6 września 2016

Zamówienie [100] Leonetta "Idealny Idol"

 Tytuł: "Idealny Idol"
Para: Leonetta
Rodzaj: Romans, komedia ( komedia z tego żadna :P )
Moje uwagi: Dodałam tam nieco od siebie, ale myślę że współgra to z całością.
Uwagi zamawiającego:
Violetta wraz z ojcem i Angie przyjeżdżają w Alpy jak co roku. Tam wpada na swojego idola Jorge Blanco gdy szła do sklepu. Gdy wracała w hotelu zauważyła
Jego oraz Diego i Xabiego . Przez przypadek reklamówka się jej zepsuła i Jorge jej pomaga przy okazji zostawia jej swój numer. Gdy poszła na stok z rodzicami spotyka go tam . Resztę wymyśl może być jak ktoś ją podrywa i on staje w jej obronie lub ona wyjeżdża i nie widzą się ze sobą kilka miesięcy i on rezygnuje z kariery, Happy End

Zamawiający: #BeHappy #beSmile
Osoba wykonująca zamówienie: Fearless


      Alpy stanowczo nie są moim ulubionym miejscem spędzania wakacji. W tym roku marzyłam o upalnej Grecji, słonecznej Chorwacji czy ciepłych Włochach. Jak co roku, znowu te same miejsce.
Tata postanowił, że powinnam w końcu nauczyć się jeździć na nartach. Wcześniej kilkakrotnie próbowałam się z nimi uporać, ale szło mi wręcz pokracznie. Chciałam przedyskutować sprawę z Angie, ale ta poparła ojca. Jakby to miało mnie dziwić.
     Tak więc, siedzę teraz w pięciogwiazdkowym hotelu, zasypana dokoła walizkami i torbami. Poniekąd czuję się jak ninja. Tylko taki bez nakrycia na głowie i maczety. Ogólnie zastanawiam się nad rychłą ucieczką z tego obozowiska. Totalnie nie panuje nad moimi rzeczami, co skutkuje powstaniem jednego wielkiego bałaganu. Zaskoczona zerkam na błękitne kąpielówki wystające z jednej walizek. Musiałam naprawdę się spieszyć. Gdzie w tym mrozie mogłabym się w nich zaprezentować? Chyba pod kołdrą. Co i tak nie jest możliwe. Nie mam w tym pokoju ani grama prywatności.
       Zaciskam zęby i próbuję odnaleźć w zapełnionym plecaku ostatnie kanapki. Niestety, poza ohydną kawą w termosie i okruchami pierniczków, nic w nim nie znajduję. Wołam Angie i proszę ją o zaopatrzenie lodówki. Ta jedynie prycha i każde samej pójść do sklepu. Mimo chwili sprzeciwu, wychodzę z hotelu z łagodnym wyrazem twarzy. W środku gotuję się ze złości, ponieważ już po 2 godzinach pobytu znienawidziłam to miejsce. Czeka mnie jeszcze tydzień w tym mieście. Przeraża mnie ile czasu zajmie mi przystosowanie się do tutejszych warunków. Niby każde wakacje spędzam w zimnych górach, ale nigdy za nimi nie przepadałam.
     Ulice o tej porze są przepełnione ludźmi. Z trudem odczytuje napisy na budynkach gospodarczych, jednocześnie martwiąc się aby nie zgubić drogi powrotnej. Wtedy nagle zauważam sklep spożywczy. Nieumyślnie uśmiecham się pod nosem i szybszym krokiem dochodzę do wejścia. Pomieszczenie jest małe, ale sprytnie wymyślone. Nikt na nikogo nie wpada, nawet udaje mi się nie nadepnąć komuś na stopę. To prawdziwy cud. Kupuję wszystkie potrzebne produkty i nie obdarzając kasjerki nawet wymownym uśmiechem, trzaskam drzwiami.
       Na zewnątrz czeka mnie ten sam tłok co przedtem, jednak tym razem dostrzegam w grupie chłopaków stojących niedaleko ogrodzenia, mojego największego idola. Na chwilę kalkuluję w myślach czy owe spotkanie w ogóle byłoby możliwe. Na chwilę zapieram dech w piersiach i czuję przyspieszone bicie mojego serca, kiedy odwraca głowę w moją stronę. Tych oczu nie mogłabym pomylić. Szatyn posyła mi przelotny uśmiech i puszcza perskie oczko. Wtedy jakiś młody chłopczyk wpada na mnie z roześmianą twarzą. Mimowolnie spuszczam na niego wzrok i delikatnie odtrącam, lecz kiedy znów kieruję moje spojrzenie w stronę ogrodzenia, chłopaka już nie ma. Może to jedynie przywidzenie? Nie, to musiała być prawda. Leon Verdas właśnie znalazł się blisko mnie, a ja straciłam swoją szansę. Pragnę udusić siebie za to, że nie poprosiłam szatyna nawet o autograf. Jestem pewna, że nigdy więcej go nie spotkam i będę skazana zabijanie się tą myślą przez następne miesiące.
       Wypełnia mnie furia i zawód. Zawiodłam się na samej siebie, ponieważ nie potrafiłam ruszyć swoich czterech liter w kierunku Leona. Potrafiłam jedynie wlepiać w niego swoje gały i ślinić się na jego widok. Drastyczne.
         Z naburmuszoną miną wracam do mojego chwilowego lokum i z niedowierzaniem rozglądam się dokoła. Mam nadzieję znowu go zobaczyć i tym razem nie zepsuć całej sprawy. Kiedy już dochodzę do furtki i opuszcza mnie jakakolwiek chęć spędzania dnia z tatą i Angie, zauważam go. Stoi oparty o budynek z założonymi rękami w dziarskim ubraniu. Obok stoi Diego – jak zwykle uroczy i uśmiechnięty – oraz Xabiani – trochę zażenowany i znudzony. Ponownie nie ruszam się z miejsca, ale tym razem staje się coś nieoczekiwanego. Słyszę głośne prucie się materiału i nagle zakupy wysypują się z mojej torby. Zaczynam przytomnieć i rzucam się na produkty, próbując sklecić z resztek torby prowizoryczną reklamówkę. Nieoczekiwanie kątem oka zauważam trzecią dłoń, pomagającą mi wszystko ogarnąć. Nie ośmielam się nawet spojrzeć tej osobie w oczy, ponieważ boję się zastygnięcia w nich na wieczność. Doskonale zdaje sobie sprawę, że to Leon.
- Hey, ty!
      Podnoszę delikatnie głowę i o mało co nie upadam na chodnik. Jego oczy są jeszcze bardziej zielone, niż w teledyskach. Totalnie hipnotyzujące.
- Tak?
       Mruczę pod nosem z drżącym głosem. Nie chcę sprawiać go w zakłopotanie, prosząc go w takim momencie o pamiątkowe zdjęcie. Chyba byłoby to nie na miejscu.
- Następnym razem poproś mnie o pomoc.
       Oznajmia z szerokim uśmiechem. Biczuję się w myślach, aby ta twarz nie robiła na mnie takiego wrażenia. Nie udaje mi się. Robi i to wielkie.
- Jak?
     Pytam, już wyraźnie zarumieniona. Z mojego gardła udaje mi się wydostać jedynie to jedno słowo, choć w myślach mam ich mnóstwo. Mogłabym chłopaka zasypać moim bezsensownym monologiem. Uciekłby wtedy w popłochach.
- Masz tu mój numer.
      Podaje mi małą karteczkę, zwiniętą w rulonik. Urocze. W międzyczasie zbieramy się już razem z podłoża i stoimy w niebezpiecznie bliskiej odległości. Cholera. On nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co mogłabym mu zrobić. Rzucić się jak wściekły zwierz na świeże mięso.
- Dzięki
     Uśmiecham się szczerze, by ukryć swój szok i niedowierzanie. Mogłabym zastygnąć w jednej pozycji i prześwietlać Leona spojrzeniem. Na szczęście, nie robię z siebie idiotki i odsuwam się dyskretnie. W mojej głowie cały czas kotłuje się myśl: Cudowny, cudowny, cudowny…
- Cudowny?
       I zdaję sobie sprawę, że powiedziałam to na głos. Naprawdę straciłam rozum. Odwracam głowę i staram się patrzeć w drzwi wejściowe hotelu. Może wtedy szatyn zejdzie mi z drogi i będę mogła spokojnie ukryć się w swoim pokoju. Co i tak nie byłoby możliwe. Angie nie dałaby mi chwili wytchnienia.
- Przepraszam. Muszę iść.
       I uciekam. Robię z siebie wariatkę i biegnę w stronę drzwi. Do moich uszu dochodzą stłumione głosy powtarzające mniej więcej jedno zdanie: „Ale ją wystraszyłeś, stary”. Tak, to prawda. Jestem kretynką z dyplomem tchórzostwa. Perfekcyjne połączenie.

***         

       Mija kilka dni od mojego ostatniego przypału. Zdążyłam poukładać sobie w głowie ostatnie wydarzenia i powoli zapominam o całym zdarzeniu. Udało mi się nawet polubić narty i z każdym kolejnym treningiem jeżdżę coraz lepiej. Choć nadal gubię się w mieście i na zakupy chodzę teraz niechętnie, wszystko wytrzymuję z odrobiną humoru.
     Stoję właśnie w kolejce na stoku i z roztargnieniem rozglądam się dokoła. Prószy śnieg, a temperatura odczuwalnie spada. Tata i ciocia teoretycznie się mną zajmują. W praktyce rzadko sprawdzają co u mnie. Nawet ich rozumiem. To ich pierwsza taka wycieczka już jako małżeństwo. Miłość musi nacieszyć się sobą.
       Niespodziewanie ktoś dotyka mojego barku i odwraca mnie w jego stronę. Stoję jak wryta, kiedy niebieskooki blondyn uważnie mi się przypatruje. Jest nawet ładny. Wydaję mi się napakowany i wysportowany. Włosy pod czapką ma gładko uczesane, a zęby wybielone. Prawdziwy mężczyzna.
- Czego?
      Robię krok do tyłu i uważniej rozglądam się dokoła. Moi opiekunowie dziwnym trafem zniknęli, a w polu mojego widoku czai się jedynie zagrożenie. Blondyn nie ustępuje i łapie mnie za nadgarstek sprawiając mi przy tym ból. Jego dłoń jest mocno zaciśnięta i daremnie próbuję mu się wyrwać.
- Puszczaj mnie!
- Hola, hola. Nie tak ostro. Nie musisz udawać niedostępnej. – tutaj przerywa – Skarbie.
- Prędzej umrę niż pozwolę, żebyś tak mnie nazywał.
- Myślę, że jeszcze nie wiesz co tracisz.
- Ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Zostaw ją, cymbale.
      Nieoczekiwanie do rozmowy włączył się Leon. Jestem tak bardzo zdenerwowana, że nawet nie wiem kiedy chłopak odciągnął mojego uwodziciela na bok i właśnie toczy z nim zaciętą rozmowę. Przyglądam im się z zaciekawieniem i staram się znaleźć powód dla którego piosenkarz w ogóle zawraca sobie mną głowę. Może chce w ten sposób poprawić swój wizerunek?
      Po kilku minutach chłopcy się rozdzielają. Blondyn już nawet na mnie nie spogląda, a Leon idzie w moim kierunku. Naprawdę chciałabym w tamtym momencie zniknąć, ale zrozumiałam jedno: Muszę być odważna. Nikt inny za mnie tutaj nie stanie.
- Poszedł sobie. Wyjaśniliśmy sobie co nieco.
- Co dokładnie?
    Wtedy milknie, a jego oczy błąkają się po moim ciele. Obserwuje mnie dokładnie, jakby chciał zapamiętać każdy jego centymetr. Z trudem ukrywam uśmiech.
- Nie będzie cię już nachodził. Bez obaw.
     Ujmuje moją twarz w dłonie i głośno przełyka ślinę. Patrzy mi prosto w oczy, a ja mam ochotę się na niego rzucić. Teraz. W tym momencie.
- Dziękuję
- Nie dziękuj mi, proszę.
- A co mam zrobić?
      I wtedy następuję długo wyczekiwana chwila, jak mawiają w filmach. Uderzająco przystojny facet całuje szarą myszkę. Czuję się anielsko i fantastycznie. Nie uwierzę. Ale chyba nie mam innego wyjścia.
- To co zadzwonisz? – szepcze w przerwach między pocałunkami.
- Mhmm – mruczę mu prosto do ucha.

1 komentarz:

  1. Cudowny one shot
    Jest CZAAADOWY :D
    Znałam sobie też jedną sprawę czytając tego one shota: To, że Leon jest przystojny ubrany jak typowy narciarz. Jeszcze czapka na głowę i ta jego wystawiająca grzywka *.*
    Zajebisty jest ten one shot :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo