2 września 2015

[050] Śmierć "The end?"


Tytuł: "The end?"
Postać: Śmierć
Rodzaj: Psychologiczny.
Miejsce akcji: Piekło, a może jednak niebo?
Uwagi: One Shot napisany w formie listu.
Autorka: Vicky Victorious



Witaj!
  Muszę przyznać, że dawno nie rozmawialiśmy. Co tam u ciebie? Jak się czujesz? Myślisz, że wytrzymasz kolejne tysiące lat? Mam nadzieję, że tak. U mnie wszystko po staremu. Jednak znasz mnie bardzo dobrze i wiesz, że bez powodu do ciebie nie piszę. Chcę ci opowiedzieć historię, która miała miejsce nie dawno, i która zapadła mi w pamięci już na zawsze. 
  Z początku może wydawać się niezwyczajna. Takie sytuacje zdarzają się codziennie. Ona, piękna, młoda dziewczyna o kruczoczarnych włosach i urokliwych oczach. On, przystojny, dobrze zbudowany brunet z tym, jak to mówią ludzie "lubieżnym uśmieszkiem". Niestety, musisz się zadowolić tylko tymi informacjami, gdyż nie wiem, jakie oni noszą nazwy... Przepraszam. Ludzie na to mówią "imiona"
   Dziewczyna szła z uśmiechem wymalowanym na ustach. Była radosna, bo umówiła się z Nim. Czekał na nią po drugiej stronie spokojnej ulicy. Stał obok jubilera, w którym kupił dla niej Coś wyjątkowego. Tobie by pewnie się spodobało, Tradycjonalisto. Przepraszam... Znasz mnie i wiesz, jaka jestem. W końcu sam mnie stworzyłeś i wiedziałeś, co robisz, dając mi takie cechy. Wracając... Ona przechodziła przez ulicę i nagle zza zakrętu wyjechał samochód. Jego kierowca był, jak się domyślasz nietrzeźwy. Ile razy sobie pomyślę, że ludzie nie szanują daru, jakim jest życie to, aż mnie krew zalewa. Ciekawi mnie jedno; co by zrobili, gdyby byli martwi, tak jak ja? Może wtedy by szanowali swoje szczęście i wykorzystali swoje krótkie życie, najlepiej jak potrafią. Zastanów się nad tym. Dobrze ci radzę. 
    Przechodząc do setna. Chłopak, gdy tylko zauważył, co się dzieje podbiegł do dziewczyny. Odepchnął ją, jednak sam nie zdążył uciec. Jak pewnie się domyślasz, pojawiły się trzy anioły. Jeden wspierał Ją, drugi walczył o życie Jego, a trzeci... trzeci załamał ręce nad Kierowcą. Pytał się "Dlaczego?", ale On nie potrafił na to odpowiedzieć. Zastanawia mnie fakt, że katastrofy; i nie chodzi mi tu o coś wielkiego; katastrofy są codziennie. To jest jedna z nich. Dlatego pytam się, dlaczego ludzie to dalej robią? Sami prowokują swój los, co jest dobre. Ale dlaczego odnoszą negatywne skutki? Czy kiedykolwiek się nauczą? Dlaczego pozwalasz im żyć, skoro oni nie wiedzą jak żyć? Naprawdę dziwię Ci się, że jeszcze nic z tym nie zrobiłeś. Oczywiście przyjechały, jak oni to mówią "Pogotowie i policja", choć dla mnie to kolejna banda idiotów. Po co ich wybrali, jako tych "ratujących życie i pomagających"? Oni sami nic z tym nie robią. Chyba biorą przykład od Ciebie. Przepraszam, ale jak o tym pomyślę to wszystko wokół mnie płonie. Ja też. 
   W końcu przenosimy miejsce akcji tej historii. No co? Ostatnio "odwiedziłam" pewnego scenarzystę. Szpital. Bardzo mi znane miejsce. No nie powiem. Jest lepsze niż te, które były kilka set lat temu, ale i tak; ludzie umierają. Idę i uśmiecham się. Widzę ból i cierpienie, oraz tych, których za niedługo "odwiedzę".  Ty jesteś wszechwiedzący, więc pewnie się domyśliłeś, że szłam po Niego. Przeniknęłam przez drzwi i znalazłam się w sali, w której leżał. Mimo bardzo późnej pory, nie był sam. Przy jego łóżku siedziała Ona. W jej oczach nie było już radości, tylko rozpacz. Przykro mi się zrobiło. Tak. Ja coś odczułam. Do tej pory nie wiem dlaczego. Nie Stworzyłeś mnie, jako istotę z uczuciami. Od tego są ludzie, nie ja. Jednakże coś się zmieniło. Skierowałam swoje czarne jak węgiel oczy na niego i przeszyłam go wzrokiem. Gdyby był przytomny, odczułby ból. Maszyna, do której był przypięty zaczęła wydawać nieprzyjemny dla ucha pisk. Czasem się zastanawiam, po co ludziom te maszyny i inne przyrządy, skoro one nic nie wskórają, gdy przyjdzie na nich czas. Kruczowłosa istota uniosła ledwo swe oczy i rozpłakała się. "Nie umieraj! Nie zostawiaj mnie! Kocham cię! To ja powinnam tu leżeć, nie ty!" Wtedy coś mną drgnęło. Postanowiłam, pierwszy raz się ujawnić. Zamknęłam i otworzyłam oczy, i stałam się widzialna. W ręce miałam już kosę, którą tnę ciało, by uwolnić od niego duszę. Ona, jakby wyczuła, że jestem z nią. Uniosła wzrok i spojrzała na mnie pustym, bez życia wzrokiem. Martwa, choć żywa. Zadziwiające! "Kim jesteś?" Spytała, a jej głos odbijał się głucho o kafelki na ścianach. Przez chwilę się zastanawiałam, czy przypadkiem nie miałam przyjść po nią. "Jestem Śmierć." Odpowiedziałam, a Ona ani się nie wzdrygnęła, a w jej oczach ani na moment nie zagościł strach. Nie bała się mnie, co wywołało u mnie pewną przychylność względem tej dziewczyny. Zwykle ludzie mnie się boją i żyją w strachu, kiedy po nich przyjdę przez całe życie. Głupota. Oni zamiast żyć, boją się. Możesz sobie to wyobrazić? "Pozwól mi go zabrać." Oznajmiłam i zbliżyłam się do Niego, nachylając nad Nim kosę. "Nie!" Zaprotestowała. Nie powiem... Zdziwiło mnie to. "Jeśli go zabierasz, to mnie też zabierz!" Oznajmiła stanowczo, a w jej oczach wyczytałam zdeterminowanie. "Chcesz zmarnować jego ofiarność?" Zakpiłam. Ona była głupia. Głupia z miłości do niego. Choć nie wiem, co to miłość to ją czułam w tym pomieszczeniu.  "Co to za ofiarność? Ja bez niego żyć nie mogę!" Uśmiechnęłam się. Tak. Uśmiechnęłam się na widok jej cierpienia. Po czym dodałam "Jestem martwą rzeczą pozbawioną uczuć. Wykonuję tylko swoje zadania. Mogę zabrać tylko jedną duszę." Oczy Cię nie mylą mój drogi. Te słowa wypłynęły prosto z moich ust. Zamachnęłam się, by skończyć z tym, jednakże znowu mi przeszkodziła. "To lepiej zabierz mnie!" Głupota! Ona chciała oddać swój dar na rzecz Niego! Choć uważałam to za największy idiotyzm na świecie, zgodziłam się. Postanowiłam coś sprawdzić. Czy On na nią zasługuje? Czy zasługuje na jej miłość? Te dwa pytania na zmianę krążyły w mojej głowie. "Pożegnaj się z nim. Napisz prawdę, co tak naprawdę się tu wydarzyło." Wskazałam na kawałek papieru i ołówek, które leżały na szafce obok łóżka. Dziewczyna sięgnęła po te rzeczy. "Tylko czytaj, co piszesz. Chcę mieć pewność, że piszesz prawdę." Zapewne się zastanawiasz, od kiedy chcę być taka szczera. Cóż... To jedyna sytuacja, w której prawda decydowała o wszystkim. "Zmarłeś. Zmarłeś na moich oczach. Przyszła po Ciebie Śmierć, ale to mnie zabrała. Proszę cię, żyj za nas dwoje i bądź szczęśliwy. Kocham Cię." Zanotowała i spojrzała na mnie. Przeszyłam ją wzrokiem i upadła. Upadła bezwładnie na Niego. W dłoni miała zaciśnięty ten świstek. Pstryknęłam palcami. Gdy chłopak się budził, stałam się znowu niewidzialna. Rozejrzał się. Nie za bardzo wiedział, co się dzieje. Spojrzał na Nią, a do jego oczu napłynęły łzy. Wziął do ręki jej "list pożegnalny" i przeczytał go. Gdy skończył zacisnął pięści. Był bezsilny. "Dlaczego?" Zwrócił się do jej martwego ciała. "Dlaczego to zrobiłaś? To ja powinienem być martwy, nie ty. Kocham Cię najmocniej na świecie i nie mogę bez Ciebie żyć. Jeżeli Ciebie zabrała to i po mnie niech przyjdzie." Oświadczył i chciał się odłączyć od sprzętu, który trzymał go "przy życiu". Wtedy zrozumiałam, że oni muszą żyć. Oni są najmądrzejszymi ludźmi na świecie, bo chcieli poświęcić swój dar, dla kogoś. Ilu takich ludzi jest? Ponownie pstryknęłam palcami. Dziewczyna zaczynała się budzić. Otworzyła powoli oczy. "Nie rób tego!" Krzyknęła w jego stronę. Można powiedzieć, że w ostatniej chwili. Spojrzał na nią, a w jego oczach wstąpiła radość. Ta radość, którą widziałam przed katastrofą. "Kochanie... Kocham Cię." Na jego słowa, Ona się rozpromieniła. "Ja Ciebie też kocham." Dalej Ci nie piszę, co było, bo Ty Jesteś, jednak Tradycjonalistą. "Dziękuję" To jest to, co usłyszałam nim zniknęłam.
   Dlaczego napisałam Ci tą historię? Na co dzień zdarzają się setki podobnych, ale ta jest najpiękniejsza. I teraz wiem, dlaczego nic z tym nie robisz. Ponieważ ludzie muszą być głupcami, by mądrzy byli szczęśliwi. Mądrzy? A kto to są Ci mądrzy? Spokojnie... Nie będę tu filozofować, tylko odpowiem krótko, jak ja to pojmuję. Mądrzy to tacy, którzy są gotowi oddać własne życie dla kogoś. Rezygnacja z daru jest szlachetna. Tego nikt nie może pojąć, że ktoś jest w stanie zrezygnować z życia, daru dla kogoś innego. Nawet ja. Ta, która na co dzień styka się z końcem. Ale czy to jest koniec?

Oddany posłannik,
Śmierć


Napisałam ten One Shot jakiś czas temu i postanowiłam w końcu go opublikować. Mam nadzieję, że wam się spodobał. 
Do następnego!
Vicky♥

2 komentarze:

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo