1 maja 2016

[103] Harry Styles "In my heart"


Tytuł: Teacher 
Osoba: Harry Styles
Rodzaj: Romans
Uwagi: nutka *klik*
Autorka: Patty

Tego dnia Mrs Smith miała pójść na zwolnienie. Cieszyłam się, z resztą jak każdy z klasy. Nie była to moja ulubiona nauczycielka, a muzyka nie należała do przedmiotów, które szły mi specjalnie dobrze. Miałam szczerą nadzieję na to, że będziemy miały okienko w planie lekcji i albo pójdziemy wcześniej do domu, albo uda mi się z Leą wyjść na kubek kawy.
-W porządku, siadajcie dzieciaki - do klasy wszedł dyrektor, a cały panujący tu hałas natychmiast ustał. - Jak wiecie, pani Virginia poszła na zwolnienie lekarskie - mówił, a kilka chłopaków z tyłu zaczęło gwizdać. - Uspokójcie się... a więc. Przeczuwamy, że to będzie coś dłuższego, dlatego wymyśliliśmy dla was zastępstwo.
Wszyscy popatrzyli po sobie w przerażeniu. Czyli nici z wolnego - zamiast tego przysłali nam jakiegoś debila na podmiankę.
-Poznajcie proszę naszego nowego nauczyciela muzyki, jest świeżo po ukończeniu studiów - uśmiechnął się. - Mam nadzieję, że wasz ostatni rok w tej szkole spędzicie wyśmienicie na tychże lekcjach.
Po chwili do sali wszedł wysoki mężczyzna o brązowych lokach i zielonych oczach. Na nogach miał czarne buty i dżinsy, natomiast górę zdobiła biała koszula z kilkoma rozpiętymi guzikami i dużym kołnierzem. Oparł jedną rękę na biurku, ukazując swój złoty zegarek na prawym nadgarstku. Widziałam, że pod długimi rękawami ukrywał jakieś tatuaże. Rozejrzał się po klasie i zdjął okulary przeciwsłoneczne z czoła, odkładając je do swojej teczki.
-Witam was, 3c - odezwał się.
-Nawet głos ma boski - usłyszałam szepty dwóch dziewczyn za mną.
-Nazywam się Harry Styles - kontynuował. - I wolałbym, żebyście zwracali się do mnie po imieniu. Nie dzieli nas zbyt duża różnica wieku, dziwnie będzie słyszeć coś w rodzaju "pan" z waszych ust. Tak więc, nie mam zbyt zawiłego procesu trwania lekcji, system oceniania u mnie jest taki, jak u każdych nauczycieli. Rozdaję plusy za aktywność na lekcji, trzy plusy = celująca ocena. Chyba wszystko jasne - uśmiechnął się promiennie, a jego wzrok nagle natrafił na mnie. - Sonya?
Zmarszczyłam brwi i wstałam z miejsca.
-Tak?
- Nie wierzę, że cię widzę - zaśmiał się głośno. - Możesz na sekundę zostać u mnie po lekcjach?
Mruknęłam cicho twierdząco i z powrotem usiadłam.
-Szczęściara - poklepała mnie w ramię Lea. - Mogłabym się zabić, żeby po dzwonku zostać z nim w klasie.
-Nie przesadzaj - odparłam szeptem. – Nawet nie wiem, czego ode mnie chce.
Nauczyciel wziął książki z czarnej torby i wyłożył je na blat.
-Jeśli chodzi o materiał, otrzymałem już wszystkie informacje od waszej poprzedniej profesorki i wiem, co i jak. I wiem też, że na dzisiaj mieliście przygotować dowolną piosenkę, pochodzącą z terenów Europy.
-Proszę pana, moglibyśmy przełożyć? - zawył jakiś chłopak w tyle.
-Nie miałem zamiaru was z tego pytać - parsknął, jakby to było oczywiste. - To nie ja zapowiadałem wam tę pracę, tylko pani Smith. A więc... Na naszą następną lekcję w piątek proszę was o przygotowanie waszej ulubionej piosenki. Z tym pewnie nie będzie problemu, bo zapewne teksty znacie na pamięć. Jeśli chodzi o podkład muzyczny, to już ja się o to zatroszczę. A teraz to już chyba na tyle z organizacji klasy, możecie zjeść kanapkę czy coś... - rzucił i zajął się wypełnianiem dziennika.
Domyślam się, że zyska spore uznanie wśród uczniów, przynajmniej w tej klasie. Nie pominę tego, że prawie wszystkie dziewczyny tutaj sapały na jego widok i wolałam nie wiedzieć, co siedzi im w głowach. Mimo wszystko, w tej szkole nie spotkałam się z bardziej wyluzowanym nauczycielem.

Zanim się obejrzałam, rozbrzmiał dzwonek. Ruszyłam do drzwi, kiedy rozbrzmiało:
-Sonya.
No tak… Miałam zostać po dzwonku. Czyli moja chęć rozłożenia się na kanapie w domu opóźni się o pół godziny, znając moje szczęście do rozkładu jazdy autobusów.
-Słucham – odwróciłam się z małym uśmiechem.
-Nie pamiętasz mnie chyba, co nie? Nie chciałem z tobą rozmawiać przy reszcie klasy.
-Jakoś mi się nie wydaje, żebym pana znała.
-Ej, ej. Nie „pan”. Poza tym, przecież to ja.
-Dalej nie rozumiem…?
-Partner twojej mamy.
Popatrzyłam na niego z szokiem. Mama mówiła, że ma młodszego i wiedziałam o tym doskonale, ale nie sądziłam, że poznam go w takich okolicznościach. Nigdy nie przepadałam za tym typkiem, a za każdym razem, kiedy mama mi o nim opowiadała, miałam ochotę się porzygać. Słuchając ich rozmów telefonicznych, w których mówili do siebie „żabciu”, „kochanie”, „koteczku”, miałam ochotę zwrócić śniadanie. Naprawdę.
Chłopak był kilka ładnych lat starszych ode mnie, a równie dobrze może niedługo zostać moim ojczymem. Nie, dziękuję.
-I co w związku z tym? – wywróciłam oczami. Już zdecydowanie nie będę do niego pozytywnie nastawiona.
-To, że wreszcie się spotkaliśmy. Kilka dobrych miesięcy się to nie udawało.
„-Jakoś nie żałuję – pomyślałam sobie.”
-Muszę już lecieć do domu, bo nie mam ochoty później czekać na autobus 20 minut. Dziękuję.
-Podwiozę cię.
-Nie ma potrzeby.
Wychodząc z sali, westchnęłam głośno. Nie miałam ochoty znać tego człowieka. Nigdy nie zastąpi mi ojca.
Kiedy udało mi się wrócić do domu, rzuciłam swoją torbę na blat w przedpokoju i pomaszerowałam do kuchni. Na lodówce wisiała karteczka, że mama miała spotkanie w sprawie pracy i musiała wyjść. Standardowo. Zwykle i tak nic nowego nie przynosiła i żyliśmy tylko z renty po tacie.
Podgrzałam szybko olej i wrzuciłam do niego karbowane frytki z zamrażarki. Poczekałam kilka minut, po czym usiadłam do stołu. Sprawdziłam telefon, miałam kilka nieodebranych połączeń. Spodziewałam się, że dzwoniła mama, ale numer był nieznany. Nieoczekiwanie, zadzwonił ponownie. Niepewnie przeciągnęłam palcem przez ekran, by odebrać.
-Halo.
-Tu mama, dzwonię z telefonu Harrego. Siadła mi bateria. Powinnam być jakoś późnym wieczorem, wyszliśmy na miasto. Jeśli chcesz, to umów się z koleżankami albo zostań w domu. W każdym razie, nie czekaj na mnie z kolacją.
-Okeeej.
Zwykle tak właśnie się to kończyło. Moja mama wychodziła, podczas gdy jej córka siedziała w domu z kotem i pilnowała wszystkich manatów. Jak na zawołanie, przy moich nogach zaczął pałętać się Leslie.
-Daj spokój, dostałeś już żarcie – prychnęłam, kiedy spojrzał na mnie z błaganiem.
Urwałam kawałek mięsa ze swojego talerza i rzuciłam mu na podłogę.
-Udław się.
Wstałam od stołu i poszłam do swojego pokoju na górę. Stwierdziłam, że może sama powinnam wyjść na miasto, dlatego szybko napisałam smsa do Lei i Sarah. 

****

Ze złością na twarzy, odrzuciłam mały bukiecik na bok. Nie cierpiałam tego dnia, nie cierpiałam jego. Na myśl o tym, że wziął ślub z moją matką, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Przez cały ten czas, jaki przeżyłam u jego boku, zdążyłam całkiem się do niego przywiązać. Czułam... w zasadzie nie wiem co. Chyba nieźle się nim zauroczyłam. Miałam ogromną nadzieję, że niedługo relacja jego i mamy się skończy, ale zamiast tego skończyłam jako jedna z druhen. To tak dobijające, że...
Całe szczęście, że uroczystość dobiegła końca i mogłam wreszcie wrócić do domu. 
Harry niedługo ma się wprowadzić. Nie wiem, jak to przeżyję, kiedy będę pod jednym dachem z tym mordercą uczuć. 
-Skarbie - usłyszałam skrzypnięcie drzwi mojego pokoju i zaciągnęłam szybko skrawek koca na głowę. Nie chciałam, żeby zobaczyła moje łzy. - Wszystko w porządku? 
-Jestem strasznie zmęczona - westchnęłam teatralnie. - Ale to był udany dzień.
Nienawidziłam jej okłamywać, ale od dnia, w którym poznałam jej faceta, wszystko się zmieniło. To stało się zwykłą rutyną i pozwalało mi tylko rozwijać swoje umiejętności aktorskie.
-W takim razie słodkich snów. 
-Wzajemnie - rzekłam. - Cieszę się, że ci się ułożyło - powiedziałam, uprzednio gryząc się w język. Kochałam swoją mamę, ale nie potrafię zaakceptować tego, że jest z kimś, o którym ja marzę. 
-Dziękuję - czułam uśmiech na jej twarzy. - Dobranoc. 
Dziwiło mnie, że jeszcze się nie zorientowała, iż coś mi nie pasuje. 
Spojrzałam szybko na zegarek. 5:42. Chyba wypadałoby się położyć.  

****

Wyszłam z domu w miarę szybko. Już jutro wprowadza się tutaj obibok. Starałam się to odkładać na jak najpóźniejszy termin, ale teraz już nie mam odwrotu. Na dworze było ciemno, a ja miałam po drodze wstąpić po Leę. Kiedy przekręciłam kluczyk w zamku, obróciłam się na pięcie i ujrzałam jego. Harry Styles, całkowite zero. Mój ojczym. 
-Mogę wejść?
-Nie ma jej w domu.
-Jak to? - spytał z widocznym niepokojem. 
-Nie wróciła jeszcze.
-Przecież mówiła, że idzie prosto do domu.
-Ale tutaj jej nie ma - powiedziałam cicho. 
Mężczyzna złapał się za swoje kręcone włosy i przeczesał je palcami do tyłu z widocznym stresem. 
-Zadzwoń. 
Po kilku moich sygnałach, włączała się tylko poczta głosowa. Z każdym kolejnym naciśnięciem zielonej słuchawki, bałam się coraz bardziej. 

****


-Jeśli ojczym wyrazi zgodę, zamieszkasz z nim. Nie da się mieć wpływu na wydarzenia z przeszłości, a w twoim otoczeniu nie ma żadnej bliskiej rodziny. Bardzo nam przykro z powodu twojej mamy. 
-Dziękuję.
Od kilku dni jedyne, czym żyłam, to wypadek samochodowy w piątek wieczór. Gdyby to wszystko inaczej się potoczyło... może mama by żyła.
W głowie miałam myśl, że mieszkanie z Harrym pod jednym dachem może nie być dobrym pomysłem, ale jednocześnie mogło umożliwić mi częstsze spotykanie go. Była to myśl zwyczajnie egoistyczna, ale nie miałam możliwości na wyrzucenie jej ze swojej głowy. 
Jeszcze tego samego dnia musiałam spakować walizki, a wieczorem byłam w jego mieszkaniu. Nie miałam pojęcia, co stanie się z domem moim i mamy, ale zapewne zostanie sprzedany. Nie wiedziałam nic. 
-Wchodź - uśmiechnął się i otworzył mi drzwi, po czym wziął dwie moje torby. - Resztę rzeczy przywieziemy jutro rano.
Rozejrzałam się po jego mieszkaniu. Było przygotowane dosyć gustownie i elegancko, w starych klimatach. Wiedziałam, że był fanatykiem klasyki. 
-W zasadzie to nie przygotowałem jeszcze dla ciebie pokoju, ale za to na jakiś czas zajmiesz mój, a ja będę spał na kanapie. Pasuje ci? - spytał łagodnie.
Odparłam ciche "yhym" i podążyłam w kierunku środka pokoju. Mieszkanie nie było duże, kuchnia była połączona z salonem, a w oddali widziałam zaledwie troje drzwi - jedne od łazienki, jedne od jego sypialni, a drugie zapewne do mojego przyszłego pokoju. 
Widziałam na jego twarzy pewnego rodzaju żal po stracie mamy. Sama nie byłam w stanie przywyknąć do zaistniałej sytuacji, a gorycz przepełniała mnie od środka aż po koniuszki palców. Z pewnością to była normalna reakcja. Miałam nadzieję, że z czasem oswoję się i poukładam wszystko w swoim życiu. Wiedziałam jednak, że przez najbliższy czas codziennie będę odwiedzała cmentarz. 

****

-Sonya? - wszedł do mojego pokoju, wcześniej pukając do drzwi. 
-Słucham.
-Chyba musimy pogadać. 
Spojrzałam na niego spod rzęs. Wsunęłam zakładkę na stronę, na której zakończyłam czytanie i odłożyłam książkę na półkę.
-O co więc chodzi - powiedziałam bardziej twierdzącym niż pytającym tonem, ale tak właśnie miało być.
-Chyba czuję coś więcej.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. W moich oczach widoczny był tylko szok, ale nie sądzę, że był określić, jakiego rodzaju. Natomiast od środka rozpływałam się, że zaczął myśleć o mnie w taki sposób. Było jednak coś, co przeszkadzało mi myśleć. Mama... 
Wiem, że go kochała. Jak mogłabym zrobić jej coś takiego... 
-Nie mogę tak - rzuciłam.
-To znaczy jak?
-Jesteś moim ojczymem... tak jakby. Byłeś z moją mamą i ona też czuła coś do ciebie. Ty do niej również. Więc powiedz mi, jak możesz teraz stanąć tutaj i wyznać mi, że coś do mnie masz?
-Nie jestem w stanie dłużej dusić tego w sobie.
Spuściłam wzrok. Nie chciałam patrzeć na niego ani chwili dłużej, bo bałam się, że w końcu zatonę w tym wszystkim i nie będę mogła zawrócić. Nie chciałam tego, nie mogłam zrobić świństwa. 
-Nie sądzisz, że twoja mama by się ucieszyła? Gdybyśmy wreszcie się odnaleźli. Żebyśmy dłużej nie trzymali w sobie urazy i żyli dalej, nie zważając na to, co było. Nie uważasz, że tak właśnie jest? Że chciałaby, byś była szczęśliwa?
W moim oku zebrała się łza. Nienawidziłam tej cholernej wrażliwości. Szybko się ogarnęłam i spojrzałam na niego z wewnętrznym spokojem. 
-Ja już nie wiem, co mi wolno, a czego mi potrzeba. 
Wyciągnął rękę w moim kierunku i oplótł nią moją dłoń. Uścisnął ją mocno,a ja nie byłam w stanie go od siebie odepchnąć. Pomińmy kwestię, że był silniejszy niż ja, więc zapewne by mi się to nie udało. Ja po prostu pragnęłam tego, żeby w końcu być blisko niego. 
Obróciłam głowę w drugą stronę i popatrzyłam przez okno. Czułam się, jakbym w chmurach widziała jej twarz. Dokładnie tak, jak gdyby mówiła do mnie: "Marz. Spełniaj. Żyj" - tak, jak to miała w zwyczaju. Dlaczego miałabym nie zaryzykować? Dlaczego miałabym nie brnąć w to wszystko? Spróbuj. Co ci szkodzi.
-Więc... - zaczęłam cicho, a potem przeszłam na bardziej donośny ton. - ...czujesz coś więcej.
Zaśmiał się pod nosem i odpowiedział:
-Dokładnie.
-W zasadzie ja też... - na mojej twarzy pojawił się półuśmiech. 

Dziękuję ci mamo, wyszeptałam do siebie w myślach. Na zawsze pozostaniesz w moim sercu



Prawdę mówiąc, to sama nie wiem, co ja tutaj właśnie zrobiłam hahahh
Miało być zupełnie inaczej, ale Patrycji zachciało się jakiegoś obrotu akcji i proszę. Laska z ojcem chodzi. Dobra, mniejsza, cri
Mam nadzieję, że shot wam się spodobał>>>

Bardzo serdecznie zapraszam do składania zamówień w zakładce "Zamówienia" 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo