22 marca 2015

[025] Fedemila "Factory love"


Tytuł: Factory love
Para: Fedemila [Federico i Ludmila] 
Rodzaj: Dramat, romans, akcja
Miejsce akcji: Opuszczony magazyn. 
Uwagi: Pojawiają się przekleństwa.
Autorka: Akira Rai [Vicky B-Lover]

Dziewczyna przebudziła się. Nie wiedziała, gdzie jest. Pomieszczenie to było zatęchłe, brudne i ponure. Okna były zabite deskami, przez które próbowały się przedostać delikatne promyki słońca. Z każdą minutą coraz słabsze. Wiedziała, że znowu zapadnie mrok. Bała się ciemności odkąd tylko pamięta. Był to uraz po tym, jak w całej dzielnicy, w której kiedyś mieszkała była awaria prądu oraz masowe włamania do domów. Włamali się do każdego, ale tylko w jednym doszło do morderstwa. Jej babcia była jedyną osobą, którą miała. Rodziców nigdy nie poznała. Ta staruszka była jej rodziną, jedyną. Zeszła na dół do salonu, żeby zobaczyć co to za hałasy. Już nie wróciła na górę. Dziewczyna miała wtedy osiem lat. I od tamtej pory żadnej nocy nie przespała spokojnie. Gdy tylko zamykała oczy widziała swoją babkę całą we krwi. A teraz miała spędzić noc w tym pokoju, w którym było pełno pająków i szczurów. I ktoś w każdej chwili mógł wejść. Siedziała bezczynnie kilka godzin i rozmyślała. Myślała o tym, dlaczego tu jest? Dlaczego nikt jej nie szuka? A kto by się przejmował biedną sierotą. Jedna, pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Następnie kapnęła na jej bladoróżowy kołnierzyk koszuli. W tej chwili ktoś odryglował i otworzył drzwi. Światło latarki, które wdarło się do pomieszczenia oślepiło ją na moment. Następnie zobaczyła potężną męską sylwetkę wpychającą do środka drugą.
-Agencie i tak ci się nie uda uciec.- Złowieszczo zachichotał i szarpnął osobę próbującą się wyrwać. Wepchnął ją do środka i zatrzasnął drzwi. Następnie je zaryglował i można było już tylko usłyszeć odgłosy oddalających się kroków. Dziewczyna po chwili ocknęła się z transu i spojrzała z lękiem na chłopaka, który powoli wstawał z podłogi. Wysoki chłopak przetarł oczy i dopiero, gdy jego wzrok przywykł do ciemności rozejrzał się dookoła. Nie zauważył nikogo więc westchnął ciężko i ruszył w kierunku dziewczyny. Usiadł tyłem do niej i oparł się przygniatając ją do ściany.
-A!- Blondynka nie wytrzymała i krzyknęła. Chłopak odskoczył i zdziwiony spojrzał w jej kierunku.
-Jest tu ktoś?!- Spytał się.
-Tak.- Syknęła.
-Dlaczego nic nie powiedziałaś?
-A co miałam powiedzieć? Cześć jestem tu zamknięta tak jak ty!
-Nie, ale jakiś znak życia...
-Oddychałam!
-Nie taki. Bardziej taki, że chrząknięcie albo zwykłe co się dzieje...
-Ty mnie lepiej nie pouczaj agencie, co się dał złapać.
-Chwila, chwila. Po pierwsze to ja nie dałem się złapać, a po drugie to też byś nie miała szans jedna na sześciu.
-A po trzecie?
-Co po trzecie?
-Zawsze jest po trzecie!
-Nie, nie zawsze!
-Zawsze!
-Nie zawsze!
-Zawsze!
-Nie zawsze!
-Zawsze!
-No dobra poddaję się! Po trzecie, jak masz na imię?- Odparł zrezygnowany.
-Ludmila Ferro, a ty?
-Firenzo Accardi.
-Firenzo mógłbyś jako agent wyciągnąć nas z stąd? - Spytała z nutką sarkazmu.
-Mógłbym, ale tego nie zrobię.
-Dlaczego?
-Bo jesteś dla mnie nie miła. A teraz przepraszam, ale chce mi się spać.- Oznajmił Włoch i ułożył się wygodnie na podłodze obok zdezorientowanej Ludmily. Dziewczyna przewróciła oczami i położyła się.
Następnego dnia blondynka obudziła się wtulona w swojego towarzysza.
-A!- Krzyknęła i szybko się od niego oderwała.
-A... Rozumiem... Ty zamiast mówić Hej, to krzyczysz...- Westchnął przez sen.
-Dlaczego my...-Nie potrafiła obrać tego w słowa.- Spaliśmy tak blisko.- Wydukała.
-Bo miałaś koszmar i bałaś się zasnąć.
-Co?
-Mówiłaś, że to ci się śni, co noc i się boisz. To cię przytuliłem i tak zasnęliśmy. A teraz jeśli, mogę chciałbym dalej spać.- Westchnął i przewrócił się na drugi bok. Jeżeli to jest prawda, to dlaczego ona nic nie pamięta? Czyżby z nią było już, aż tak źle? Dziewczyna usiadła i podkuliła nogi. Przez szpary w zabitych deskami oknach było widać mocne słońce. Zapewne weszło kilka godzin temu. Cały dzień Firenzo i Ludmile minął na rozmowach. Poznali siebie i odkryli, że mają wiele ze sobą wspólnego. I tak minęło kilka najbliższych dni. Choć byli coraz słabsi to ich uczucie, które zdążyło się narodzić, było coraz silniejsze.
-Firenzo...- Blondynka zdecydowała, że mu wyzna to, co do niego czuje.
-Tak Lu?- W tej chwili ktoś odryglował drzwi i dwóch mężczyzn weszło do środka.
-Macie.- Facet o ochrypłym, gburowatym głosie dał im dwie miski zupy chińskiej.- Dlaczego ty kurwa nosisz ze sobą to radio?!- Warknął do swojego kolegi.
-Może coś akurat ciekawego puszczą.- Obruszył się drugi, czarnowłosy chłopak. I wtedy urządzenie wydobyło z siebie sygnał informujący o tym, że zaraz będzie można usłyszeć wiadomość.
-Wiadomość z ostatniej chwili.- Zaczął poważnie prezenter.- Zaginął podczas akcji tajny agent o wyglądzie; wysoki brunet z postawionymi na żel włosami, brązowooki, w błękitnej koszuli w poziome paski, jeansach i grafitowej marynarce. Podaje się za Firenzo Accardi alias Federico Pasquarelli. Uwaga! Agent jest bardzo niebezpieczny!- Po chwili znowu można było usłyszeć charakterystyczny dźwięk. Wszystkie pary oczu zwróciły się w kierunku Firenzo.
-Ty agent dawaj no tu kurwa swoją legitymację!- Warknął do niego pierwszy z mężczyzn. Włoch niechętnie wyciągnął z kieszeni marynarki dokument i rzucił go porywaczowi. Ten złapał go i przyglądał mu się uważnie.
-Daniel Perdo?- Warknął.- Ten Accardi, Pasquarelli czy jak mu tam pewnie to twój kumpel po fachu, co?
-Yhm...- Westchnął Włoch i chwycił w locie legitymację rzuconą przez mężczyznę. Obaj odwrócili się i opuścili pomieszczenie ryglując za sobą drzwi.
-Daniel? Firenzo?- Spytała przerażona blondynka.- O co tu chodzi?
-Lu tak naprawdę nie nazywam się ani Daniel ani Firenzo.- Wyjaśnił zmieszany Włoch. Nigdy mu się nie przytrafiła sytuacja, że został odkryty.
-To zauważyłam. Dlaczego mnie okłamałeś?!- Gdy ta wiadomość do niej dotarła dziewczyna była wściekła.
-Bo jestem agentem, obce osoby nie mogą znać moich prawdziwych danych. Skąd mogłem wiedzieć, czy nie pracujesz dla jakiejś mafii?
-Że co?! Ja ci opowiedziałam całą historię mojego życia, nie ukrywałam przed tobą niczego, a ty mi od samego początku kłamałeś prosto w twarz!
-Tylko z nazwiskiem!- obronił się chłopak. Dziewczyna z wściekłości rzuciła miską zupy o ścianę i ta się rozbiła na drobne kawałeczki. 
-Jak się nazywasz tak naprawdę?- Spytała, gdy druga miska też była w kawałkach.
-Federico Pasquarelli.
-Czyli ten tajny, niebezpieczny agent, tak?- Zrobiła krok w tył.
-Nie musisz się mnie bać. Niebezpieczny, ponieważ...- Zrobił krok w przód, ale ona się cofnęła.- A z resztą, zobaczysz.- Oznajmił i podszedł do okna.- Pamiętasz jak się mnie spytałaś, czy nie mógłbym nas wyciągnąć?
-Tak, a ty odpowiedziałeś, że mógłbyś, ale ci się nie chce.
-Tak więc teraz mi się chce. A wiesz w ogóle, gdzie my jesteśmy?
-Wygląda mi to na opuszczony magazyn.
-Magazyn należący do fabryki, która produkowała różne rzeczy na walentynki.- Wyjaśnił chłopak.
-Skąd to wiesz?
-Jestem agentem, no nie?- Westchnął. Następnie wyciągnął z kieszeni marynarki urządzenie podobne do telefonu i przejechał nim po deskach w oknie.
-Mocne, nowe. Trudno się je złamać.- Przeczytał z urządzenia. Schował je z powrotem do kieszeni, a wyciągnął rękawiczki. Założył je i zaczął wyrywać deski z taką łatwością, że blondynka pomyślała, że on jest jakimś agentem-robotem.
-Ale jak ty to...- Wyjąkała, gdy deski leżały już na podłodze.
-Ma się tą siłę.- Wyjaśnił i zabrał się za okno. Powoli, starając się robić jak najcichszy hałas otworzył stare, jeszcze drewniane okno.
-Chodź.- Wyciągnął do niej rękę. Dziewczyna nie wiedziała, co ma uczynić. W końcu ją oszukał, okłamał, ale gdy spojrzała w te jego czekoladowe oczy wiedziała, co ma zrobić. Podbiegła do niego i bez najmniejszego wahania uścisnęła jego dłoń.
-Na trzy skaczemy. Raz... Dwa... Trzy...- Wyskoczyli z okna na wysokości dwóch metrów. Wylądowali na miękkiej trawie.
-Lu wstajemy.- Ponaglił ją Włoch i w mgnieniu oka sam stał. Pomógł blondynce podnieść się z ziemi.
-Biegniemy do tego lasu.- Wskazał ręką i pociągnął za sobą dziewczynę. Choć nie mieli siły, byli wyczerpani i spragnieni nie poddawali się. Dopiero, gdy wybiegli z lasku stanęli. Włoch wyciągnął swoją komórkę i uśmiechnął się do ekranu.
-Jest zasięg.- Wyjaśnił dziewczynie, a następnie wybrał numer i zadzwonił.
-Tu agent Federico Pasquarelli... Stara fabryka, produkująca rzeczy na walentynki... Sześciu... W magazynie... Tak... Dziewczyna... Zrozumiałem.- Po tej dziwnej jak dla Ferro rozmowy rozłączył się.
-Chcą cię przesłuchać.- Oznajmił dziewczynie.-Lu...- Zaczął, ale nie mógł dokończyć. Zakochał się w niej, ale ona na pewno nie czuje tego samego. Nie po tym jak ją okłamał .Zaprzestał swojej próby i chciał iść w swoją stronę, ona złapała go za rękę. Odwrócił się i spojrzeli sobie w oczy. Zbliżyli do siebie, a ich twarze się przysunęły.
-Kocham cię.- Szepnęła dziewczyna.
-Ja ciebie też.- Uśmiechnął się pod nosem i złączył ich usta w namiętnym pocałunku.

Koniec.
Mam nadzieję, że ten One Shot się wam spodobał :) 
Zapraszam do zakładek ;) 
Pozdrawiam♥

2 komentarze:

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo