5 kwietnia 2017

Zamówienie [106] Fedemiła "Time to start"


Tytuł: "Time to start"
Para: Fedemiła (Federico + Ludmiła)
Serial: Violetta
Rodzaj: Komedia, romans
Moje uwagi: Z perspektywy Ludmiły
Uwagi zamawiającego: Fran, bff Lu, ciągle gada o Fede (on jest gwiazdą), ale  Lu uważa, że on jest tylko głupią gwiazdą. Fede przyjeżdża do BA i poznaje przez przypadek Lu. Potem zakochują się itd. oboje mają 17 lat i happy end.
Miejsce: Buenos Aires
Zamawiający: Julka Doman
Autorka: Patty

Przemaszerowałam przez mały, usypany żwirem chodnik, aż stanęłam na małym podeście. Zapukałam w ogromne, drewniane drzwi kołatką i kilka minut czekałam, aż ktoś mi otworzy.
-Francesca! Ludmiła przyszła! - usłyszałam jakiś kobiecy głos. Prawdopodobnie należał do jej mamy. Chwilę potem drzwi lekko się uchyliły, a zza nich wyjrzała pewna twarz. Uśmiechała się szeroko, a w kącikach ust i okolicach oczu pojawiły się maleńkie zmarszczki.
-Zapraszam, panienko. France czeka na górze.
-Dziękuję - odparłam ze skrępowaniem. Weszłam do środka i zdjęłam swoje brązowe botki z nóg. Powiesiłam dżinsowy żakiet na wieszaku i w skarpetkach popędziłam po schodach w górę.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu pokoju mojej przyjaciółki. Zawsze gubiłam się w jej domu, chociaż bywam tutaj praktycznie codziennie.
-Na prawo! - krzyknęła ze śmiechem. Doskonale wiedziała, że nie jestem w stanie się domyślić, w którym kierunku mam podążać.
Kiedy weszłam do jej pokoju, Włoszka właśnie wieszała jakiś ogromny plakat na ścianie.
-Kto to jest? -spytałam, wskazując palcem na osobę, która na nim widniała.
-Nie wiesz?! - zdziwiła się. - To najlepszy, najprzystojniejszy facet na świecie! Opowiadałam ci o nim już setki razy!
-A to ten... Jak mu tam.. Federico? 
-Nawet nie pamiętasz - parsknęła.
-Nie moja wina, że mówisz o nim tak często, że czasem nie mam ochoty słuchać.
-Aj, bo ty nie rozumiesz! To utalentowany piosenkarz, wesoły chłopak i do tego wygląda zabójczo... W dodatku, od pewnego czasu wolny!
Westchnęłam i opadłam na fioletowy fotel, stojący przy ścianie.
-Nadal nie wiem, co w nim takiego. Nie jest żadną legendą, w życiu nie osiągnie tyle, co Michael Jackson, Elvis Presley albo Whitney Houston. To są prawdziwi idole.
-Nie mam takiego samego gustu muzycznego, co ty. Ja wolę coś świeżego - uśmiechnęła się. - Dlatego właśnie poluję na Federico. 
-I że niby chcesz z nim chodzić? - zaśmiałam się. Nie ma nic głupszego niż marzenie o tym, by stać się dziewczyną celebryty. Zwykle z takimi celami w życiu nigdzie się nie zachodzi. - Bądź realistką jak ja i zacznij twardo stąpać po ziemi. 
-Nie, nie chcę z nim chodzić! Przecież dobrze wiesz, że mam Marco... Ale miło by było go poznać, dostać autograf albo usłyszeć, jak na żywo wykonuje jedną ze swoich piosenek - entuzjazmowała się. - Nie mów, że by cię to nie ucieszyło.
-Wiesz, może i ma dobrą muzykę, to fakt - przestrzegłam ją wskazującym palcem. - Ale nie zmienia to faktu, że nie rozumiem tego fenomenu. Dziewczyny w naszym wieku szukają obiektu zainteresowań w mediach, śledzą ślepo ich życie. W naszym otoczeniu jest mnóstwo osób godnych zainteresowania.
-I on jest jedną z nich - pisnęła, na co uniosłam jedną brew w oczekiwaniu. - Chodzi o to, że przyjechał dzisiaj do Buenos Aires!
-Słyszałam coś - zwinęłam usta w wąski pasek. - I pewnie wymagasz ode mnie, żebym...?
-Tak jest - kiwnęła głową, doskonale wiedząc, o co mi chodzi. Chce, żebym poszła z nią pod hotel. - Nikt nie wie, w którym budynku się zatrzymał, ale Tomas doskonale wie, że go ubóstwiam, więc zadzwonił do mnie i... No, we Włoszech takie wieści już dawno się rozeszły! Będzie w tym nowym, pięciogwiazdkowym hotelu "Rico", tylko nie wiem, na jak długo tam zostanie. Dlatego musimy tam przyjść jutro z samego rana.
-Wykończysz mnie, wiesz o tym?
-Wiem - westchnęła. - Ale to we mnie lubisz.


Tak, jak się umawiałyśmy - o godzinie 8.00 znajdowałyśmy się już pod hotelem. Francesca wyczytała w tym swoim internecie i forach, że Federico zwykle wstaje we wczesnych godzinach. Chciałam wierzyć, że to całe jej źródło wiedzy okaże się choć trochę trafne.
Starałyśmy się ubrać w miarę elegancko, żeby nie odznaczać się specjalnie. W końcu to pięciogwiazdkowy hotel, a ubrane sportowo nastolatki na pewno sprawiałyby wrażenie piskliwych fanek, pragnących się dostać do celebryty. Nie wiedziałam, co należy dalej robić, postanowiłyśmy to wszystko wykonać spontanicznie. W tej dzielnicy miasta i tak nikogo nie znałam, najwyżej zrobimy z siebie pośmiewisko.
-W czym mogę pomóc? - zapytała nas zza lady recepcjonistka, kiedy próbowałyśmy ominąć ją i wstąpić na korytarz.
-My w odwiedziny - uśmiechnęła się Francesca.
-Mogę prosić o imię i nazwisko lub numer pokoju osoby, którą panie odwiedzają? - powiedziała łagodnie. Wyczuwała nasz mały podstępek i pewnie nie jedna z dziewcząt próbowała się tędy przemknąć w ciągu ostatniego dnia.
-Oczywiście, 63 - wydukałam.
-Proszę poczekać - oznajmiła, po czym złapała za słuchawkę i wybrała podaną przeze mnie cyfrę. - Dzień dobry, panie Dallas, ma pan gości... Ach, doprawdy... No dobrze. Dziękuję, przepraszam za kłopot - mówiła, po czym zwróciła się do nas. - Klient oznajmił, że czeka jedynie na hydraulika, którego przysłano mu z biura, więc przepraszam, ale nie mogę pań wpuścić.
-To jakieś niedorzeczne, Hugo chyba się pomylił - strzeliłam. Kojarzyłam tylko jednego Dallasa na całe Buenos Aires i miałam głęboką nadzieję, że to on.
Kobieta sprawdziła coś, najprawdopodobniej właśnie to, czy podałam dobre nazwisko, po czym odparła:
-Tak, proszę zadzwonić, może to faktycznie pomyłka - uśmiechnęła się. Chyba udało mi się z tym imieniem.
-Pozwoli pani - wyciągnęłam telefon i przepraszającym gestem kiwnęłam ręką, niewidocznie ciągnąc za sobą Francescę.
Udałam, że wpisuję numer, oglądając, jak recepcjonistka bacznie nas obserwuje. Po niedużej chwilce, do lady podeszło jakieś małżeństwo, więc skupiła się głównie na nich. Teraz albo nigdy. Pobiegłam w stronę korytarza, znikając za jego ścianą. Francesca zrobiła dokładnie to samo co ja. Popędziłyśmy obie przez cały korytarz licząc, że kobieta nie sprawdzi monitoringu i nie wezwie ochrony, by nas wyprowadziła.
-Jesteś genialna - sapnęła Francesca, pochyliła się i oparła o kolana, żeby odetchnąć po szybkim biegu.
-Po prostu spontaniczna - mruknęłam. - Jaki ma pokój ten twój Pasquarelli?
-Nie wiem.
-Co? - burknęłam.
-Nie wiem, nie pisali o takich prywatnych rzeczach, kto by pisał... Ale ma dwie ulubione cyfry, 12 i 144. Powinnyśmy sprawdzić oba.
-Rozdzielamy się czy...?
-No nie wiem, jeśli będzie w twoim pokoju, nie zdążysz mnie zawołać, kiedy ucieknie - zaśmiała się.
-Będziesz pierwszą osobą, która się dowie o jego położeniu przed nim samym.
Nie chciałam spędzać dużo czasu w tym hotelu, szczególnie, że przed nami był niemal cały hotel do przeszukania, a za chwilę mogła pobiec za nami rozwścieczona obsługa.
-Ja lecę na 12, a ty na 144 - zarządziła szybko, po czym podążyła gdzieś i pomachała mi ręką.
Wsiadłam do windy. Na którym piętrze mógł się znajdować ten pokój? Wybrałam szybko trójkę, licząc, że trafnie strzelam. Na ekranie nad wejściem pojawiła mi się numeracja 101-150, co oznaczało, że wybrałam dobrą opcję.
Znajdując się pod wyznaczonym pokojem, przeszedł mnie dreszcz strachu. Jak się wytłumaczę, kiedy spotkam jakąś inną osobę? A co zrobię, kiedy to będzie on?
-Czego szukasz w moim pokoju? - usłyszała śmiech gdzieś za sobą.
Zobaczyła bruneta, wyciągającego z kieszeni kartę. Przyłożył ją do drzwi i otworzył, po czym popatrzył na nią ponownie.
-Chciałam... zdjęcie - powiedziałam szybko. Trochę mnie onieśmielał. Mam nie za ciekawe zdanie na temat gwiazd, ale ten wydawał się sympatyczny nawet bez kreowania jego osobowości przez media. I przystojny, naprawdę przystojny.
-Nie wiem, czy wyglądam odpowiednio dobrze na takie atrakcje, co - przeczesał grzywkę palcami i popatrzył mi prosto w oczy. Patent na dziewczyny?
-O, moja koleżanka będzie naprawdę zadowolona - nawet, jeśli nie wyglądasz "odpowiednio".
Wyglądał odpowiednio. Nawet bardzo. Za bardzo odpowiednio.
-Czyli jeszcze jest koleżanka - powiedział, jakby miał zamiar zapytać, jednak nie tak to zabrzmiało.
-Prawdziwa fanka, ma na imię Francesca i też jest z Włoch - uśmiechnęłam się.
-A ty? Jak masz na imię? - znowu popatrzył mi w oczy. Te sztuczki chyba działają. Nie chciałam być kolejną w kolekcji pannicą, która uległa jego urokowi, ale był naprawdę oszałamiający. To było nie w porządku, nie tego się trzymałam przez ostatnie lata. Miałam patrzeć na charakter, nie na wygląd. Zburzył mi harmonię.
Usprawiedliwię to tylko wtedy, kiedy jego osobowość będzie naprawdę godna podziwu.
Z resztą, czego oczekuję. Zauroczę się w gwieździe i będę się zachowywać zupełnie tak, jak wszystkie dziewczynki młodsze lub w moim wieku. Wzdychać do zdjęć, kupować płyty jak oszalała, słuchać muzyki dniami i nocami... Nie, to nie ja. Nawet, jak mi się spodoba, nie będę tego robić. To nie ta Ludmiła, którą sama znam.
-Jestem Ludmiła - podałam mu rękę. - Ludmiła Ferro, jeśli masz zamiar spytać i o nazwisko.
-Miałem go, ale jak widać już mnie wyręczyłaś - pochylił lekko głowę i spojrzał na mnie spod ciemnych rzęs. Ciekawe, czy do zdjęć każą mu je malować?
-Zawołam może koleżankę, chętnie zrobi sobie zdjęcie, może nie będzie już okazji - wzdrygnęłam się, jakby wybudzona z transu i wyciągnęłam komórkę. Napisałam do niej szybkie "Jest pod 144" i wróciłam do rozmowy.
-Więc przyszłyście tutaj specjalnie po to, żeby otrzymać autograf i zdjęcie? Jak weszłyście, menadżer mówił, że w tym hotelu nikt mnie nie dopadnie - parsknął zabawnie.
-Dopadł cię nasz spryt - rzuciłam. - Tak poważnie, Francesca naprawdę ma fioła. Gada mi o tobie dniami i nocami, sądziłam, że powinna cię poznać, więc przyszłam razem z nią.
-O, to przepraszam, że przeze mnie musiałaś się zerwać i specjalnie tutaj przyjść, jeśli sama tego nie chciałaś - patrzył nadal tak samo radośnie i sympatycznie, jak od początku, chociaż właśnie dałam mu do zrozumienia, że absolutnie nie jestem jego fanką.
-W zasadzie lubię twoją muzykę, sam też jesteś bardzo miłym chłopakiem, więc... Ale mam inne preferencje, słucham czegoś innego, nie lubię popadać w jakieś miłostki do gwiazd - zrobiłam wymijający gest rękami.
-Rozsądna realistka, twardo stąpasz po ziemi, co? - uniósł jeden z kącików ust.
-To pierwsze się zgadza, ale czy stąpam twardo... Lubię dać upust wyobraźni, podejmować się czegoś spontanicznego - rzekłam. Przyjemnie mi się z nim gadało, nie tak, jakby był jakąś supernową, tylko zwykłym nowym znajomym, z którym znalazłam wspólny język. Zawsze wiedziałam, że tacy ludzie są zupełnie jak my, ale wiedzieć, a doświadczyć, to dwie różne kwestie.
-Przypadłaś mi do gustu, Ferro - pokiwał głową. - Wydajesz się mieć podobne podejście, co ja.
-Być może takie właśnie mam.
Zza rogu wyłoniła się moja przyjaciółka. Widziałam, że ledwo powstrzymuje się od wybuchu ekscytacji, co w jej przypadku było naprawdę ciężkie - gdyby nie ten hamulec, pewnie już przewróciłaby go na ziemię, zrobiła dokładnie 144 fotki ("W końcu to ulubiona liczba Fede!", ech) i może jeszcze związała i zakneblowała w swoim pokoju. Kto by się mógł czegoś spodziewać po takim szaleńcu, jak ona.
-Jestem Francesca.
-O tak, twoja przyjaciółka sporo mi o tobie opowiadała, naprawdę fajnie cię poznać - mówił z taką sympatycznością, że na miejscu Cauviglii już bym się na niego rzuciła. W sumie nie tylko na jej miejscu.
Dziewczyna zrobiła sobie parę zdjęć, porozmawiała chwilę, powiedziała, że uwielbia jego piosenki, po czym dał nam autograf i zniknął w swoim pokoju, tłumacząc się przygotowaniami do występu.
Dziewczyna rozwinęła kartkę ze zdjęciem i przeczytała napis:

"Dla najbardziej pozytywnej fanki na świecie, Francesci
Federico Pasquarelli"

-Widziałaś to?! Napisał, że jestem najpozytywniejszą fanką świata! Kocham go, kocham, kocham, kocham! - pisnęła. - A tobie? Co napisał?
-Już sprawdzam - szepnęłam i odchyliłam kartkę.

"Dla ślicznej Ludmiły Ferro o tym samym podejściu, choć nie jest fanką
Federico
765 354 13* - chyba to można uznać za coś spontanicznego, nie sądzisz?"

-Czy on ci właśnie dał swój numer? - otworzyła buzię ze zdziwienia. - Jezus, moja przyjaciółka umawia się z moim idolem, czy świat zwariował?
-Nie Fran, świat nie zwariował - sprostowałam. - To tylko ja.

Rok później...

"-Wiadomość z ostatniej chwili! - głosiła prezenterka znanego talk-show. - Federico i jego dziewczyna, której zapewne imię już wszyscy znamy, Ludmiła, udali się razem do Central Parku w Nowym Yorku. Wiemy od jednego z naszych informatorów, że to jedna z nielicznych atrakcji, jakie gwiazdor przygotował dla swojej ukochany na dzisiejszy dzień. To w końcu rocznica! Jak widać, para miewa się doskonale. Czy tylko ja uważam, że świetnie do siebie pasują?
-Ależ Rebecco, nie tylko ty. Fani mają fioła na punkcie tej dwójki - wtrącił siedzący obok niej mężczyzna.
-Kto by się spodziewał, że te szalone nastolatki będą tak wyrozumiałe dla związku idola? Poprzednim razem spotykaliśmy się z groźbami śmierci, a teraz... Zdumiewające, że już ponad 365 dni widzimy ich razem.
-Najwidoczniej każdy z czasem przejrzał na oczy. Razem nie da się ich nie kochać! Życzymy im powodzenia w dalszej drodze, oby gołąbeczki trzymały się razem przez dłużej, niż przez ostatni rok"

2 komentarze:

  1. Cudowny <3
    Przyjemnie się go czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny os, ale nie mój gust. Chciałabym wiedzieć czy można zamawiać dwa one shoty za jednym razem?!

    OdpowiedzUsuń

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo