5 sierpnia 2016

[123] Cabbie "Festiwal"


Tytuł: Festiwal
Para: Cabbie (Cat + Robbie)
Serial: Victoria znaczy Zwycięstwo
Rodzaj: Romans, komedia
Autorka: Patty

Właśnie przekraczałam progi szkoły Hollywood Arts. Widząc korytarz, na który spoglądam pięć razy w tygodniu, natychmiast udałam się w stronę szafek. Wtedy też zauważyłam Robbie’go Shapiro.

-Cat! - krzyknął.

-Heej - uśmiechnęłam się, kiedy do mnie podszedł.

-Tak się zastanawiałem.. Wiesz, w piątek wieczorem nasza szkoła organizuje ten cały bal… No.. Ten taki “Super Jam Fest”....

-Śmieszna nazwa,  nie sądzisz? - parsknęłam radośnie. - Wspaniały Festiwal Dżemu… Ale mów dalej.

-No więc… Zastanawiałem się, czy nie poszłabyś ze mną?

-Ale.. ale jak to poszła z tobą? - zamurowało mnie.

-Wiesz, poszlibyśmy tam, pogadali… Pojedli dżem.. Co ty na to?

-E.. Ja… Nie wiem. Daj mi czas…

-Czyli nie masz na to ochoty, domyślałem się - odparł zrezygnowany.

-Niee, nie to, że nie mam ochoty! - powiedziałam szybko.

Dziwnie byłoby mi się tam z nim spotkać, może i bym mogła.. Wprawdzie, zawsze miałam do niego jakąś słabość. Ale strasznie się wstydzę..

-Skoro tak, to o co chodzi? - dopytał.

-Ja po prostu… - zastanawiałam się nad jakąś sensowną wymówką.

Nie czekając ani chwili, natychmiast od niego odbiegłam.

-Cat! Cat Valentine! - zawołał za mną.

Truchtem wparowałam do sali i rzuciłam się na krzesełko. Miałam nadzieję, że chociaż tutaj mnie nie znajdzie. Oddychałam stopniowo.

-Cat, pliska, porozmawiajmy. Możesz mi odpowiedzieć na moje pytanie? - usłyszałam ponownie jego głos.

-Jakie pytanie? - zrobiłam duże oczy, udając, że o niczym nie wiem.

-Pójdziesz ze mną na Super Jam Fest?

-Ee… Jak mnie tu znalazłeś? - kontynuowałam, próbując zmienić temat.

-No wiesz, mam tutaj lekcje - rozejrzał się. - A teraz mi odpowiedz.

-Ale.. Robbie… Nie mogę z tobą iść.

-Dobra, wiedziałem, że nie chcesz. W sumie ci się nie dziwię. To niezłe upokorzenie.

-Ale nie o to chodzi! Bardzo cię lubię. Ale… Ktoś już mnie zaprosił.

-Naprawdę? Kto?.. - popatrzył się otępiale.

-No wiesz.. Sinjin… I te jego wymysły - skłamałam. - Postanowiłam, że się nad nim zlituję i pójdę z nim na festiwal…

-Cat Valentine ze mną idzie?!! - krzyknął Sinjin. Od razu się domyśliłam , że podsłuchiwał całą naszą rozmowę.  - Jest!!

Zaczął wykonywać jakieś dziwne ruchy, po czym zbiegł z góry, gdzie zajmował się sprzętem, oświetleniem i tego typu sprawami, po czym zniknął. Natychmiast zacisnęłam pięści i przeklęłam w duchu.

-No cóż.. To może innym razem?

-Taaak, może..

-Nie wiem, czy znajdę kogoś tak fajnego, jak ty.

-Z pewnością ci się uda, Robbie - odparłam, chociaż zabrzmiało to trochę narcystycznie

-Dzięki - odparł i wyszedł z opuszczoną głową.

Pomachałam mu delikatnie ręką na pożegnanie i zasiadłam na krzesełku. Natychmiast zaczęłam żałować tego, co właśnie zrobiłam. Czemu ja mu właściwie odmówiłam? Przyjaźnimy się i w sumie fajnie by było, jakbyśmy razem poszli… Nie wiem. Pewnie nigdy nie zdołam opanować swojej rudej głowy. Ciągle każe mi robić coś, na co zupełnie nie mam ochoty.


Kilka lekcji potem...


-Cat! Hej, wszędzie cię szukałem - uśmiechnął się Robbie.

-Hejkaa..

Miałam nadzieję, że przyszedł mnie prosić o to, żebym to ja z nim poszła. ZNOWU. To by było całkiem miłe i satysfakcjonujące… A ja chyba mogłabym wymyślić jakiś pretekst, żeby jednak się zgodzić.

-Chciałem ci powiedzieć, że już znalazłem sobie parę na bal. Tak, jak mówiłaś! Danielle ze mną idzie.

-Oo… - rzuciłam.

Byłam nieco zdenerwowana. To ja chciałam z nim iść na bal. To ja miałam iść. A nie tak głupia, brzydka, pryszczata i zołzowata Danielle… Ech, dobra. Będę szczera. Jest prześliczna, miła i… Nie mam z nią szans. Nie dziwię się, że Robby cieszy się z tego, że z nią idzie. Na pewno będą się świetnie bawić… A ja wpadłam po uszy i przez to muszę iść z Sinjin’em. Chyba to tylko ja źle wyszłam w tej sytuacji…

-Nie cieszysz się? W końcu znalazłem kogoś, kto mnie akceptuje, lubi grac w te same gry… I też ma kukłę w stylu Rex’a!

-Ale przecież ja też mam swoją… -spuściłam wzrok. - Maskotkę co prawda, ale…

-Cat, to nie to samo. Ona ma podobne zainteresowania, jest śliczna, wspaniale tańczy i śpiewa…

Chwila… Co on powiedział? Że to nie to samo, bo ona ma jest śliczna i wspaniale tańczy, śpiewa? To znaczy, że ja według niego taka nie jestem?

-Bardzo mi miło, że jesteś szczęśliwy Robby. A teraz, przepraszam cię na chwilę… - spuściłam głowę i powstrzymałam łzy.

Byłam zdecydowanie za wrażliwa. Dlaczego mu odmówiłam??.. Będę sobie zadawać to pytanie do końca. Albo może po prostu do dnia festiwalu… Ale co z tego? I tak to Danielle jest tą ładniejszą i bardziej uzdolnioną.

    Odeszłam od niego najszybciej jak potrafiłam, żeby tylko nie zobaczył, że moja twarz pokazuje już tylko smutek. 


kilka miesięcy później...


    Jeden sygnał... nie odbiera.

    "Hej, tu Robbie Shapiro. Najwidoczniej nie mogę teraz odebrać, więc zostaw wiadomość. Czołem!"

    Drugi sygnał...

    Czwarty...

    Siódmy...

    W końcu się zdecydowała

    -Hej Robbie - mówiła do telefonu ze strachem. - Tu Cat. Trochę bałam się odezwać, ale to nic. Jutro o 12.00 będę w Stanach, postanowiłam wrócić przynajmniej na tydzień. Chciałabym się z tobą zobaczyć na Avalon Street o 13.20... Jeśli jesteś w stanie mi wszystko wybaczyć, przyjdź, proszę. I... ewentualnie do zobaczenia.

    Nacisnęła czerwoną słuchawkę. Musi się z nim zobaczyć, bo oszaleje.


Lot minął spokojnie, ale dłużył się w nieskończoność. Razem z Bunią zabrały jej bagaże do domu, a ona od razu udała się na pamiętną Avalon Street. To właśnie tam odbył się pamiętny "Summer Jam Festival". Catherina nigdy nie zapomni, co się na nim stało.



Zazdrość rozpierała ją od środka. Nie potrafiła dłużej walczyć z tym wszechogarniającym ją uczuciem, szczególnie, kiedy widziała roześmianą brunetkę u jego boku. Przy Tori starała się zachować ostrożność i nie palnąć czegoś na ich temat, ale to było prawie niemożliwe. Szczególnie, kiedy bardzo inteligentny DJ puścił wolną piosenkę. Danielle objęła Robbiego tak, jak ona zawsze chciała to zrobić. Robbie nie był jej dłużny. Bawili się w najlepsze. Valentine nie miała już sił na żadne łzy, a także było jej szkoda starannie zrobionego makijażu. Nie wypadało też wyjść na beksę przy znajomych. Piosenka dobiegała końca i wszyscy byli od dawna na parkiecie, podczas gdy ona siedziała sama jak kołek obok Sikowitz'a i popijała czerwony poncz. Stojący tuż niedaleko niej, Robbie i Danielle, zaczęli się do siebie przybliżać. Widziała różnicę odległości między nimi, nie czekała długo. Wzięła ze stołu napełnioną szklankę z Jam Ponczem i ruszyła w przód. Danielle już prawie zetknęła się z nim czubkiem nosa, kiedy Cat szarpnęła jej ramię w tył i wylała na nią zawartość kubka.

-Cat, co ty... - zaczął Robbie, ale nie dokończył ani słowem. Płomiennowłosa wymierzyła z otwartej dłoni prosto w jego twarz.

-Jesteś niewdzięczny - wrzasnęła. - Mnie chciałeś zaprosić. Ja miałam tu z tobą być. A skoro tak bardzo pragnąłeś się tu ze mną znaleźć, pewnie coś musiałeś czuć. Szybko ci minęło.

Upuściła plastikowy kubek na podłogę i pobiegła w stronę swojego różowego roweru.


 Niedługo po tym wydarzeniu przeniosła się do Europy razem z rodziną. A z Robbym nie utrzymywała kontaktu. To było chore. Jedno, wielkie nieporozumienie.

Chyba spoważniała przez ten czas, przynajmniej tak czuła.

Poprawiła czarną bluzę, spoczywającą na jej ramionach i usiadła w tym samym miejscu,w którym się znajdowała kilka miesięcy temu. Zabawne, jak czas zmienia nam perspektywę patrzenia. Była już ta cholerna 13.20, a jego nie widziała. Co śmieszne, on nigdy się nie spóźniał. Bała się do niego zadzwonić po wyjaśnienia lub przypomnienie, bo wiedziała, że mógł nawet nie być chętny na to spotkanie. Siedziała tam już pół godziny, a jego nie było widać na horyzoncie. Co kilka sekund przegryzała wargę ze zdenerwowania. Czego ona się mogła spodziewać? Że przyjedzie i odmieni jego życie, a przy tym również swoje?

Poddała się. Nie było go tu od długiego czasu. Straciła wszelkie nadzieje.

Wstała z metalowego krzesełka i ruszyła z powrotem do domu.

Nie było już szans dla niej i Robbiego. Zmarnowała to jednym, głupim "Nie".

Usłyszała sygnał swojego telefonu.

-Gdzie jesteś?

Usta zaczęły przerażająco szybko drżeć. Poznawała jego głos, chociaż niebywale się zmienił. Brzmiał bardziej męsko.

-Czekałam, ale cię nie było.

-Niemożliwe, jestem tu od godziny.

Zmarszczyła brwi.

-Ale siedziałam cały czas, dokładnie w tym samym miejscu co na Summer Jam Festival.

Usłyszała jego cichy śmiech.

-Głupolu - rzucił. - To jest Avaenue Street. Idę do ciebie, poczekaj chwilę.

Telefon zgasł, a on się rozłączył. Uniosła kąciki ust. Nie zapomniał o niej?


A później wszystko było już lepiej i najlepiej
                


Stara praca, ale myślę, że chyba gona na publikację. Z resztą, to wy o tym zdecydujecie. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzu x 
Miłych wakacji!> 
Patty

2 komentarze:

  1. Cudowne *.*
    Bardzo mi się podoba choć za bardzo nie przepadam za tą parą

    OdpowiedzUsuń
  2. Aww... Uwielbiam Cabbie (rzecz jasna nie bardziej niż Seddie <3). Pamiętam jak zawsze u babci oglądałam "Victorię Znaczy Zwycięstwo" [wspomnienia]. Aż mnie serce ściska, że teraz moje rodzeństwo ogląda na Nickelodeon same bzdurne seriale, wcale nie przypominające starego, dobrego "Drake i Josh" czy "Avatar: Legenda Aanga". Ten świat dąży do zagłady.
    Ale wracając do one shot'a - jest świetny i w dodatku jego akcja kręci się wokół mojego ulubionego odcinka (Robbie był taki uroczy *-*). Wielkie chapeau bas, że piszesz o tej parce (moja nadzieja w ludzkość jeszcze nie umarła). Ze świecą szukać polskich one-shotów z "Victorii..." czy "iCarly" [Cholercia, czemu nie żyję w Stanach? Tam na pewno większość ludzi jeszcze kojarzy moje ukochane młodzieżówki.] I ta sytuacja na końcu - pomylenie adresu: cała Cat :P.
    Pisz więcej Cabbie {nie, to nie rozkaz, tylko prośba ;)}. Mam niedosyt.
    Weny życzę, Nigthy

    OdpowiedzUsuń

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo