściła gwiazdora do swojego apartamentu. Stanęli naprzeciw siebie i zatopili w swoich oczach. Oboje nie potrafili zapomnieć o wczorajszym spotkaniu w windzie.
-Chciałeś mi coś powiedzieć Federico- Zaczęła niepewnie Blondynka.
-Tak to prawda.... Ej...! Skąd znasz moje imię?- Spytał zdziwiony.
-Jest w każdej gazecie i nawet w telewizji- Odpowiedziała spokojnie, lecz w środku się cała gotowała.
-Faktycznie...- Olśniło go, naprawdę? Nie sądziła, że zakochała się w takim idiocie- Wracając... Muszę Ci coś powiedzieć. To bardzo ważna rzecz i nie wiem jak to zrobić...- Zaczął się jąkać. Czy powiedzenie zapomnijmy o tym, co było i zostańmy przyjaciółmi, to takie trudne? Chyba, że nawet nie chce się z nią przyjaźnić. Co jest zrozumiałe. On wielka sława, a ona? Dziewczyna z Argentyny, chodzi do studio, prestiżowej szkoły muzycznej i nic. Jakby chciała to już mieć za sobą. Tak. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Choćby chciała nie może on wyjść z jej głowy i serca.
-Możesz w końcu powiedzieć, o co Ci chodzi?- Spytała lekko poirytowana.
-Ludmila- Zapamiętał jej imię! Nigdy nie sądziła, że ktoś je wymówi poprawnie. Nawet jej własna matka myliła ją z Dolores. Czy to jest choć odrobinę podobne? Nie! Zawsze cicha, szara myszka niezauważalna przez nikogo. A w głębi wrażliwa, potrzebująca miłości dziewczyna- Ludmila, bo Ja chcę Ci coś wyznać. Te trzy minuty w windzie z Tobą, były najlepszymi minutami w moim życiu. Wiem, że to szalone, niedorzeczne, ale zakochałem się w Tobie, gdy tylko Cię zobaczyłem- Wyznał w końcu, a ona stała jak słup soli. Powoli docierały do niej te słowa, które wypowiedział Włoch.
-Ja też...- Tylko tyle zdążyła powiedzieć, gdyż chłopak wbił się namiętnie w jej usta - .. Cię kocham- Dodała, gdy oderwali się od siebie.  Włoch lekko się uśmiechnął i ponownie złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Od tej pory stali się nie rozłączni. Codziennie się spotykali w hotelu, ale i tak prasa odkryła, że Federico w końcu ma dziewczynę. Ludmila poczuła w końcu, że żyje, a raczej, że ma dla kogo żyć. Dla kogo się uśmiechać. Dla kogoś jest ważna.

                                                                      ♥♥♥
Para szła Sobie przez rynek trzymając za ręce. Gdzieniegdzie było słychać "pstryk" typowy dla aparatów. Dziewczyna przyzwyczaiła się, że jeśli jest dziewczyną supergwiazdy to tak właśnie będzie. A jeżeli go kocha powinna zaakceptować wady i zalety. A ona go bardzo mocno kocha. Z dnia na dzień, coraz mocniej.Od niechcenia spojrzała w prawo. Stał tam ten sam mężczyzna, co tydzień temu. Jednak w kartonie siedział jeden mały, smutny szczeniak. Dziewczynie zrobiło się go strasznie żal.
-Dlaczego masz taką smutną minkę?- Spytał się czule Włoch, spoglądając w ten sam kierunek.
-Jest taki samotny. Szkoda, że nie mogę go zabrać- Westchnęła dziewczyna.
-Zabrać?! To jest Mastif! On będzie potem taki duży!- Zrobił rękoma wielki okrąg w powietrzu.
-Raczej nie taki jaki go pokazujesz- Zaśmiała się blondynka i oboje podążyli w kierunku hotelu.

                                                                     ♥♥♥
Ferro niechętnie zwlekła się z łóżka i poszła otworzyć drzwi. Kto o szóstej rano może się do niej dobijać?! Gdy w progu stanął jej chłopak, wszelkie wątpliwości momentalnie znikły.
-Fede co Ty tu robisz tak wcześnie? Jak Ja wyglądam!- Krzyknęła z przerażeniem, gdy zobaczyła swoje odbicie w lustrze. Włosy z lekka potargane, a twarz bez makijażu wyglądała jakby dalej spała.
-Wyglądasz ślicznie- Oznajmił Włoch obejmując ją w talii, jednocześnie trzymając średniej wielkości karton przed dziewczyną.
-A co to?- Spytała i spojrzała w oczy Włocha.
-A zobacz- Oznajmił tajemniczo chłopak. Dziewczyna niepewnie podniosła wieko i mały piesio wyskoczył z pudełka. To był ten sam, który siedział wczoraj w kartonie obok tego mężczyzny. Teraz był wesoły, machał ogonkiem, a wokół szyi miał zaplecioną kokardkę.
-Ale... - Tylko tyle zdążyła wyjąkać, gdyż była zszokowana całą tą sytuacją.
-Nie ma żadnego "ale"- Zaprotestował chłopak- Jako jedyna masz zezwolenie na trzymanie psa w hotelu, więc trzeba to wykorzystać-
-Dziękuję! Jesteś najlepszy!- Blondynka rzuciła się na szyję Włocha.
-Wiem-Oznajmił uśmiechając się zwycięsko.
-I do tego bardzo skromny- Odparła dziewczyna i złączyła ich usta w namiętnym pocałunku.
-Jak ją nazwiesz?- Spytał, gdy się oderwali.
-Hm...- Zamyśliła się. To musi być wyjątkowe imię i oznaczać coś dla niej bardzo ważnego. A najważniejszą rzeczą na świecie jest On- Fedemila- Odpowiedziała zdecydowanie. Ten dzień spędzili we trójkę w apartamencie dziewczyny. A noc była jedną z najlepszych w ich życiu...

                                                                       ♥♥♥
Minęły dwa tygodnie, a oni jeszcze bardziej w sobie zakochani. Jej matka dalej wysyłała pieniądze i płaciła za hotel, nie zauważając, że jej córka powinna wrócić już dawno temu. W tym czasie ona stała na balkonie oparta o balustradę. Myślała. Jak mu powiedzieć? Jak on zareaguje? Zerwie z nią? Ciągle miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje z sąsiedniego okna, ale ta pani, która tam mieszka wyszła wcześnie rano i jeszcze nie wróciła. Wiedziałaby, bo Fedemila zawsze szczeka, gdy ona przechodzi.
-O czym tak rozmyślasz?- Z transu wybudził ją Włoch, stając obok niej.
-Muszę Ci, coś powiedzieć- Zaczęła. Najlepiej jak będzie wiedział od razu.
-Słucham?- Spojrzał na nią. Miał nadzieję, że nie chce ona z nim zerwać. Nie przeżyłby tego.
-Jestem w ciąży...- Szepnęła i niepewnie spojrzała na chłopaka.
-Z kim?- Spytał oszołomiony, lecz starał zachować powagę.
-Jak to z kim? Z Tobą!- Krzyknęła Blondynka. Momentami ma wrażenie, że kocha idiotę.
-Za mną? W ciąży? Jak? Kiedy?- Spytał, a raczej krzyczał zdziwiony chłopak.
-Federico na serio o to się pytasz? - Spytała z nutką irytacji w głowie.
-Faktycznie...- Dopiero teraz to do niego dotarło- Jesteś w ciąży?-
-Tak...- Odparła zrezygnowana dziewczyna.
-To wspaniale!- Krzyknął i bardzo mocno przytulił, obracając ją wokół własnej osi.
-Naprawdę się cieszysz?- Spytała dla pewności. Brunet w odpowiedzi pocałował ją namiętnie.
-Naprawdę się cieszysz?- Spytała, gdy się oderwali.
-Tak- Odpowiedział i spotkał się z zawiedzionym wzrokiem swojej dziewczyny. Od razu załapał, o co jej chodziło i ponownie wbił się w jej usta.

                                                                     ♥♥♥
Blondynka wróciła ze spaceru z Fedemilą i podeszła do nadzwyczajnie szczęśliwej Violetty.
-Gratuluję!- Wyściskała ją Szatynka, gdy tylko ją zauważyła.
-Dzięki. Fede się wygadał? - Spytała Ferro.
-Nie- Oznajmiła Castillo i pokazała jej nagłówek jednego z magazynów, gdzie pisało o tym, że znany piosenkarz za niedługo będzie ojcem i reportaż o ich rozmowie na balkonie.
-Oni zawsze znajdą sposób, żeby się czegoś dowiedzieć. Musieli Was podsłuchiwać- Odpowiedziała na zdziwione spojrzenie swojej znajomej Szatynka- Nie wiesz jak się cieszę, że będę ciocią!- Wtedy właśnie zadzwonił telefon. Szatynka odebrała, ale po chwili znikł z twarzy jej uśmiech- Okay... Już jedziemy- Oznajmiła po chwili osobie po drugiej stronie- Ludmila Fede miał wypadek. Leży w szpitalu- Oznajmiła i wzięła do ręki kluczyki swojego samochodu i torebkę. Ferro bez słowa podążyła za nią, po drodze oddając szczeniaka w ręce Diego. Po parunastu minutach znalazły się w szpitalu.
-Gdzie leży Federico...!- Zaczęła zdenerwowana Violetta.
-Na drugim piętrze, w sali numer 27- Przerwała jej znudzona recepcjonistka. Dziewczyny podziękowały i pobiegły na górę. Akurat dotarły, gdy z jego sali wychodził lekarz.
-Panie doktorze, co z nim?- Spytała się przejęta Blondynka.
-Cóż... To był poważny wypadek z poważnymi skutkami. W skrócie Federico jest w śpiączce i nie wiadomo "czy" i "kiedy" się wybudzi- Oznajmił smutno mężczyzna w kitlu i zostawił dziewczyny same. Obie zaczęły bardzo głośno płakać i się przytuliły. Następnie skierowały w stronę drzwi.
-Ty wchodzisz pierwsza!- Wepchnęła Blondynkę Castillo do środka. Sala była biała, a na środku stało jedno łóżko i pełno maszyn przypiętych do ciała jej ukochanego. Niepewnie podeszła do niego i usiadła na pobliskim krześle. Spojrzała w jego zamknięte oczy. Czy ktoś kiedyś to czuł? Wiesz, że on żyje, ale jednak czujesz jakbyś straciła go na zawsze. Tak właśnie ona się czuła. Widziała jak porusza się jego klatka piersiowa, a jednak jej serce było złamane na pół. Była znowu sama.
-Federico... - Zaczęła, ale głos jej się załamał- Fede... Musisz się obudzić. Zrób to dla mnie i dla naszego dziecka. Błagam Cię! Bądź silny! Nie poddawaj się... Będę na Ciebie czekać. Kocham Cię i zawsze będę- Zakończyła i ucałowała chłopaka w jego ciepłe wargi. Po czym opuściła jego salę. Pożegnała się z Violettą. Pojechała do hotelu. Odebrała psa od Diego. Spakowała się. Wróciła do Buenos Aires.

                                                                  ♥♥♥
Minął rok od tego wydarzenia. Gdy Ludmila wróciła z psiakiem i nowiną, że jest w ciąży jej matka wyrzuciła ją z domu. Od tej pory mieszkała u swojej przyjaciółki i jej chłopaka. Utrzymywała stały kontakt z Violettą i codziennie pytała się jej o stan Federico. Niestety bez zmian. Po ośmiu miesiącach urodziła zdrową i śliczną córeczkę. Nazwała ją Cande, bo jest słodka jak cukierek. Teraz stoi przed drzwiami wielkiego budynku z dzieckiem w ręce i psem przy boku. Trza zaznaczyć, że Fedemila nie jest już tym małym słodkim szczeniaczkiem, lecz dużym, opiekuńczym i wspaniałym psem. Nie była pewna czy to zrobić. To tutaj wszystko się zaczęło. Przekroczyła niepewnie próg.
-Kogo to moje oczy widzą?!- Przywitał się z nią Diego- Śliczna- Stwierdził przyglądając się małej, która spała, a następnie pogłaskał Fedemilę - Viola jest przy recepcji- Oznajmił i mimo sprzeciwu Blondynki zabrał jej walizki oraz Mastifa i popędził windą na górę.
-Witaj Viola- Przywitała się Blondynka, podchodząc do biurka.
-Ludmila?! Jak Ja się za Tobą stęskniłam- Przytuliła ją delikatnie, uważając na dziecko- Jaka ona podobna do Fede...- Westchnęła, biorąc ją na ręce.
-I to bardzo...- Odpowiedziała smutno Ferro- Co z nim?-
-Nie obudził się. Ani razu nawet nie drgnął- Odpowiedziała jej Szatynka.
-Chcę go zobaczyć. Zawieziesz nas?-
-Oczywiście- Uśmiechnęła się. Oddała Cande matce, zabrała kluczyki i torebkę. Obie podążyły do samochodu Castillo. Po parunastu minutach były już na miejscu. Przed szpitalem oczywiście byli paparazzi i nim one weszły do środka zdążyli zrobić z tysiące fotek.
-Chodź od razu na górę- Stwierdziła Szatynka widząc tłum ludzi przy recepcji i pociągnęła swoją szwagierkę na drugie piętro do sali numer 27.
-Boję się- Oznajmiła Blondynka.
-Nie ma czego- Odpowiedziała jej Castillo i tak jak wcześniej popchnęła matkę z dzieckiem do środka. Ferro podeszła do łóżka, na którym leżał jej ukochany. Oznaka życia? Ruch klatki piersiowej i wzory na dziwnych maszynach szpitalnych. Usiadła na krześle obok łóżka.
-Witaj Federico. Nie wiem co powiedzieć. Cieszę się, że się nie poddałeś i żyjesz. Przedstawiam Ci naszą małą córeczkę. Ma na imię Cande- Spojrzała na małą- Jest do Ciebie strasznie podobna. Córeczka tatusia- Wtedy ręka Włocha lekko drgnęła. Ludmila wiedziała już wtedy, że jej ukochany obudzi się. Że nie będzie już długo sama. On obudzi się i będą szczęśliwi. Razem.

    Koniec.
Mam nadzieję, że podobał Wam się ten OS.
Zwłaszcza Tobie Nina :D <3
Zapraszam do zakładki zamówienia :D
Do następnego <3
Besos<33

7 komentarzy:

  1. Jejku Vicki ,
    naucz mnie tak pisać !
    One Shot po prostu boski , genialny itd.
    Fede , Ludmi , Cande i Fedemila <3 Jaka boska rodzinka :)
    Besos i czekam na jutrzejszy Pat ty <3
    Weny wszystkim ;**

    Kamila ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka piękna miłość zazwyczaj kończy się pięknie, tak jak tu...
    Uwielbiam Fedemile, uwielbiam tego bloga i uwielbiam wszystkie prace zarówno twoje jak i pozostalych dziewczyn ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo