19 listopada 2014

Zamówienie [004] Dienaty "Nierozłączni"

 Tytuł: NIEROZŁĄCZNI
Para: Dienaty (Diego + Naty)
Rodzaj: Romans, Dramat
Moje uwagi: Narracja 3-osobowa (wspomnienia pisane kursywą)
Uwagi zamawiającego: brak
Zamawiający: Invisible
Autor: Pat Ty.



Kilka dni wcześniej...

-Nie mogę uwierzyć, że zabierasz mnie do Paryża - uścisnęła go. - Jak udało ci się to załatwić w tak krótkim czasie?
-Nie przejmuj się tym - zakręcił jeden z jej loków na swoim palcu. - Najważniejsze, że będziemy mieli najpiękniejszą rocznicę pod słońcem.
Prawda była taka, że Natalia go kochała.
Kochała jego tajemniczy charakter, który tak ją oczarował.
Kochała jego ciemne włosy i skórzaną kurtkę, którą zakładał prawie zawsze.
Nie wiedziała, jak wcześniej mogła nie zauważyć, że to jemu jest przeznaczona.
Że to oni byli dla siebie stworzeni od samego początku istnienia.
Naty pobiegła na górę, żeby mogła zrobić to, czego chciała od początku - spakować się na wyjazd.
Szybko wyciągnęła z szafy swoją czerwoną walizkę i zaczęła składać swoje ubrania.
-Co robisz? - zapytał ją, wchodząc do sypialni.
-Pakuję się - posłała mu szczery uśmiech.
-Chciałbym ci o czymś powiedzieć - po jego tonie miała wrażenie, że trzeba szykować się na najgorsze. Była jednak w błędzie. - Zarezerwowałem dzisiaj stolik we włoskiej restauracji na Flower Roud. Może się tam ze mną wybierzesz?
-Wiedziałeś... - odpowiedziała krótko. - Wiedziałeś, że zawsze chciałam tam iść!
Porzuciła wszystko, podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję.
-Jasne, że wiedziałem. Gadałaś o tym prawie codziennie, w końcu musiałem to zrobić - popatrzył jej w oczy.
Położył jej ręce na talii i złożył na jej ustach pocałunek.
Chłopak doskonale wiedział, że Naty wybierała się tam kiedyś z rodzicami.
Niestety, nie powtarzała tego już od 2 lat. To on był jej jedyną rodziną.
Wypadek zniszczył jej życie kompletnie, odsunęła się od wszystkich swoich przyjaciół i siedziała sama w pokoju całymi dniami.
Jedynym jej oparciem była internetowa znajoma - Ludmiła. Nikt więcej nie był dla niej wsparciem, nikt więcej...
Poznała go w sklepie spożywczym, do tej pory Diego mile wspomina ten dzień...

-Boże.. - powiedziała sama do siebie, kiedy siatka rozdarła się w pół. Już nie było z niej żadnego użytku.
Zaczęła zbierać owoce z chodnika.
Nie sądziła, że tego dnia może wydarzyć się coś ciekawego. O dziwo, myliła się.
-Pomogę ci - usłyszała nagle gdzieś za sobą.
Odwróciła niechętnie głowę i napotkała jego wzrok.
Ciemne oczy były skierowane prosto na nią, poczuła motylki w brzuchu. Tak bardzo nie chciała, ale odpuściła, pozwoliła sobie w nich utonąć.
-Halo? - odezwał się do niej po chwili.
-Tak, tak... - powiedziała z ogromną niechęcią, gdyż przeszkodził jej w tonięciu. A bardzo tego pragnęła. - Dziękuję ci.
Chłopak pomógł jej przy zbieraniu zakupów, później zaproponował odprowadzenie do domu.
-Ni-nie ma potrzeby... - była bardzo nieśmiała, szczególnie, jeśli chodziło o chłopaków.
-Załóżmy, że chcę zadbać o twoje bezpieczeństwo. Co, jeśli zakupy znowu ci się rozsypią, a nikt ci nie pomoże? Tu chodzi tylko o moje dobre sumienie.
-Każda wymówka jest dobra - uśmiechnęła się pod nosem. Po raz pierwszy poczuła, że wraca dawna ona.
I poszli spacerem w kierunku jej domu, towarzyszyła im rozmowa.
Kiedy dotarli pod jej drzwi, chłopak jako pierwszy się odezwał:
-Dasz mi swój numer?
Bardzo się zdziwiła, on jednak czuł, że to może się przydać im obojgu.
-Po co ci on? - zaśmiała się, chociaż nie chciała.
-Powiedzmy, że muszę znać kogoś, komu będę mógł pomagać i wyrażać swoją skruchę - jego słowa były bardziej kierowane pytaniem, niż twierdzeniem.
Rozum mówił jej "Nie rób tego, to może być jakiś niebezpieczny typ. Będzie cię nękał.".
Ale serce mówiło, żeby tym razem nie słuchać tego, co głowa ma do powiedzenia.
Stwierdziła, że nie zamierza słuchać części swojego ciała, gdyż to właśnie one zwykle chrzanią sprawę.
Teraz posłucha samej siebie, nikogo więcej.
-Tak, z chęcią - z uśmiechem popatrzyła w podłogę.
Chłopak pokazał swoje nieskazitelnie białe zęby.
,,Boski" - przeszło jej przez myśl. - ,,Kurczę, Natalia! Opamiętaj się... Nikt po Maxim cię już nie uszczęśliwi!".
Dała mu zapisaną karteczkę.
-Nie wiem, czy odczytasz się z mojego pisma - powiedziała nieśmiało. - Ale mam taką nadzieję.
-Ja również - zaśmiał się. - To pa.
Zamierzał pocałować ją w policzek, ale ponieważ nie było to w jego typie, ujął jej dłoń i musnął ją wargami.
Ciarki przeszły ją po plecach. Po plecach?! Bzdura, po całym ciele...

Kolana zaczęły mięknąć
-To.. P-pa! - szybkim krokiem weszła i zatrzasnęła drzwi.
Westchnęła bardzo głośno, za głośno, można by rzec, i oparła się o drzwi.
Zamknęła mocno oczy z przerażeniem, że będzie to po prostu sen.
Szczypnęła się kilka razy, chociaż uważała, że to głupie. Nie, to nie był sen. To po prostu rzeczywistość.
On tymczasem rozwinął karteczkę, w której napisała do niego krótki liścik:
,,mój numer : 847******
Mam nadzieję, że zadzwonisz.
Natalia
PS: Widzimy się dzisiaj o 8.00 w parku? Alejka 4..."

Chcąc, nie chcąc, można by stwierdzić, że to ona zrobiła pierwszy krok.
Ale to on wiedział, że na pewno coś z tego będzie...


Tak, zdecydowanie mógł stwierdzić, że to był najlepszy dzień jego życia. Ich pierwsza randka w parku o 8.00 wypadła nieźle...
Byli już ze sobą prawie rok, w dzień, w którym zjawią się w Paryżu, minie równo 365 dni.
Dolecą wieczorem, tak myślał, taką miał nadzieję. Zaplanował coś szczególnego.
~
~
~
~
~
~
~
~

Kilka dni później.. 

-Jesteśmy! - zakręciła się wkoło, kiedy już wyszli z lotniska.
-Tak - potwierdził, chociaż nie było to konieczne.
Złapał ją za rękę i obrócił swoją stronę.
-Dzięki Bogu, że jestem tu z tobą - powiedział do niej.
Nie potrafiła mu odpowiedź, była za bardzo wdzięczna za te słowa.
Trzymali się teraz za ręce i patrzyli głęboko w oczy.
Ona zatrącała się w jego tęczówkach coraz bardziej, on podziwiał jej naturalne piękno.
-Też dziękuję - nic więcej nie potrafiła powiedzieć.
Pocałował ją z miłością, po czym poprowadził za rękę w kierunku jednej z uliczek.
-Co masz zamiar zrobić? - zapytała, rozglądając się.
-Czekać - powiedział spokojnie.
Po 2 minutach ciszy, centralnie naprzeciw nich, stanęła bryczka.
-Kolejna prezent? - pisnęła radośnie.
-Nie, to chyba jakaś pomyłka - odpowiedział, ale wiedziała, że żartuje. Znała go już na wylot.
Pomógł jej wejść do środka, po czym sam zrobił jeden krok i znalazł się obok niej.
-Rozpieszczasz mnie - uśmiechnęła się do niego delikatnie.
-Ten dzień należy do nas - podniósł jej podbródek.
Spędzili te 5 minut na pocałunkach i czułych słówkach.
Kiedy czas jazdy się skończył, zeskoczył ze schodków, podał jej rękę, uniósł i postawił na dół.
-Zaraz wrócę, tylko zapłacę - uśmiechnął się do niej, a ona odeszła nieco dalej, koło jednego z budynków.
Patrzyła na niego z rozmarzeniem i czekała, aż do niej wróci, żeby mogli wspólnie wybrać się tam, gdzie obiecał.
Nie wiedziała gdzie, ale zawsze, gdy się na niego zdawała, nie rozczarowywał jej.
Założyła ręce na siebie, zrobiło jej się trochę zimno.
I właśnie wtedy, kiedy chłopak podał pieniądze kierowcy, zauważyła siniak na jego ramieniu.
Wielki, niemal sięgający łokcia.
Był niewidoczny, a jednak teraz dał się jej we znaki.
Już miała do niego podejść i zapytać, skąd się wziął, ale coś ją zatrzymało.
Poczuła, jak ktoś zasłania jej usta dłonią.
Śmierdzący odór dostał się do jej duszy, została odciągnięta do tyłu.
Później poczuła tylko uderzenie w głowę.
~
~
~
~
~
~
~
Obudziła się już po godzinie.
-Ślicznotka raczyła otworzyć oczy? - usłyszała ochrypły głos. - Wiesz, co tu się robi z takimi zabłąkanymi pięknościami?
Wiedziała, ale nie mogła odpowiedzieć. Czuła na swoich ustach przesiąkłą chustę.
-No tak, przecież mi nie odpowiesz - powiedział mężczyzna, jakby dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę. - Swoją drogą, nieźle się ustatkował ten Diego. Nie spodziewałem się, że jeszcze cokolwiek osiągnie.
Nie poznawała tego faceta, chociaż wydawał jej się on nieco znajomy.
Widziała jakieś podobieństwo. Rozwiązanie tego miała tuż przed sobą, ale zupełnie nie wiedziała, jak zdać sobie z tego sprawę.
I skąd on znał Diego?
Tego też Natalia nie wiedziała.
Nagle jakiś inny facet zdarł chustę z jej ust.
-Tylko się nie drzyj, strasznie takich nie lubię.
-Niekoniecznie muszę być osobą, którą polubisz - powiedziała. Po raz pierwszy znalazła w sobie należytą odwagę, którą powinna odkryć już od samego początku swojego życia.
-Pyskata. A jednak Diego znalazł sobie taką dziewczynę, jakiej się spodziewałem.
Nigdy wcześniej taka nie była, czyli teoretycznie mężczyzna się mylił. Ale nie miała zamiaru mu tego wypomnieć.
-Wie pan - mimo swojej sytuacji, nadal odzywała się kulturalnie i grzecznie. Cała ona. - że Diego mnie znajdzie? Nie odpuści. On mnie kocha.
Czuła pewność w swoich słowach.
-Głupia, naprawdę w to wierzysz? Diego nie jest typem faceta, który zostaje z dziewczynami na dłużej. Chyba, że coś od nich chce. A wiesz, czemu z tobą był? Bo idealnie go maskowałaś. Co masz przez to rozumieć? To, że związek z tobą sprawiał, że wszyscy myśleli, że prowadzi normalne życie. Przez ten rok jednak ciągle cię okłamywał. Nigdy cię nie kochał, dziecko. NIGDY. Pogódź się również z tym, że wyjechaliście tutaj tylko dlatego, że Diego prowadzi na boku czarne interesy. Jego kolejne zlecenie miało polegać na przewiezieniu przez granicę narkotyków. Nie łudź się, że coś z tego będzie. Nigdy nie było, Naty.
Po tych słowach już wiedziała, z kim ma do czynienia.
-G... Gregorio? - zapytała.
-Jak najbardziej. Diego pewnie wspominał, że nie jestem za dobry, prawda? Mój interes z pracą w profesjonalistami nie wypalił. Mój syn jest teraz tylko i wyłącznie moim wspólnikiem. A teraz ucierpisz za jego błąd. Za to, że mnie porzucił!
Milczała. Ale w głębi duszy już straciła nadzieję, na jakikolwiek ratunek.
Zaczęła wątpić w to, że Diego naprawdę z nią był. Bo niby skąd wziąłby się ten siniak? Skąd wziął darmowe bilety do Francji? I czemu Gregorio miałby kłamać?
Już nie potrzebowała chusty na swoich ustach, bo i tak nie odezwałaby się ani słowem. Siedziała pod ścianą, skrępowana przez linę, która obcierała jej nadgarstki.
Straciła nadzieję na to, że on po nią wróci.
Bo gdyby wrócił, to znaczyłoby, że ją kocha. A jeśli nie..
Wolała o tym nie myśleć.
~
~
~
~
~
~
~
~
On szukał jej po całym Paryżu. Nie mógł sobie wyobrazić, że mogła od niego uciec. To nie mogło być celowe.
Nie można zgłosić, że Natalia zniknęła, nie przed upływem 24h.
Nie miał zamiaru długo czekać.
Przeszukał już całą stolicę, po czym wrócił do tego samego miejsca, gdzie wysiedli z bryczki.
Nie mógł uwierzyć, że nikt nic nie widział, włącznie z nim.
Była dla niego taka ważna...
Tak bardzo ją kochał...
Chciał spędzić ten dzień z nią, i tylko z nią.
Żeby mogli być szczęśliwi w 100% chociaż jednej nocy.
Bywało między nimi różnie, ale jedno się nigdy nie zmieniało: Nie mogli bez siebie żyć.
Jak więc on miał być na tym świecie bez niej?
Wiedział, że musi ją znaleźć.
Nagle zauważył to, czego wcześniej nie widział.
-Naty zniknęła tutaj - znalazł się w tym samym miejscu, w którym ona przed chwilą stała. - Jeśli się nie mylę..
Obejrzał się za siebie i jego oczom ukazał się mały zaułek.
Bał się, ale z pewnością nie mogło to być gorsze miejsce, niż te, które widywał w dzieciństwie.
Szedł prosto przed siebie, gdy natrafił na drewniane drzwi, które oblazły mchem.
Zawahał się chwilę, przeszły go zimne dreszcze.
Z rozmachu kopnął drzwi i ukazała mu się jego ukochana.
Uwiązana, ale w dobrym stanie.
Ucieszyła się na jego widok, wiedział to, ale mimo to, jej spojrzenie było przeczące.
Widział takie momenty na filmach już nie raz, zastawiono pułapki.
Nie myślał nad tym jednak, wiedział, że zapewne ktoś czeka przy drzwiach.
Bez chwili zastanowienia, pobiegł szybko w kierunku dziewczyny.
Pod koniec po prostu wylądował na jednym kolanie. Zaczął rozwiązywać zręcznymi ruchami sznurek, nie myślał, jakie zło może czaić się na niego z tyłu.
Wyczuwał jednak, że ktoś oprócz nich tam jest.
Szybko zerwał plaster z jej ust, a dopiero później zdał sobie sprawę, że źle zrobił. Musiał przeszyć ją ogromny ból.
-Spokojnie - powiedział cicho, ale sam nie wiedział, czy pocieszał siebie, czy ją.
-Synu - usłyszał.
Mimo, że nie chciał, obrócił się.
-Zostaw mnie - odparł ze łzami w oczach.
I sam nie wiedział, co się dalej działo.
Został zaatakowany z dwóch stron...
~
~
~
~
~
~
Kiedy się otrząsnął, co trwało zaledwie 4 minuty, zamiast spojrzeć, w jakim jest stanie, skierował wzrok na Naty.
,,Na szczęście nic jej nie jest..." - uspokoił się trochę.
-Przepraszam cię - wyciągnął do niej rękę.
Mimo dzielącej ich odległości, udało mu się ją złapać.
-To miał być nasz wieczór, wszystko zepsułem.
-Nic nie zepsułeś - powiedziała, ale nawet na niego nie spojrzała. - To ja.
-Nie mów tak.
Przerwano im, do pomieszczenia wszedł jego ojciec.
-Uśmiecha ci się to?! - wrzasnął do niego. - Niszczysz moje życie, łamiesz mnie na kawałki!
-Synu, udowodniłeś mi, że umiesz walczyć o swoje. Nieźle poobijałeś mi wspólników. Dlatego możesz odejść - Gregorio mówił szczerym tonem. - Moja rodzina musi mieć swój honor.
-Ty chyba sobie żartujesz?! - Diego nie mógł uwierzyć jego słowem.
-To był test. Zdałeś.
Kiedy tylko go uwolniono, podbiegł gniewnie do ojca i złapał go za koszulkę. Podniósł go do góry, jak tylko mógł.
-Zadałeś tyle bólu mnie i Naty, żebym zdał jakiś cholerny test?! Jesteś walnięty! - krzyknął mu prosto do ucha.
Natalia wstała z trudem, ale nikt tego nie zauważył. Szybko podbiegła do Diego i złapała go z całych sił. Bała się, okropnie się  bała... Że znowu ich rozdzielą.
-Jaką mam pewność, że dasz nam już spokój?! - Diego nadal nie wyzwolił z siebie wystarczającej wściekłości.
-Litości, mam ważniejsze rzeczy do roboty niż 19-latek. Najlepiej, jak już nie będziemy się spotykać.
Chłopak upuścił ojca na ziemię.
Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
Jego ojciec był draniem, teraz już miał tę pewność.
Wziął Natalię za rękę i wyszli, tak po prostu.
-Mój ojciec.. - powiedział, ale zaraz się poprawił: - Nie, to nie jest mój ojciec... Ten mężczyzna to potwór.
Natalia była cicho, nie wydobyła z siebie ani słowa.
-Boli cię? - wskazał na jej nogę.
Pokiwała głową.
-Pomóc ci?
Znowu przytaknęła.
Wziął ją na ręce i niósł przez całą drogę do hotelu. W windzie również jej nie oszczędził.
Nawet, kiedy otwierał drzwi kluczem, nie postawił jej na ziemię, chociaż sprawiło mu to nie małą trudność.
Całą drogę się do siebie nie odzywali, martwiło go to. Nie wiedział, co jej jest.
Położył ją na łóżku w sypialni.
-Natalia, co się z tobą dzieje?
-Nic - odpowiedziała krótko.
-Co on ci powiedział?
-Nic.
-Przestań, to przykre. Szczególnie dla mnie...
-Niii.. - przyzwyczajenie kazało jej dokończyć. - On mi powiedział.. Że.. Że mnie nie kochasz.
-Kocham cię - zaprzeczył jej słowom. - Przecież wiesz. Inaczej bym tam po ciebie nie wrócił.
-Powiedział, że masz czarne interesy.
-Cały Gregorio.. - powiedział w większości do siebie, po czym zwrócił się do niej: - Nie powinnaś go słuchać, nigdy bym cię nie okłamał, zawsze jestem z tobą szczery.
-A ten siniak? I skąd masz bilety? - w jej głowie było coraz więcej wątpliwości.
-Bilety dał mi Marco, mieli jechać z Fran, ale.. Coś im wypadło. A siniak... - odetchnął.  - Robiłem remont.
-Remont? Pierwsze słyszę.
-To miała być niespodzianka. Przenosiłem meble do nowego mieszkania i... Mały wypadek.
-Nowe mieszkanie? - jej twarz się rozjaśniła.
-Taki mały prezent - ujął jej rękę.
-Przepraszam za te pytania. Nie uwierzyłam ci... - zrobiło jej się naprawdę głupio.
-Nic się nie stało - pocałował ją w policzek.
Uśmiechnęła się szeroko.
-Z moich planów raczej nici, więc.. Co robimy dzisiaj? - zapytał.
-A jak ci się wydaje?
Uśmiechnął się tajemniczo i położył jej ręce na biodrach.
Zaczął ją namiętnie całować, odwzajemniła to.
Czuła się jak księżniczka w swojej własnej baśni. Najlepsze było to, że wcale nie musiała szukać swojego księcia, on był tuż u jej boku.
Jej głowa wirowała, nie wiedziała, co się dzieje, ale wiedziała, że to coś przyjemnego, co wywoływało ciarki na plecach.
Opadli swobodnie na łóżko, nadal się całując.
I wiadomo, co było dalej...
~
~
~
~
~
~
~
Następny dzień spędzili równie wspaniale. Byli na kolacji w jednej z najlepszych restauracji, spędzili dzień na pikniku w parku.
Wieczorem wybrali się na słynną Wieżę.
-Patrz na te gwiazdy - wskazał jej. - Żadna z nich nie świeci bardziej, niż ty.
Powiedział to takim tonem, że miła ochotę go pocałować.
Myślała, że on to zrobi, jednak objął ją jedną ręką wokół tali i przyciągnął do siebie.
Patrzyli wspólnie w niebo, ona położyła mu głowę na torsie, a on objął ją obiema rękami.
-Mam do ciebie sprawę - odezwał się po chwili.
Na jej twarzy nadal był widoczny rumieniec, dlatego na niego nie spojrzała.
-Słucham? - odparła delikatnym tonem.
Nie spodziewała się niczego nadzwyczajnego.
Chłopak jednak puścił ją i przesunął się do tyłu, co zwróciło jej uwagę.
Popatrzyła na niego ze zdziwieniem, ale i uśmiechem na twarzy.
Nieoczekiwanie, szatyn uklęknął na jedno kolano i powiedział:
-Naty.. Uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
Chwila zastanowienia z jej strony, chociaż nie była potrzebna.
Odpowiedź znała niemal od razu.
Udawała jednak, że się waha, żeby chwileczkę żył w stresie.
-Ja... - zaczęła "niepewnym" tonem.
Diego podniósł brew z oczekiwaniem na dalszy ciąg.
-Nie...
Zrobił wielkie oczy, nie mógł w to uwierzyć.
-.... pozwolę ci odejść - dokończyła zdanie. - Zgadzam się!
Uniósł ją i okręcił wokół własnej osi.
Pocałował ją i wsunął na palec pierścionek.
A później to ona pocałowała jego.
I teraz oboje wiedzieli, że nic ich nie rozłączy...
Są..
Nierozłączni.

Od Autorki:
Mój pierwszy One Shot opublikowany tutaj ^^ 

Bardzo się cieszę, że się tutaj znalazłam ;) Mam nadzieję, że dobrze mi poszło :D





3 komentarze:

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo