7 stycznia 2016

[081] Diecesca "Jak zwykle żartował"


Tytuł: "Jak zwykle żartował"
Para: Diecesca ( Diego + Francesca )
Rodzaj: Romans, obyczajowy
Uwagi: Brak

- Patrz! Wreszcie im się udało! - radośnie spojrzałam na mojego przyjaciela, który - widząc po wyrazie twarzy - nie był zadowolony z takiego obrotu spraw.
- Nie cieszysz się?! Są tacy cudowni - dalej rozkoszowałam się widokiem zakochanych w sobie aniołków. Vilu i Leon od dawna powinni być razem, ale udało im się to dopiero teraz. 
- Na pewno będą szczęśliwi - odpowiedział Diego, lekko zażenowany i smutny. Widać, dalej mu na niej zależało. 
Po chwili odszedł. Czułam, że nie mogę zostawić go samego. Nie w takiej chwili. Szybko zerwałam się z miejsca i podbiegłam do bruneta, jednocześnie trącając go w ramię. Pakował akurat swoje rzeczy, aby po długich ośmiu godzinach lekcji wrócić do domu. Usiadłam niedaleko jego szafki i czekałam, aż skończy się zbierać. Znając Diego zajęło mu to dłużej niż innym. Jak to mówi: ,,Ja zawsze mam masę wolnego czasu". Zaczęłam go delikatnie pośpieszać, aby nie urazić jego dumy, czyli sobie po prostu pójść. Ten spojrzał na mnie srogim wzrokiem i zapiął swój plecak. 
- Możemy iść? - entuzjastycznie poprosiłam, chcąc pobyć z nim chociaż przez chwilę. 
- Wolałbym sam - parsknął leniwie i założył teczkę na plecy.
- Nie będziesz mi odmawiać! - dodałam wrednie i dogoniłam jego osobę.
Brunet nie spierał się ze mną dłużej i razem skierowaliśmy się ku wyjściu. W międzyczasie zapalił swojego ohydnego papierosa, który niemiłosiernie śmierdział. Jak zwykle postraszyłam go wizytą w szpitalu, ale tym razem nie odpowiadał na moje komentarze. 
- Ciężko jest widzieć osobę, którą kochasz z kimś innym? - wnet wypaliłam do niego z tym filozoficznym pytaniem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - odparł, a jego twarz znów wyrażała ból i nieustającą tęsknotę. 
- Czasem, trzeba dać komuś to, czego sam nie dostałeś - oznajmiłam, myślami będąc gdzie indziej. Przy kimś innym.
- Po wyjeździe Fede, nikomu tego nie dałaś - zaśmiał się, przy czym wprawił mnie w zakłopotanie.
- Chcę dać. - jęknęłam. Po chwili zorientowałam się, że powiedziałam parę słów za dużo.
Diego zatrzymał się się i złapał mnie barki. Byłam zdenerwowana jego nagłym ruchem i przerażającym spojrzeniem. Najpewniej znów mnie zrani, tak jak Federico. 
- Nie jestem gotowy. Rozumiesz? - syknął pogardliwie i odrzucił mnie na bok. Wszystko zniszczyłam.
- Diego! Wyjaśnimy to - próbowałam ratować, swoją - i tak już okropną - sytuację.
- Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać. - odrzekł już spokojniej i prędzej
Tym razem dałam mu pójść samemu. Nie widziałam powodu, aby dzisiejszego dnia jeszcze bardziej niszczyć swoje życie. Cholernie go kochałam, ale on najwidoczniej nadal darzył uczuciem Violette. Nie chciałam, żeby to tak wyglądało. Miałam mu powiedzieć dopiero za kilka miesięcy, kiedy wszyscy ochłoną. On doskonale rozczytał moje intencje.  
Wróciłam do domu i zaparzyłam swoją ulubioną kawę, na poprawę humoru. Wpatrywałam się w wielki ekran telewizora, który nadawał nudny program kulinarny. Na dole wyczytywałam wiadomości zakochanych, którzy dzielą się swoimi uczuciami. Jak co dzień zapragnęłam, żeby ktoś mnie pokochał, taką jaką jestem. Wielką gadułą o zmysłach pięciolatki. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. To Diego. Napisał do mnie, po dzisiejszym wydarzeniu? Od razu odczytałam wiadomość. Była krótka i zwięzła. Dawała do myślenia.

„Przepraszam. Możemy się spotkać dziś na rynku? Mam niespodziankę =)”

Ucieszyłam się jak dziecko, którym wbrew pozorom nadal byłam. Natychmiast odpisałam na wiadomość i zaczęłam szykować się do wyjścia. Wszystkie sukienki wydawały mi się zbyt prostackie i nudne. W końcu udało mi się wybrać jedną, wyjątkową kreację na dzisiejszy wieczór.
Zastanawiałam się o co może chodzić. W głowie miałam tysiące pomysłów i planów. Nie spodziewałam się, że w tak krótkim czasie Diego znów zapragnie mnie zobaczyć. Wiedziałam jak bardzo przeżywał każdy swój związek, każde rozstanie. Dziewczyny już wystarczająco mocno zraniły jego serce. Ja zawsze dumnie stałam przy jego boku, byłam przy nim przy każdej porażce. Teraz dostałam szansę od losu i muszę ją wykorzystać. 
***
Na umówionym miejscy pojawiłam się w błyskawicznym tempie. Brunet miał się tu zjawić dopiero za pół godziny. Nigdy naszych spotkań nie traktowałam tak poważnie jak te. Poszukałam wolnego stolika i usiadłam przy nim. Zamówiłam posiłek i przyglądałam się otaczającym mnie osobom. Wszyscy śpieszyli się do domów, do swoich rodzin, które wyczekiwały ich na pewno z utęsknieniem. Przykro mi było, że właśnie na mnie w domu nikt nie czekał. Mieszkałam z dziadkiem, który mało co się mną interesował. Od 16 roku życia radziłam sobie sama. Wybierałam swoje życiowe cele. Uczyłam się liczyć tylko na siebie. Dodatkowo pomagałam swoich przyjaciołom, którzy nie zawsze odwdzięczali się tym samym. Wiem co to całkowita bezsilność i samotność. Tak bardzo chciałam się z niej wyleczyć.
Upiłam łyk i kawy i o mało co się nie zakrztusiłam. 
Wśród tłumu wyłoniły się dwie, znajome sylwetki. Pierwszą z nich poznałam od razu. Uśmiechnięty od ucha do ucha Diego. Fajnie widzieć go znów tak kipiącego energią. Druga sylwetka przysłoniła mi nieco radość z tego spotkania. Był to Federico uradowany nie mniej, od swojego kolegi. Ostatnio go widziałam dwa lata temu, kiedy wyjeżdżał do Stanów. No tak, mogłam pomyśleć. W tym roku miał wrócić. 
Oboje podeszli do mojego stolika i uradowani zasiedli do posiłku. Nie zauważyli nawet mojej zniesmaczonej miny. 
- To jest ta twoja NIESPODZIANKA?! - zapytałam oburzona.
- Nie cieszysz się, że widzisz swojego chłopaka? - Diego oderwał się od jedzenia i ujmująco mnie przekonywał.
- Byłego - odpowiedziałam rzeczowo.
- Zawsze można się dogadać - wtrącił się Fede, jak zawsze pewny swojej wygranej.
- Spadam stąd - pożegnałam się i wyszłam z kawiarni.
Oczywiście Federico pobiegł w moim kierunku. Zawahałam się, ale postanowiłam go wysłuchać. 
- Fran ja naprawdę chciałbym to naprawić. Nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiała. Jesteś zbyt dobra na to.  - rozpaczliwie kłamał
- Fede, zostaw mnie. - odparłam 
Wzięłam głęboki oddech i odeszłam, zostawiając moją przeszłość za sobą. Wiedziałam, że tak będzie lepiej. Federico wystarczająco zmienił już moje życie. 
***
Następnego dnia w szkole, unikałam Diego i Fede. Według mnie byli dosłownie wszędzie, bo gdzie bym nie spojrzała, oni tam stali. Najprawdopodobniej zwariowałam. Chciałam jak najszybciej zapomnieć o przyjaźni z brunetem, ale coś mi nie dawało spokoju. Zebrałam siły i ostatni raz zawalczyłam o miłość. 
- Diego doskonale wiesz, że nie mogę o tobie zapomnieć - zaczęłam rozmowę.
- Właśnie dlatego jest tu Fede. Pomoże ci mnie wybić sobie z głowy - odpowiedział w ułamku sekundy.
- Nie chcę go. Chcę ciebie - przysunęłam się bliżej jego ciała, lecz na marne. 
- Fran, nigdy z tobą nie będę. - oznajmił, łamiąc mi serce
- W porządku. Dotarło. - uśmiechnęłam się sztucznie i wyszłam z pokoju, mojego niedoszłego chłopaka.
Chodziłam bezsensownie po ulicach mojego miasta. Wieczne problemy, ciągłe rozterki. Nie chcę być krzywdzona, a jednocześnie wszyscy mnie ranią. W tamtych chwilach moje poczucie wstydu zniknęło. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, aby spróbować szczęścia razem z nim. Byliśmy przyjaciółmi od przedszkola. Pamiętam każdy jego upadek, każdą łzę. Widziałam tysiące razy jego uśmiech, który rzadko był skierowany do mnie. Dzięki mnie i przez niego straciłam przyjaźń. 
Usiadłam na brzegu jeziora. Wpatrzona w wodę, w falę... Powoli odpływałam. Marzyłam, żeby móc zasnąć w jego ramionach. Marzyłam, żeby być jego. Tylko jego. Wtedy ktoś szturchnął mnie w plecy i wpadłam do wody. Na szczęście potrafiłam pływać i szybko wydostałam się na powierzchnię. Spojrzałam na rozradowaną twarz, siadającą przy mnie. To Diego. 
- Diego, jak mogłeś być tak głupi! - krzyknęłam i nadepnęłam mu na stopę. 
- Ajjj. Nie bij. Bo ci nie powiem. - znów uśmiechnął się żartobliwie.
- Czego? - zdziwiłam się.
- Kocham Cię - odpowiedział.
Jak zwykle żartował.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie ma to jak pisać OS na ostatnią chwilę. 
Ostatnio dokuczał mi brak weny, ale na szczęście wrócił.
Zakończenie może się wydawać dziwne. Chodzi o to, że sami możecie dopisać jego koniec.
W jakim sensie Diego żartował? 

Zachęcam do składania zamówień
Pozdrawiam

4 komentarze:

  1. Wow :) Świetne , spodobało mi się , takie .. wyjątkowe :) Świetnie piszesz :*
    Pozdrawiam
    Dodo

    OdpowiedzUsuń
  2. Dosyć nietypowy one shot. Ale ja lubię takie klimaty. Czekam na więcej takich one shotów
    Pozdrawiam Naty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojojojoj.... Diecesca ♡
    I jeszcze moja Fearless.
    jestem w Niebie.
    eh... chociaż nie, przecież piekło to mój domek.
    Przyznałabym się do czegoś ale wole nie xD
    😂😂😂
    tak czy siak shot fantastic ♥

    OdpowiedzUsuń

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo