26 października 2015

Zamówienie [065] Fedemiła "I'm yours"


Tytuł: "I'm yours"
Para: Fedemiła (Federico + Ludmiła)
Serial: Violetta
Rodzaj: Romans
Moje uwagi: narracja 1-osobowa, z perspektywy Ludmiły
Uwagi zamawiającego: Federico jest bardzo bogatym biznesmenem, a Ludmiła sprząta w hotelu. Federico przyjeżdża do tego hotelu i poznaje Lu, która ukrywa przed nim swój zawód. Happy end
Miejsce akcji: Hotel w Paryżu
Zamawiający: Fedemila Forever
Autorka: Patty

-Jeszcze tam - wskazał palcem mój szef.
Popatrzałam na niego gniewnie i przetarłam blat na nowo.
-Dobrze, dobrze, Ferro. Umyj jeszcze tylko podłogę w głównym holu i będziesz wolna.
,,Tak jasne - pomyślałam.- Pewnie za chwilę znowu dorzuci mi więcej roboty". 
Wzięłam z pomieszczenia służbowego mop i wiaderko z wodą, po czym udałam się we wskazane miejsce. Włożyłam do uszu dwie słuchawki i na full puściłam ulubioną piosenkę. Przecierając płytkę za płytką, podśpiewywałam pod nosem. Kończąc swoją robotę, natychmiast szybko się uwinęłam, żeby czasem szef znowu mnie nie zobaczył i nie przydzielił dodatkowych obowiązków. A dzisiaj pracy miałam po dziurki w nosie. 
Przebrałam się w trybie natychmiastowym i wyszłam z pokoju dla personelu. Zarzuciłam torbę na ramię i ponownie założyłam słuchawki. Skręciłam na lewo, by trafić do swojego pokoju, kiedy nagle ktoś mnie trącił.
-Nie widzisz, kto idzie? - usłyszałam warknięcie, kiedy tylko zatrzymałam piosenkę i wyjęłam z uszu urządzenie. - Ja i pan Pasquarelli nie będziemy się dawali tak traktować.
-Z całym szacunkiem, ale to pan wszedł mi w drogę - odpowiedziałam. Facet w czerni najwyraźniej się na mnie nieźle wkurzył. Ale o co tyle szumu? To ja szłam tutaj pierwsza, a chyba każdy zdaje sobie sprawę, że gdy spaceruje się w obojętnie jakim miejscu, to idziemy prawą stroną - nie całym korytarzem.
-Już spokojnie, Fernando - odezwał się ktoś zza niego. - Nie ma się co tak denerwować, w zasadzie to my jej przeszkadzamy.
Ten właśnie mówca wyszedł przed szereg i popatrzył na mnie z uśmiechem. Kiedy tylko go zobaczyłam, to ugięły się pode mną kolana. Był oszołamiająco przystojny, z gracją i dobrymi manierami. Dzisiaj o takim można tylko pomarzyć. Ale w końcu nikt nie jest ideałem, nie? 
-Pani wybaczy, jestem Federico Pasquarelli - uścisnął moją dłoń.
-Ludmiła Ferro, miło poznać - odparłam. 
-Wiesz może, jak mogę dostać się do recepcji? 
-Widać ją aż stąd - parsknęłam. - To ten blat po lewej.
Najwidoczniej nie miał innej wymówki, by po prostu zgadać. 
-Och, to przepraszam - uśmiechnął się. - Może jeszcze kiedyś się zobaczymy, Ludmiła.
-Jeśli się tutaj zatrzymujesz, to pewnie tak - stwierdziłam. - Jestem tutaj codziennie, 24h na dobę.
-Ciekawe, co tutaj robisz?
-Ja... tylko mieszkam, nic więcej - powiedziałam szybko. 
Wstydziłam się swojej pracy. Z resztą nie chciałam źle wypaść w jego oczach, na pewno wiele znaczył, jeśli miał taką obstawę i był tak elegancko ubrany. Nie chciałam mu mówić o swoim zawodzie. Z resztą, i tak już więcej się nie zobaczymy - dołożę do tego wszelkich starań.
-Więc do zobaczenia - ujął moją dłoń i pocałował jej wierzch.
Kiedy odszedł ze swoją grupką, odetchnęłam z ulgą. Niby zawsze marzyłam, żeby spotkać faceta, który należycie by mnie traktował. Ale z drugiej strony... Chyba łatwiej będzie mi go unikać. Mimo, że wydawał się boskim chłopakiem dla mnie, to nie będę się mu poddawała. Nigdy wcześniej nie czułam się dobrze przy żadnym mężczyźnie i lepiej, żeby tak pozostało. Jestem samowystarczalna. Nie muszę być czyjąś księżniczką, żeby być szczęśliwą. A może muszę?.. W zasadzie już sama nie wiem, czego chcę.
Skierowałam się do swojego pokoju i gdy tylko otworzyłam drzwi kartą, rzuciłam się na łóżko. Jedyne, o czym teraz marzę, to odpocząć i nic nie robić do końca dnia. No, może jeszcze o tym brunecie, którego spotkałam w holu, ale to tak tylko na marginesie.
Brrr, co ja mówię? Nigdy. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nigdy.
Nieważne, ile razy będę musiała to powtarzać, żeby to do mnie dotarło. Ale NIE.

Następnego dnia...
-Ludmiła Ferro - usłyszałam w telefonie. - Mówiłem ci, żebyś nie spóźniała się na zbiórkę i za każdym razem stawiała się przed recepcją o 7.30
-Wielkie halo, jest 7.41..
-Nie tym tonem. Gdyby na rynku było więcej osób szukających pracy, to już dawno bym cię zwolnił. A hotel z sąsiedniej przecznicy tylko czeka na jakieś nasze potknięcie. Na następnym razem masz tego nie lekceważyć, to jest rozkaz.
-Tak, tak. Zaraz będę - rzuciłam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Mój szef potrafił być nieznośny. Raz kompletnie go nie obchodzi, co robię, a raz do wszystkiego się przyczepia. Ironia losu.
Szybko doprowadziłam się do ładu i składu i zeszłam na dół.
-Doba hotelowa zaczyna się o 9.00 - warknął, kiedy tylko zjawiłam się na dole. - Dlatego zanim nasi klienci wstaną z łóżek, musi tu być posprzątane na błysk. Zrozumiano?
-Tsa - rzuciłam i nie czekając na jakiekolwiek inne słowa, udałam się do pokoju dla pracowników.
Nałożyłam na siebie niebieski fartuch i wzięłam wózek z środkami czystości. Miałam zamiar zacząc od korytarza na ostatnim piętrze, dlatego udałam się do windy i czekałam, aż jej drzwi się otworzą.
-Dzień dobry - skinął głową brunet.
Federico? Co on tutaj... Nieważne, muszę coś wymyślić, przecież...
Zaciągnęłam roboczy czepek na głowę i odpowiedziałam zmienionym tonem:
-Dobry.
Popatrzył się na mnie z podniesionymi brwiami.
-Piękna dzisiaj pogoda, prawda? - zapytał mnie, kiedy weszłam do windy z sprzętem.
-Eche - prychnęłam gardłowo. Próbowałam stworzyć wrażenie jakieś niedołężnej starszej pani, ale chyba mi nie wychodziło.
-Doprawdy, idealny dzień na bankiet.
-Jaki bankiet? - spytałam z zaskoczeniem, ukazując przy tym swój prawdziwy ton. - Znaczy em... Jaki EKHEM EKHEM bankiet? - odkaszlnęłam.
-Dzisiejszego wieczoru odbywa się bankiet świąteczny. Chyba powinna pani wiedzieć, skoro pani to pracuje.
No tak, kompletnie zapomniałam... Miałam ochotę z plaskacza przyłożyć sobie w czoło. Bankiet = mnóstwo gości = resztki jedzenia, brudne podłogi, sflaczałe balony, strzępki serpentyn = dużo roboty = brak kolejnego,wolnego wieczoru dla Ludmiły Ferro.
Wspaniale.
-Wybierasz się tam, drogie dziecko? - spytałam szorstko.
-Tak, oczywiście. Nawet miałem ochotę wybrać się tam z pewną dziewczyną,słyszałem jak śpiewa i myślę, że mogłaby razem ze mną coś wykonać.
-Naprawdę?
Czyli jednak już któraś mu się podoba... Świetnie, ten dzień zapowiadał się jeszcze lepiej.
-Tak, nazywa się Ludmiła Ferro. Może pani kojarzy.
-Ach, tak... - prychnęłam, próbując ukrywać szeroki uśmiech na twarzy. - Mieszka tu już całkiem sporo czasu.
-Dowiedziałem się, że mieszka pod numerem 123 i myślę, że mógłbym tam wpaść.
-Och, nie, nie... Młodzieńcze, ja jej wszystko przekażę - powiedziałam szybko.
Jeśli byłby na tyle inteligentny, to wiedziałby, że na tym piętrze mieszkają właśnie pracownicy hotelu, upss.
-Byłaby pani na to gotowa? Bardzo mi miło.
-Tak, oczywiście. Przepraszam, ale to moje piętro. Narka - rzuciłam szybko, gryząc się w język, że nie powiedziałam czegoś w rodzaju "Do widzenia, mój drogi" zamiast "Narka"... Kolejne mądre zagranie z mojej strony.
Wyszłam z windy i zaczęłam wyciągać z wózka płyn do mycia podłóg. Jedyne, co zaprzątało moją głowę, to jak pogodzę śpiewanie z jednoczesnym usługiwaniem gościom hotelu...

~||~

-Przepraszam... przepraszam, przepraszam bardzo...
Od kilku minut próbowałam się przecisnąć pomiędzy gośćmi. O dziwo mieliśmy niezły rozgłos, sala została zmieniona na o wiele większą, niż miała być na początku. Musiałam w jakiś sposób dostać się do sceny. Już kilka razy zmieniałam ubranie z kelnerskiego w wizytowy i stawało się to naprawdę męczące. Nie mogłam mu na początku powiedzieć, że tutaj sprzątam? Z drugiej strony, wtedy na pewno by mnie tu nie zaprosił...
-Gotowa - uśmiechnęłam się.
-Jestem w szoku, w ciągu całego bankietu byłaś w toalecie 4 razy, a trwa dopiero godzinę - powiedziała Violetta, moja najlepsza przyjaciółka. Zgodziła się mnie kryć w razie takiej potrzeby.
-Nieważne, może już zaśpiewajmy - powiedział Federico i wyciągnął do mnie rękę.
Szef zgodził się, bym dzisiaj mogła wystąpić z Fede. To był jedyny plus tego wieczoru. No może nie jedyny... Samo to, że spędzam czas z Pasquarellim było tym, co mnie tu trzymało.
Zanim wyszliśmy na scenę, po raz ostatni pogładziłam swoją czerwoną sukienkę. Rozbrzmiały pierwsze takty do piosenki, którą razem wybraliśmy. Kiedy z jego ust wydobyły się pierwsze słowa zwrotki, oniemiałam. Jego głos był równie cudowny, jak cały on.
Śpiewaliśmy, słuchając wiwaty publiczności i podziwiając uśmiechy wszystkich wkoło.
Chyba jeszcze nigdy nie czułam się przy jakimś chłopaku tak dobrze. Co z tego, że znamy się dopiero kilka dni.

~||~

-Opowiedz mi coś o sobie - zgadał do mnie. - Pochodzisz z zamożnej rodziny, prawda?
-No.. tak - odparłam na szybko. Może to głupie, ale nie chciałam, żeby mnie odrzucił.
-Kontynuuj - zachęcił.
-No wiesz, moi rodzice są dosyć.. wysoko postawieni - zaczęłam. Tak naprawdę nie widziałam ich od lat i pracowali w supermarketach, ale to tylko tak na marginesie... - W zasadzie wspomagają mnie finansowo, ale radzę sobie, bo razem z siostrą prowadzimy jedną firmę kosmetyczną.
-Naprawdę? Dosyć imponujące.
-No nie wiem, w każdym razie dobrze się w tym czuje. Firma i formalności to moje powołanie - kłamałam w żywe oczy. Tak naprawdę najchętniej całymi dniami śpiewałabym karaoke i grała na gitarze, ale o tym też nie musiał wiedzieć.
-Ja zawdzięczam wszystko swojemu ojcu. Gdyby nie on, to prawdopodobnie nie miałbym żadnej posady. I w sumie nie za dobrze się z tym czuję. Nie chciałbym być taki bogaty, wtedy ludzie nie doceniają prawdziwej wartości twojego charakteru - mówił. - Przecież to, ile masz pieniędzy, wcale o tobie nie świadczy. Niektórzy potrafią patrzeć tylko na to. Odrzucające.
Zrobiło mi się głupio. A ja myślałam, że zależy mu na pieniądzach i zmyśliłam takie bzdury... Jestem jakąś idiotką. I pierwszy raz zrobiłam coś takiego ze względu na faceta. Świetnie, Ferro, niezłe początki znajomości.
-Cudowny występ, dziewczyno, naprawdę. Ale teraz wracaj do roznoszenia napojów - zatrzymał mnie szef, kiedy przechodziłam wraz z Federico na parkiet.
-Słucham?- spytał z niedowierzaniem chłopak. - Chyba pan nas z kimś pomylił.
-Jak pomyliłem? Ludmiła obiecała mi, że po skończonym występie odwali robotę - prychnął, jakby to było coś oczywistego, i odszedł dumnie.
-Wiesz, to tak charytatywnie... - powiedziałam cicho. - Zgodziłam się pomóc tej starszej pani z windy. Miała bardzo dużo obowiązków, więc... Pójdę do niej.
-Jasne - uśmiechnął się słabo.
Odeszłam od niego i popędziłam w kierunku wyjścia z sali. Zaraz za drzwiami oparłam się o ścianę i odetchnęłam z ulgą.
Jaki przypał, dziewczyno... Co ty robisz... Miałaś okazję wszystko odkręcić i znowu schrzaniłaś.. - karciłam się w myślach.

~||~
-Ale jestem zmęczona - westchnęła Violetta, ciągnąc za sobą jeden pełnych, czarnych worków na śmieci.
-Ja tak samo - przyznałam.
Po tych ludziach było tyle do sprzątania, że chyba jeszcze nigdy się tak nie zarobiłam. Wchodząc do środka przez jedno z tylnych wyjść, zobaczyłam posturę siedzącą na schodach z opuszczoną głową. Rozpoznałam w nim Federico.
-Zaraz wracam, powiedz reszcie - rzuciłam i zaczęłam iść w jego kierunku.
Violetta weszła do środka, ale na wszelki wypadek odwróciłam się, czy czasem nie postanowiła zostawić uchylonych drzwi i podglądać, co się dzieje. Na szczęście teren czysty.
Usiadłam koło niego na schodach i wymamrotałam:
-Hej.
-No hej - mruknął.
Towarzyszyła nam chwila niezręcznej ciszy.
-Wcale nie jesteś bogatą bizneswoman, prawda? To wszystko to jedno wielkie kłamstwo?
-Tak - przytaknęłam. - Głupio mi, ale...
-I to ty byłaś kobietą z windy - przerwał. - Przez ten cały czas mnie okłamywałaś, że pracujesz w bogatej firmie i mieszkasz tu sobie od tak. Tymczasem trzyma cię tu tylko praca... Dlaczego mi to zrobiłaś?
-Przepraszam, po prostu... Sądziłam, że kiedy się dowiesz, to nie będziesz chciał mieć nic wspólnego z niższą warstwą.
-Przecież ci mówiłem, że nie ma to dla mnie żadnego znaczenia - załamał się.
-Tylko wtedy było już po wszystkim. Naprawdę, nie chciałam tego, ale... Zrozum, bałam się.
-Czego? Sądziłaś, że jestem na tyle pazerny i pusty, żeby nie patrzeć na wnętrze człowieka? Jak widać, myliłaś się.
-Teraz to rozumiem. Fede, przepraszam, nie chciałam.
-Nienawidzę dwulicowych ludzi, którzy udają kogoś, kim nie są... - mówił.
Zrobiło mi się przykro. Z każdym kolejnym słowem miałam ochotę się rozpłakać. Było mi przykro. Poprawiłam robocze ubranie i czekałam na jego dalszą wypowiedź.
-... Ale ty robisz to na tyle słodko, że chyba nie potrafię powiedzieć, że to koniec.
Na mojej twarzy zagościł promienny uśmiech. Nie mogłam się powstrzymać, by rzucić się mu na szyję.
-Dziękuję!
-Spoko - zaśmiał się. - Mam nadzieję, że jeśli zaproszę cię na kolację do restauracji i na spacer do parku, to się zgodzisz?
-Oczywiście. Gwarantuję, że nie przebiorę się za żadnego grubego kuchcika albo garbatego dzwonnika z Notre Dame.
Po tych słowach wybuchnęliśmy śmiechem, a on przytulił mnie do siebie tak mocno, jak tylko się dało.
-Chyba cię nie puszczę, wiesz?
-Nawet się nie waż - wtuliłam się w niego.


Hej, hej!♥
Dzisiaj przychodzę do was z kolejnym zamówieniem. Wybacz, że musiałaś czekać tak długo, ale zawieruszył się gdzieś w wersjach roboczych i zupełnie o nim zapomniałam. Ale bardzo przyjemnie mi się go pisało ^^ 
Zapraszam do czytania pozostałych shotów i składania zamówień w zakładkach! 
Pozdrowionka!
Patty ♥

4 komentarze:

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo