5 lipca 2015

Zamówienie [043] Leónetta "Moc nienawiści"


Tytuł: "Moc nienawiści"
Para: Leónetta
Rodzaj: romans, dramat
Uwagi zamawiającego:  León to sławny piosenkarz, a Violetta to zwykła dziewczyna, która go nie lubi i ma siostrę bliźniaczkę, Ludmiłę. Happy End.
Miejsce akcji: Polska
Zamawiający: Dominika Dutka
Autor: Rox xy
Rozczesuję porządnie ciemne loki i formuję z nich nieudanego kucyka. Przeglądam się ostatni raz w lustrze.  Gotowe. Myślę z uśmiechem na ustach. Muszę przyznać rację Ludmile. Niebieski naprawdę świetnie do mnie pasuje. Musze jej kiedyś podziękować. Wychodzę pośpiesznie z toalety mijając swoją rodzicielkę.
- Kochanie, dziś wrócimy później - informuje mnie i idzie do pokoju. Świetnie mam wolny wieczór. Można tak powiedzieć... Oby tylko Ludmiła nie zapraszała nikogo. Choć raz chciałabym wypocząć, a nie tylko wysłuchiwać plotek przyjaciółek mojej siostry. Schodzę po schodach lądując w kuchni. Nakładam małą porcję płatków na głęboki talerz i zalewam je mlekiem, po czym zaczynam jeść. Po kilku minutach sprzątam ze stołu i nalewam sobie wody. Wypijam chłodną ciecz i wkładam szklankę do zlewu. Tak normalny poranek. Jak ja uwielbiam normalność - prycham do siebie. Czemu nie może przydarzyć mi się coś interesującego, ciekawego? Moje przemyślenia przerywa rytmiczne stukanie szpilek, co oznacza, że w kuchni lada moment zjawi się blondynka. Czy ja mówiłam już jak kocham swoją siostrzyczkę? Chyba wyleciało mi z głowy... Wlatuje do kuchni jak torpeda natychmiastowo znajdując się przy mnie. Patrzę na nią lekko zdziwiona. Nidy z takim entuzjazmem się nie budziła.
- Violu nie uwierzysz co mi się przydarzyło! - pisnęła zachwycona. Pewnie chodzi o jakiegoś chłopaka.
- Nie wiem, co takiego? - pytam niby to od niechcenia. Zawsze chodzi o chłopców. Jak nie o bruneta to o blondyna.
- Mam dwa bilety na koncert Leóna Verdas'a! - krzyczała mi do ucha. Co kolejny nadenty idiota? Błagam tylko mi nie mów, że muszę iść z Tobą!
- Zgadnij kto idzie ze mną - powiedziała z szelmowskim uśmiechem. O nie!
- Może Elizabeth? - spytałam nadal mając minimalną nadzieję.
- Nie - prychnęła. - Ty! - znowu pisnęła. Zaraz mi uszy pękną!
- Nie sądzę, żebym się tam wybierała - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Siostra... - powiedziała i objęła mnie ramieniem. - Dobrze wiesz, że jeżeli ze mną nie pójdziesz rodzice mnie nie puszczą. Nie możesz zostać sama, bez opieki...
- Mam 17 lat i tak się składa, że Ty też! - warknęłam. - A po za tym jakoś przekonasz rodziców.
- Oj Vilu proszę Cię! Odwdzięczę się obiecuję.
- Och... No dobrze. A kiedy jest ten koncert?
- Dziś wieczorem.
- Co?
- To - powiedziała z szerokim uśmiechem. - Radzę Ci się ubrać trochę bardziej imprezowo - dodała ilustrując mnie wzrokiem.
- Myślałaś, że pójdę tak? - parsknęłam.
- Yy... Nie - odpowiedziała zmieszana i wyszła z pomieszczenia. No świetnie... Teraz mam zajęcie na wieczór. Ciekawe czy ten "piosenkarz" umie chociaż śpiewać...

***

- Gotowa? - usłyszałam głos mojej bliźniaczki. Odwróciłam się w jej stronę posyłając proszące spojrzenie. Błagam czy ja naprawdę muszę tam iść? Już tyle razy się dla niej poświęcałam, no błagam ile można!
- Tak - burczę pod nosem i wychodzę z  pokoju.
- Nie martw się tym razem nie pożałujesz.
- Mówiłaś tak już ostatnim razem... - westchnęłam.
- Tym razem się nie mylę - uśmiechnęła się złowieszczo i popchnęła mnie przed siebie. - A teraz bez marudzenia! - zarządziła. - Trzeba jak najszybciej dotrzeć na koncert.
- Tak, tak... - mówiłam schodząc po schodach. Po dłuższych minutach byłam już w samochodzie. Muzyka była włączona na ful. Miałam to szczęście, że tym razem leciała moja ulubiona piosenka "Crazy in love". Rzadko zdarza mi się mieć takiego farta. Patrzę na widoki za oknem. Wszystko wydaje się być takie idealne. Dzieci bawiące się na placu zabaw, zakochane pary chodzące za ręce... Wszyscy są szczęśliwi. Przynajmniej tak się wydaje z pozoru. Czasami tak jest nawet lepiej. Myśleć, że coś jest lepsze niż gorsze. Może powinnam inaczej podejść do sprawy z koncertem? Może będzie to moja jednorazowa odskocznia od problemów? Być może...
- Jesteśmy - zakomunikowała Ludmiła odpinając pasy. Lekko zdziwiona idę w jej ślady. Dość szybko dojechaliśmy.
- Chodź w końcu - pogania mnie stojąc przy drzwiach samochodu. Ile ona ma w sobie energii?
- Już idę, spokojnie - odpowiadam jej z lubieżnym uśmiechem. Zamyka samochód i ciągnie mnie za rękę na stadion. Dziwi mnie to, że koncert jest akurat na Warszawskim stadionie narodowym, a nie na przykład na specjalnym placu. Podajemy bilety i wchodzimy zajmując odpowiednie miejsca. Teraz czekam mnie jedynie pięć godzin słuchania jakiegoś marnego piosenkarza... Z moją siostrą to normalka. Po kilkunastu minutach czekania zaczynam słyszeć pierwsze dźwięki piosenki. Muszę przyznać, bardzo przyjemna dla uszu. Nagle "scena" rozbłyska bardzo jasnym światłem, a niski głos zaczyna śpiewać tekst piosenki. Tak jak sądziłam, nie ma wielkiego talentu. Przyzwyczajam oczy do jasnego światła, żeby zobaczyć kto śpiewa. Moim oczom ukazuje się wysoki - przynajmniej z takiej odległości tak wygląda - brunet. Ma na sobie ciemne rokowe ciuchy. Ciekawe dlaczego. Przecież śpiewa pop. No cóż, każdy woli co innego... Wszyscy dookoła klaskają, gwiżdżą i śpiewają razem z wokalistą. Pff... Banał. Nie ma przecież takiego talentu, choć trzeba przyznać, że jest przystojny. po dłuższej chwili nareszcie wszystko ucicha. Czy to już koniec? Rozglądam się, a potem zerkam na zegarek. Nie dopiero pół godziny. Jeszcze z cztery bardzo długie i męczące godziny słuchania głupiego piosenkarza. Ale z pewnością tak nie będzie. Czuję jak blondwłosa szturcha mnie w ramię. Patrzę na nią zdziwiona.
- I jak Ci się podoba?
- Ten koleś to chyba dostał czkawki jak śpiewał - zażartowałam, jednak szybko tego pożałowałam. Siostra zmroziła mnie wzrokiem. - No co? Mówię prawdę... - dodałam już ciszej.
- Nie przesadzaj - prychnęła. - Mam wejściówki za kulisy. Jeśli chcesz możemy tam pójść razem - zaproponowała. Zgodzić się? Lepsze to niż czekanie kilka godzin w aucie na to żeby Ludmiła zdobyła autograf.
- Niech Ci będzie...
- Tylko już tyle nie marudź! - rozkazała, a chwilę potem było słychać kolejną piosenkę.

***

Koncert skończył się godzinę temu. Miałam nadzieję, że szybciej dostaniemy się do "utalentowanego" piosenkarza o imieniu León. Myliłam się. Tak szczerze to już nogi zaczęły mnie strasznie boleć od tego stania... Kiedy w końcu będzie nasza kolej? Nareszcie ten wymarzony moment. Podchodzę do mężczyzny, od razu po Ludmile.
- Witaj. - wow, umie się zachować. Mały plus dla niego. Ale tan piskliwy głos... Ja nie mogę.
- Cześć - mówię z irytacją w głosie. Szybko podaję mu kartkę i długopis. Tak Ludmiła potrzebuje, aż dwóch autografów. Po co? Nie mam pojęcia...
- Jak podpisać?
- Dla Ludmiły - mówię szybko i uśmiecham się sztucznie w jego kierunku.
- To na pewno Twoje imię? - nie psa... Och co go to obchodzi?
- Tak, a czemu pytasz?
- Przed chwilą była tu blondynka z tym samym imieniem i co dziwne... Podobnie wyglądała - wzruszył ramionami.
- Nawet jeśli mam inaczej na imię... Jest jakiś problem? - prychnęłam.
- Nie, ależ skąd - powiedział sarkastycznie. - Po prostu kłamiesz.
- Ja kłamię? To nie ja oszukuję wszystkich, że mam jakikolwiek talent! - warknęłam w jego kierunku, a on dał mi autograf dla bliźniaczki.
- Idź już - spojrzał na mnie gniewnie i wskazał ręką w stronę wyjścia.
- Oczywiście - prychnęłam i czym prędzej wyszłam.
***
Jadę z Ludmiłą w milczeniu. Że też on ma taki tupet! Pff...
- V co się stało? - spytała w końcu. Dzięki, że się mną przejmujesz.
- Ten wielki gwiazdor mnie wkurza - blondynka głośno się zaśmiała.
- Nie wiedziałam, że mamy święta.
- Lu nie żartuj sobie - syknęłam i patrzyłam w szybę.
- No już, nie złość się - zachichotała, co ją tak śmieszy?
- O co Ci chodzi?
- Mi? - pyta zdziwiona.
- Nie mi - prycham.
- Violu przestań zachowywać się jak małe dziecko.
- Mów o sobie.
- Z tobą nie idzie normalnie porozmawiać - fuknęła i zamilkła. Świetnie! Tylko obrażonej Ludmiły mi tu brakowało...
***
Minął już tydzień od "wspaniałego" koncertu. Najbardziej dziwi mnie fakt, że o n nadal zaprząta moją głowę. Przecież był fatalny! Arogancki na dodatek ten piskliwy głos... Ale te jego idealne zielone oczy. Z pewnością były zielone. Przekonałam się o tym kiedy tylko stanęłam na przeciwko niego. Wtedy rzeczywiście nie zwracał na to uwagi, ale teraz... Zaraz! O czym ja myślę? To zwykły burak... A po za tym już nigdy go nie zobaczę.
Pogrążona w myślach idę przez szkolny korytarz, wpadając na przypadkowych uczniów.
- V! - woła Lu z końca korytarza. Momentalnie unoszę głowę. - Zaczekaj! - krzyczy dalej. Powiedziałabym, że nawet się drze.
- O co chodzi? - pytam beznamiętnie.
- Pamiętasz León'a Verdas'a? - Jak mogłabym zapomnieć o najcudowniejszym mężczyźnie na tej ziemi najgorszym piosenkarzu?
- Coś kojarzę - mruczę pod nosem.
- Będzie się tu uczył! - pisnęła na cały głos. Co? Jak to? Czemu?
- Niby dlaczego o n miałby się tu uczyć?
- A co kogo to obchodzi, ważne, że będzie blisko mnie! - taa... Super.
***
Zatrzymuję się w półkroku. To niemożliwe. To naprawdę León. León Verdas we własnej osobie. Jego włosy ułożone w kompletnym nieładzie, pognieciona koszula, dżinsowe spodnie  i dobrze dopasowane buty. Wygląda jak chodzący ideał. Stop! Castillo przestań się tak nim interesować, to kompletny idiota i tyle!
- Cześć Ludmiła - mówi z naciskiem na imię. Zaraz czy on mówi do mnie? Wszyscy skupiają na nas wzrok.
- Nie nazywam się Ludmiła - warczę, a on jedynie szeroko się uśmiecha. Jezu te dołeczki!
- Więc zdradzisz mi swoje imię? - mówi podchodząc bliżej mnie. Zaraz wpadnę na szafki za mną.
- V-violetta... - mówię szeptem. Czemu on tak na mnie działa? Przecież Ty go nienawidzisz!
- Ładne imię - puszcza do mnie perskie oko. Mam dziwne uczucie w podbrzuszu.
- Dzięki, ale pozwoliłbyś mi przejść? mam dosyć takich idiotów jak Ty - prychnęłam i chciałam go ominąć, zdążył mnie zatrzymać. - Czego? - warknęłam.
- Jak długo będziesz ukrywała uczucia? - patrzy na mnie wyczekująco. Mogłabym zatonąć w tym spojrzeniu... Rozglądam się dookoła, ciągle wszyscy na nas patrzą. Co mam mu powiedzieć?
- Nic nie ukrywam - bąkam i znów próbuję odejść, kolejna nieudana próba.
- Wiem, że Ci się podobam, nie zaprzeczaj - prosi. Co mam zrobić? Jestem w kropce...
- León Verdas! - krzyknęła moja bliźniaczka i natychmiast do niego doskoczyła. Momentalnie się ode mnie odsunął. Dzięki Bogu!
- Tak - mówi lekko speszony. Nie czekając na dalszy rozwój akcji poszłam na lekcję.
***
Idę przez park, niczym się nie przejmując. Nadal myślę nad tym co powiedział mi Verdas. Czy ja ukrywam uczucia? Nie... A może jednak?
- Violetta! - ten aksamitny głos. Nie wydaje się już piskliwy, tak jak dawniej. Od niedawna stał się melodia dla moich uszu. Odwracam się niemal natychmiast. Patrzę na niego wyczekująco.
- Tak?
- Czemu mnie unikasz?
- Nie unikam... - szepczę.
- Wcale - bąka. - Usiądziemy? - pyta wskazując na ławkę. Przytakuję. Po chwili siadamy na brązowej, ozdabianej ławce. Patrzę na niego wyczekująco.
- Przepraszam za to "pierwsze wrażenie" - zaczął. - Mam nadzieję, że mimo tego co między nami było złe, zechcesz spojrzeć na mnie nieco inaczej...
- Inaczej? - pytam zaciekle rozumując, każde wypowiedziane przez niego słowo.
- Jak na kogoś kogo możesz pokochać - skwitował i spuścił głowę.
- Nie mogę - odpowiedziałam a on spojrzał na mnie z bólem w oczach. Mu naprawdę na mnie zależy.
- Dlaczego? - pyta smutny.
- Bo już Cię kocham - szepcze mu na ucho. Czuje jak moje słowa wywołują  w nim zaskoczenie, a oczy pokazują jego wielką radość.
- Ja Ciebie bardziej kocham - powiedział i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Witam :3
To chyba mój najdłuższy one shot :-D
Nawet mi się podoba, a to coś nowego ;)
Mam nadzieję, że Tobie Dominiko również się podoba :3
Czekam na wasze opinie i zapraszam do składania zamówień <3
Rox xy

2 komentarze:

  1. Rox xy kochana ty moja dzięki :3
    One shot naprawdę zajebisty odlotowy iiii brak mi słów
    Normalnie jak weszłam na tego bloga patrzę się i mówię ,,O kolejny one shot super "
    ale jak zobaczyłam że napisałaś go dla mnie to myślałam że zaraz rozwalę telefon i dom bo taka jestem HAPPY i do tego Ludmiła mnie rozwaliła tymi swoimi piskami normalnie omal nie poryczałam się ze śmiechu . Jeszcze Violka i ten jej charakterek normalnie BOMBA . I rzeczywiście to chyba był najdłuższy wpis na tym blogu ( mowa tu o one shocie ) . Tak więc kończę ten swój bezsensowny komentarz i życzę ci udanych wakacji oraz jak najwięcej zamówień moja droga ( omg to mój najdłuższy komentarz) dobra nie przedłużam już.
    Buziaki**
    Ps: Niezły gif <3

    OdpowiedzUsuń

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo