4 stycznia 2016

[080] "Gdy Cię nie ma"


Tytuł: "Gdy Cię nie ma"
Rodzaj" Psychologiczny
Buenos Aires, 04.01.2016 r.
Drogi pamiętniku!
Nie wiem dlaczego to piszę. Niby jestem za stara na takie brednie, ale pozostajesz mi tylko ty gdy nie mam do kogo się odezwać. Straciłam wszystkich, którzy kiedykolwiek coś dla mnie znaczyli. Postanowiłam zacząć wszystko od nowa. Bez przeszłości ciągle ciążącej na mnie niemiłosiernie. Chociaż czy tak się da? Można uciec od wspomnień? Mam cichą nadzieję, że jednak uda mi się to. Nic innego mi nie pozostaje. Muszę to zrobić dla mojej małej córeczki. Ma na imię Rozalia. Jej imię świetnie ją odzwierciedla. Jest zarazem słodka i piękna, ale potrafi pokazać "kolce" chociaż ma dopiero pięć lat. To śmieszne, że kiedyś tak bardzo przerażała mnie wizja bycia matką, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez tej części mnie. Nikt pewnie nie będzie tym zdziwiony - co może pomyśleć w pierwszej chwili siedemnastoletnia dziewczyna, która dowiaduje się, że w tym wieku zaszła w ciążę. Z chłopakiem prawdopodobnie nic nie czującym do niej. Myliłam się. Pokochał mnie. Taką jaka jestem z wszystkimi moimi wadami. Sprawił, że stałam się szczęśliwa. Otrzymałam największy dar jaki mogłam - prawdziwą rodzinę. Moje życie nabrało sensu. Wiedziałam już z kim chce się zestarzeć. Przeżyć wszystkie te dobre i gorsze momenty. Tak wiem miałam siedemnaście lat, ale gdy spotka się prawdziwą, wieczną miłość to żadne przeciwności nie mają znaczenia, nic nie może rozdzielić zakochanej dwójki. Gdy stałam się prawnie pełnoletnia zamieszkaliśmy razem dzięki czemu mogliśmy spędzać we trójkę jeszcze więcej czasu. Robiliśmy takie zwyczajne, głupie, a jakże cenne teraz rzeczy jak chodzenie na spacery, wspólne obiady u rodziców chłopaka, weekendowe wycieczki do naszego domku w górach. Pewnego okropnego dnia jednak wszystko runęło. Wróciłam do mojej dawnej szarej rzeczywistości. Rozalia dostała bardzo silnej gorączki. Miała niecałe dwa latka i bardzo mocno płakała, a nam nie udawało się jej uspokoić. Domowe metody leczenia też nie działały. Na dworze rozpętała się straszna burza. Mimo to mój narzeczony stanowczo zdecydował, że jedziemy natychmiast do szpitala. Zrobiłby dla małej wszystko. Ja z resztą też. Do placówki na nasze nieszczęście mieliśmy aż pół godziny drogi. Jechaliśmy dość szybko. Ja z Roz z tyłu, a blondyn z przodu. Wszystko działo się szybko. Wpadliśmy w poślizg uderzając w drzewo. Osłoniłam brunetkę swoim ciałem dzięki czemu nic wielkiego się jej nie stało. Ja doznałam wstrząsu mózgu i kilka głębokich zadrapań. Za to niebieskooki... nawet nie mogę tego napisać, a co dopiero powiedzieć. Po tylu latach na dal cały czas czuję ten rozsadzający ból, którego doznałam w momencie gdy się dowiedziałam co spotkało mojego ukochanego. Ale dosyć wspomnień. Mała mnie woła, aby się z nią pobawić. Muszę teraz poświęcać jej więcej uwagi, aby zapewnić pustkę po tacie. Gdy się wyprowadzimy od jego rodziców i zamieszkamy w nowym mieście mam nadzieję, że znowu zaświeci dla nas słońce...
Znowu napisałam list. Tak. I znowu wyszło trochę depresyjnie. To też wiem. Ale taki mam ostatnimi czasy humor. Mam nadzieje, że komuś to się spodoba. Celowa nie podałam imion nie wliczając dziecka, abyście mogli sami sobie je dopasować według waszych gustów. ^^

2 komentarze:

  1. Świetny pomysł powiem ci! <3
    Ja jestem za tym, żeby parą była Diecesca xD
    Tylko nie wiem czy Diego ma niebieskie oczy,haha.
    Historia świetna ;)

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo