13 czerwca 2015

[037] Violetta "Dni, które zmieniły moje życie"

Tytuł: "Dni, które zmieniły moje życie"
Osoba: Violetta
Rodzaj: dramat
Uwagi: błędy sprawdzę jutro



   Wygrywając program muzyczny nie sądziła, że jej życie się tak potoczy, nabierze takiego rozpędu. Stała się światową gwiazdą - piosenkarką. Jej życie przebiegało idealnie. Była tak zapatrzona w swoją własną osobę i karierę, że nie zauważyła jak osoby kiedyś tak dla niej bliskie znikają, stają się marionetkami, więźniami losu. Bóg za jej uczynki i bezinteresowność kiedyś ją rozliczy. W naszych najbardziej możliwych przypuszczeniach my anioły sądzimy, że ta kobieta trafi na tą drugą, okropną stronę. Skazuje się na wieczność w cierpieniu odpychając niekończące się szczęście, ucztowanie z bliźnimi. Jako, że jestem jej aniołem stróżem mam obowiązek jej pomóc. Czy uda mi się to?

D Z I E Ń  P I E R W S Z Y
     W niewielkiej sali ćwiczeniowej tańczyła piękna brunetka ze szmaragdowymi oczami dołączając do tego perfekcyjny układ - bo ona go wymyśliła. Wkleiła na swoją twarz sztuczny uśmiech, którym obdarowywała swoją menadżerkę i choreografa - w tym momencie był jakby zbędny. Po zakończonym pokazie dostała wymuszone oklaski od ówcześnie wymienionych osób. 
- Tak wiem, że byłam świetna! - Zaczęła wychwalać własną osobę co wcale nikogo nie dziwiło.
- Bardzo dobrze Violetto. Myślę, że mamy już jakby zarys nowego projektu - odpowiedziała Nina - menadżerka kobiety.
- A ja znowu będę jaśnieć jak najprawdziwsza gwiazda! - Dodała Castillo.
- Oczywiście, jeśli tylko sobie tego życzysz - potakiwała jak zawsze Nina, aby nie denerwować brunetki.
- Ja sobie nie muszę tego życzyć; ja to po prostu wiem, bo jestem niezastąpiona - mówiła z przekonaniem. - Mój telefon dzwoni! - Wykrzyknęła usłyszawszy charakterystyczną melodie jednej z swoich piosenek. - Leon, czyżby stęsknił się za swoją najcudowniejszą dziewczyną? - Zapytała  odbierając połączenie.
- Nie za bardzo. Niestety każą mi się z tobą pokazywać co idzie za tym spotykać - warknął.
- Oj daj spokój Leon. Oboje dobrze wiemy, że od dawna o tym marzyłeś tak jak miliony mężczyzn na tej planecie. 
- Co się stało z dawną Violettą, moją przyjaciółką - powiedział z rezygnacją.
- Wyparowała i nigdy już nie wróci - odpowiedziała.

    Umówili się w eleganckiej restauracji, ulubionej Castillo. Właśnie jechał zniechęcony na to spotkanie. Jak zwykle się pokłócili. Szatyn nie mógł zaakceptować nowego oblicza brunetki. Wierzył nadal, że gdzieś tam głęboko, w środku jest jego wspaniała, miła i pomocna przyjaciółka jednak z każdym dniem tracił nadzieję, że ona kiedyś wróci. Nie wiedząc czemu nagle ogarnęła go złość, złość na to, że nic nie może w tej sytuacji zrobić chociaż by bardzo chciał. Wydawało mu się, że próbował już wszystkich możliwych metod, które nie przyniosły żadnego oczekiwanego skutku. Złość zamieniła się w smutek. Kilka nieproszonych łez spłynęło po policzku, które utworzyły płynący intensywnie strumień po jego twarzy. Zza zakrętu wyjechał czarny samochód wyłaniając się z ciemnej uliczki. Jechał łamiąc nakazaną zasadę ograniczenia prędkości. Verdas pogrążony w swoim smutku, z oczami, które od wylanych łez widziały tylko niewyraźny obraz stracił panowanie nad samochodem. Zderzyli się, a potem nastała ciemność.

    Dostała informację na temat pobytu Leona w szpitalu. Nie wiedziała dlaczego zadzwonili akurat do niej; może rozmowa jaką z nią przeprowadził była zarejestrowana jako ostatnia w spisie połączeń? Na początku nie chciała w ogóle tam jechać jednak zmieniła zdanie, przejęła się trochę losem dawnego przyjaciela chociaż się do tego nie przyznawała i może czuła się trochę winna to w końcu z nią się pokłócił niewiele wcześniej przed wypadkiem. To ostatnie uczucie ku jej zadowoleniu udało się jej uciszyć.

    Wtargnęła do szpitala pewnym krokiem zwracając uwagę na siebie wszystkich obecnych osób w końcu nie zawsze spotyka się światowej sławy gwiazdę w takim miejscu.
- Pewnie przyszła do tego piosenkarza co go operują. Słyszałam, że są razem - usłyszała jak młoda pielęgniarka mówi do drugiej. Podeszła w ich stronę i zapytała:
- Leona operują? To coś poważnego? - Mogła się przyznać chociaż sama przed sobą, że zależało jej na nim, ale to nie znaczy, że musiała.
- Tak z tego co wiem to niestety jest to coś poważnego - odpowiedziała.
- Mogłabym prosić o autograf? - Spytała po chwili młodsza pracownica.
- Oczywiście, nigdy nie odmawiam swoim wspaniałym fanom - posłała jej sztuczny uśmiech i podpisała na wygiętej kartce otrzymanej od kobiety. - Wie może któraś z pań gdzie go dokładnie operują? - Udawana grzeczność.
- Musi iść pani tamtym korytarzem następnie skręcić w prawo. Na drzwiach będzie widnieje napis "Blok operacyjny" - powiedziała i dokładnie pokazała Violettcie.

    Udało jej się dotrzeć w odpowiednie miejsce gdzie zastała również i rodziców mężczyzny. Widać było, że mocno martwią się o syna i strasznie się denerwują.
- Co z Leonem? - Zapytała podchodząc do nich.
- Nic nie wiemy. Lekarze ani pielęgniarki nie chcą nam nic powiedzieć. Latają tylko rozgorączkowani wchodząc i wychodząc z sali.
- Na pewno wszystko będzie dobrze. W końcu nie znam tak silnej osoby poza mną jak on. Nie podda się tak łatwo. Ma dla kogo walczyć - brunetka usiadła obok na niewygodnym krześle.
- Oboje mamy taką nadzieję. Nie powinno do tego dojść. Leon to porządny kierowca - dodała matka mężczyzny.
- Chyba, że coś go wyprowadziło mocno z równowagi - szepnęła do samej siebie Violetta.
W tym momencie z pomieszczenia nareszcie wyszedł lekarz. Mama i tata poszkodowanego zerwali się natychmiastowo z miejsca. Szatynce jednak tak bardzo się nie spieszyło.
- Panie doktorze co z nim? - Zapytał ojciec szatyna.
- Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale niestety nie udało się nam go uratować.

D Z I E Ń  D R U G I

   Następnego dnia Violetta wróciła do porządku dziennego zupełnie zapominając o wydarzeniach dnia poprzedniego. Oczywiście przy swoich fanach musiała udawać jaka jest tym zdruzgotana i jak bardzo ją boli strata ukochanego. Ona jednak czuła tylko pustkę - do i tak dużo co osoba dobrze ją znająca może wymagać. Właśnie miała wychodzić pobiegać jak zawsze rano - trzeba przecież utrzymać formę i figurę gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Niechętnie poszła otworzyć nieproszonemu gościowi, którym okazała się niegdyś jej najbliższa osoba Francesca - niezwykle irytująca i zawsze optymistyczna kobieta doprowadzająca brunetkę do szału.
- Hej Violu. Słyszałam właśnie co się stało. Jak się z tym czujesz?
- Nie rozumiem. Z czym?
- No jak to. Przecież wiesz...z śmiercią Leona - odpowiedziała smutna włoszka.
- Żyję dalej. Mój świat się przecież nie zawalił. Nadal jestem uwielbianą, wspaniałą piosenkarką i idolką miliona ludzi - powiedziała z uśmiechem.
- Jak możesz się tym nie przejmować? Z tego co mi kiedyś opowiadałaś to był Twój najlepszy przyjaciel. Znaliście się od zawsze. Nie wierzę, że jesteś na to taka obojętna. Nie mogę się tego spodziewać nawet po Tobie.
- No to w takim razie zaskoczę Cię, bo tak jestem obojętna. Nie obchodzi mnie to. Nic nie czuję z powodu jego śmierci. To od dawna nie był mój przyjaciel tak jak i ty nim nie jesteś, więc może łaskawie odczepisz się ode mnie raz na zawsze?!
- Nie mów tak przecież wiem, że tak nie myślisz. Violetta, którą znam nigdy by nic takiego nie powiedziała. Może wypchnięcie to z swojej pamięci jest dla Ciebie dobrym powodem na pogodzenie się z stratą, ale uwierz to nie doprowadzi do niczego dobrego.
- Jak widać wcale mnie nie znasz i może przestałabyś w końcu snuć te swoje teorie psychologiczne. A teraz daj mi wreszcie spokój, bo mam ochotę iść pobiegać.
- Wiesz co?! Staram się przy Tobie być, pomagać, doradzać jak prawdziwa przyjaciółka, ale jak widzę Ciebie to nie obchodzi. Nie doceniasz tego wcale. Tęsknie za starą Violettą, ale już nie mam siły czekać na jej powrót.
- Ja nie potrzebuję przyjaciółki. Zrozum, że stara słaba Violetta nigdy już nie wróci.
- Świetnie. Rozumiem. Cześć - wyszła.

D Z I E Ń  T R Z E C I

    Menadżer i choreograf właśnie weszli do budynku. Usłyszawszy głośne kłótnie od razu zmierzyli zdziwieni w tamtą stronę. Po chwili mogli usłyszeć już wyraźniej wypowiedziane słowa.
- Violetta jesteś nie do zniesienia! Ciągle tylko się na nas drzesz, ciągle Ci coś nie pasuję! Mam tego dość! Zniszczyłaś szczęście z tego, że mogę robić to co kocham i zamieniłaś to w udrękę! Dłużej już tego nie wytrzymam odchodzę! - Głos należał do jednej z tancerek.
- Ja też!
- I ja też mam dosyć! - Odpowiadali kolejno inni wychodząc wściekli z sali.
- Violetta o co tu chodzi? Nie możemy sobie pozwolić kilka dni przed występem na utratę tancerzy. Idź natychmiast ich przeproś - odezwała się zła Nina.
- Nie potrzebuję ich! Nie potrzebuję Was wszystkich! Sama sobie dam doskonale radę na koncercie! Zwalniam Was wszystkich!
- Już się nie mogę doczekać. Może dzięki temu nauczysz się szanować inne osoby - odpowiedziała menadżerka z dezaprobatą i również wyszła razem z choreografem. 

D Z I E Ń  C Z W A R T Y

   Brunetka leżała w łóżku rozmyślając. Co oni wszyscy sobie myśleli? Da sobie radę! Jest silna! Przymknęła powieki powoli odpływając do krainy Morfeusza. Nagle okno w jej pokoju otworzyło się z impetem. W pokoju zapanował ogromny chłód. Violetta pospiesznie wstała je zamknąć. Zrobiwszy to odwróciła się i omal nie dostała zawału. Teraz już kilka centymetrów od niej stał przeciwny blady chłopak z czarnymi kręconymi włosami ubrany na biało. Lustrował jej przerażoną twarz wzrokiem sam stojąc z niewzruszoną miną.
- Miło mi, że mogę się wreszcie z Tobą spotkać Violetto - dziewczyną jeszcze bardziej wstrząsnęło to, że znał jej imię.
- Kim ty jesteś? I jak tu wszedłeś? - Udało jej się powiedzieć.
- Wszedłem przez okno - odparł rozbawiony.
- Niemożliwe przecież mieszka na 6 piętrze.
- Dla aniołów wszystko jest możliwe - odpowiedział z dumą w głosie. - Mam na imię Marco jakby było niezręcznie dla Ciebie zwracać się do mnie mój aniele stróże - puścił do niej oczko.
- Bredzisz koleś. Pewnie jesteś jednym z moich psychopatycznych fanów.
- Robiłem w te trzy dni wszystko, abyś przejrzała na oczy, a Ty nadal swoja. Chyba wreszcie będę musiał się pogodzić z moją porażką.
- Wyjdź natychmiast z mojego domu, bo zawołam ochronę!
- Próbuj, ale musisz wiedzieć, że jestem widzialny tylko i wyłącznie dla Ciebie. Jednak jeśli nadal mi nie wierzysz to pokażę ci coś - zza jego pleców wyłoniły się skrzydła, a sam wzniósł się w górę kilkanaście centymetrów.
- Łał - nie wiedziała co powiedzieć.
- No, więc kontynuując jestem na prawdę rozczarowany. Czy nie widzisz jak się zachowujesz? Jak tracisz i odtrącasz od siebie wspaniałe osoby?
- Jestem silny, dlatego nikt mnie nie zrani.
- Dla Boga to nie jest wystarczające wytłumaczenie. Nie przeraża Cię wcale, że jesteś jak na razie idealną kandydatką do trafienia do piekła? Nie mogę się wiecznie za Ciebie wstawiać.
- Nie chcę iść do piekła. Bóg zrozumie moje postępowanie, bo zna moją historię.
- Ja też ją znam i nie rozumiem tego. Przemysł swoje zachowanie, bo niedługo może być już za późno. Ja muszę znikać. Mój czas się kończy - zniknął.


2 komentarze:

  1. Świetny One Shot <3
    Oddaj trochę talentu. Masz go i tak za dużo ;(

    OdpowiedzUsuń

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo