25 stycznia 2016

[086] Delena "If you can't"


Tytuł: "If you can't"
Para: Delena
Rodzaj: Romans, fantasy, dramat
Uwagi: Lewa strona - perspektywa Eleny
Prawa strona - perspektywa Damona
Damon pierwotnie był wampirem, ale ten wątek nie został rozwinięty w One Shocie.

Od urodzenia byłam nieśmiertelna, jednak wyzwolenie tego nigdy nie było mi dane.
Gdy pojawił się ten wysoki, umięśniony blondyn w moim życiu,
nadzieja na nowe życie wzrosła.
Obiecaj mi dokładnie to, czego oczekiwałam od życia.
Obiecał mi, że nigdy nie umrę.
Bardzo łatwo przyszła mi myśl, że będę miała władzę
nad innymi istotami w tym świecie.
Ale wtedy musiałam spotkać, akurat jego.

Wróciłem na studia, aby zacząć wszystko od nowa.
Bez względnej przeszłości, która mogłaby wracać.
Znalazłem przyjaciół, nawet się zakochałem.
Jednak nadal coś nie pasowało mi w pewnych ludziach z tej okolicy.
Byliśmy daleko od Mystic Falls.
Stanowczo za daleko, aby magia ( którą i tak uważam za stertą bzdur ) była tutaj.
Byłem kimś, kim być nie chciałem.
Wróciłem do pierwotnej postaci.
Czułem, że ktoś wymazał mi wszelkie wspomnienia z tamtych czasów.
Przypomniałem sobie je dopiero, kiedy spotkałem ją.
Miała wielką siłę.

David - bo tak nazywał się mój wybawca, który miał uczynić moje życie lepszym -
był tak zwanym przejściem, które pozwoliłoby mnie stać się wiecznie młodą Eleną.
Musiałam czekać wiele dni, aby on był wystarczająco gotowy.
W tym czasie musiałam popełnić jeden, wielki błąd.
Zakochałam się.
Było to całkowite niezależne ode mnie, nie chciałam tego.
Po prostu zauważyłam, że kiedy on znika z mojego świata...
Ten świat przestaje istnieć.
Po wielu próbach, magicznego "Elena, daj sobie z nim spokój"
postanowiłam mu o tym powiedzieć.
Miałam tą, okropną nadzieję.

Kiedy wyznała mi swoje uczucia, zachowałem się jak największy palant na świecie.
Była całkowicie nie w moim typie.
Nie szukała przygód, nie pragnęła zabawy.
Odrzuciłem ją, perfidnie i bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia.
Kochałem Rose całym sercem.
Ona była najlepszą osobą, jaką spotkałem w życiu.
Bez niej wszystko byłoby inne.
Postanowiłem naprawić swój błąd i zaproponować Elenie przyjaźń. 
Nie raniłbym tym chyba nikogo.
Mimo tego nikt nie był szczęśliwy.

Dziś nadszedł dzień wyzwolenia siły.
13 października.
1300 lat temu stworzono owe zaklęcie.
Teraz? Albo nigdy.
Kiedy mój przyjaciel wyznaczył miejsce do zmiany postaci,
znalazłam się w nim w mgnieniu oka.
Dziwnym sposobem na miejscu znalazł się również Damon,
którego wcale tutaj nie potrzebowałam.
David rozpoczął swój dziwny rytuał, kiedy razem z Damonem bacznie go obserwowaliśmy.
Fakt, trudno mi było spędzać ostatnie chwilę ludzkiego życia 
w towarzystwie mojego niedoszłego chłopaka.
Blondyn skończył przemowę i obdarzył mnie wymownym spojrzeniem.
Wyjaśnił wszystko.
Brzmiało to wystarczająco głupio...
Byłam przeklęta.


 Nie rozumiałem zachowania Eleny.
Po moich przejściach było to dla mnie wystarczająco głupie.
Przyszedłem w te miejsce, aby opowiedzieć jej moją historię i dać jej szansę na zmianę decyzji.
Niestety, nie chciała mnie słuchać.
Postanowiłem zostać w tym idiotycznym miejscu - sortowni śmieci - i czekać na przyszłe wydarzenia.
Cały czas myślałem jak oderwać ją od tego chorego planu.
Miałem całkowitą pustkę w głowie.
Wnet, Dawidek przekazał nam wiadomość.
Elena jako człowiek nie spełniła swoich pragnień i jej dusza nie może zostać uwolniona.
Pomyślałem, że ten człowiek naprawdę powinien się leczyć na głowę.
Z chęcią odwiózłbym go do psychiatryka i zostawił tam na wiele lat.
Musiałem wziąć sprawy w swoje ręce  i dopytać o szczegóły.
Po chwili zacząłem tego żałować.


Doświadczenie tego uczucia złamało moją barierę. 
Facet, którego uważałam za kumpla, z uśmiechem na twarzy oznajmił, że sama jestem sobie winna.
Głębsze uczucia powinniśmy zostawiać za sobą.
Miłość również.
Damon swoim pojawieniem się stworzył między nami więź.
Więź, niespełnionej miłości.
Przez to nie mogłam zmienić siebie.
Teoretycznie i fizycznie.
Nie pozostawili mi wyjścia. Byłam w rozsypce.
Zauważyłam pozostawionego na stole burbona i trzy czyste szklanki.
Odwróciłam głowę sprawdzając, czy chłopaków nie ma w pokoju.
Upewniłam się i rozbiłam wybraną warstwę szkła o ziemię.
Hałas był zbyt głośny, aby oni się nie zorientowali.
Wbiegli zdyszani i rozgoryczeni.
Mimo ich zdenerwowanych spojrzeń, podniosłam kawałek szkła.
Powolnym ruchem przyłożyłam go sobie do nadgarstka.
Czułam jak serce Damona bije w zawrotnym tempie.
Przeniosłam ostrze wyżej ręki i zadałam sobie odrobinę bólu.

Po dostarczonych informacjach musiałem zrobić sobie chwilę przerwy.
Skierowałem się do wyjścia, mrucząc przeprosiny.
Szalony blondyn wyszedł ze mną. 
Przez dłuższy moment nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego.
Myślałem o tym co powinienem teraz zrobić i jak wszystko rozegrać.
Kiedy miałem zadać pierwsze pytanie, usłyszałem huk.
Od razu zerwaliśmy się z miejsca i pobiegliśmy do środka. 
Z twarzy Eleny spływało morze łez.
Nagle dostrzegłem jej dłoń, kierującą się w stronę nadgarstka.
Nie muszę mówić co w niej trzymała.
Chciałem zatrzymać przyszłe wydarzenia, lecz nie potrafiłem nic zrobić.
Zastygłem w bezruchu.
Dziewczyna dokonywała następnych cięć na swojej ręce, powoli zbliżając się do końca.


Cierpiałam.
Robiłam to nie patrząc na konsekwencje.
Dlaczego?
Nic mnie tutaj nie trzymało.
Zdałam sobie sprawę, że straciłam już wszystko na czym mi zależało.
Wyszeptałam ostatnie "przepraszam".
Prześwietliłam ich wzrokiem i zadałam ostatni cios.
Upadłam.
W ułamku sekundy zobaczyłam całe swoje, krótkie życie.
Ostatnim widokiem był on.
Najpiękniejszym widokiem.  

Podbiegłem i złapałem jej dłoń.
Była całkowicie zalana krwią.
Blondas ruszył szukać apteczki.
Zostałem z nią sam.
Była dla zbyt ważną osobą, abym mógł dać jej odejść.
Straciłem już byt wiele.
Uniosłem jej głowę i pocałowałem jej zmarznięte usta.
Nie było już głębokiego bicia serca.
Nie było już głośnego oddechu.
Nie było już niczego.

Oślepiły mnie mocne przebłyski światła.
Zaczęłam samoistnie kaszleć i krztusić się śliną.
Na szczęście nie trwało to długo i mogłam spokojnie
zorientować się w sytuacji.
Znajdowałam się w tym samym pomieszczeniu.
Uniosłam głowę i zauważyłam pełno odłamków szkła.
W każdym kącie sali można było dostrzec krople krwi...
Wyglądało to przerażająco.
Najgorsze w tym wszystkim była jedna rzecz.
Samotność.
Nie było już nikogo przy moim boku.
Byłam skazana na siebie i swoje szczęście, które mało mi się ostatnio pokazywało.
Podniosłam się z ziemi i otrzepałam ubrania.
W framudze drzwi stał mężczyzna.
Podeszłam bliżej, nie bojąc się.
Był nim Damon.
Jego słowa zapamiętam na zawsze:
"Nie jesteś tu sama".
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hey!
 Przyznam się, że zniszczyłam nieco mój pomysł.
Pierwotnie nikt nie miał umierać.
Jednak zadecydowałam, że będą w tym niebie razem.
Recenzję pozostawiam Wam.
Zachęcam do składania zamówień!
Trzymajcie się ciepło! =)









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo