9 lutego 2016

[090] Shamila "I leave you alone"


Tytuł: "I leave you alone"
Para: Shamila (Shawn Mendes + Camila Cabello)
Rodzaj: Romans
Uwagi: -
Autorka: Patty


-Jak możesz mi to robić?! - powiedziałam przez łzy.
-Camila, zrozum... To wszystko nie tak. Chcę ułożyć sobie życie. Ja i tata już się nie dogadujemy, prawda - tłumaczyła.
Zwykle zawodziłam się na swojej matce. Ale to teraz było przegięciem. 
-Dlaczego? - spytałam, przyswajając wszystko w swojej głowie.
-Nie jest tak, jak kiedyś, sama to widzisz. Poza tym, zakochałam się. Wreszcie czuję, że żyję. Nie jestem jakąś kurą domową. Musisz mnie zrozumieć.
-Staram się. Ale wolę nie myśleć, co dalej będzie z naszą rodziną.
-Przeczuwam, że wyjedziesz do ojca do LA.
-Dlaczego nie mogę zostać tutaj?! - spytałam zbulwersowana. Od dziecka wychowywałam się w Anglii. Mam tu przyjaciół, szkołę... chłopaka...
-Ja i Billy też stąd wyjeżdżamy. A nie masz tutaj żadnej bliskiej rodziny. 
-Gdzie? - popatrzyłam na nią. - Gdzie wyjeżdżacie?
-Do Japonii. Dostałam tam angaż w bardziej ekskluzywnym czasopiśmie. 
-Przecież mogłabym jechać z wami - prychnęłam, ukrywając smutek. Tyle już razy odczuwałam, że matka chce się mnie pozbyć ze swojego życia. Teraz tylko się w tym utwierdzam.
-Nie sądzę, że przyswoisz język tak prędko... - powiedziała, widocznie się wymigując. - Los Angeles to dla ciebie lepsze klimaty. Imprezy, znajomi, centra handlowe... Spodoba ci się tam. Poza tym, ty i tata zawsze dobrze się dogadywaliście. 
-Dziękuję za wyrzucenie mnie na zbity pysk. Już wiem, kim dla ciebie jestem. Zbędnym balastem. Ale mogłaś mi powiedzieć wcześniej, że masz mnie głęboko gdzieś.
Pobiegłam na górę, próbując nie zacząć płakać i krzyczeć jak jakaś histeryczka. Bolało mnie, że moja mama tak mnie zaniedbuje, ale nie mogłam nic na to poradzić.
-Tylko się spakuj! Wyjeżdżasz za kilka dni!
KILKA DNI?! Przecież nawet nie pożegnałam się z liceum, przyjaciółmi i Shawnem... Nie mogłam uwierzyć, że informuje mnie o wszystkim na ostatnią chwilę. Perspektywa mieszkania z tatą wydawała się o wiele lepsza (przynajmniej w tych okolicznościach). Zawsze to z nim lepiej mi się rozmawiało, a przez jego służbowe wyjazdy nie mieliśmy dla siebie ani grama czasu.
Ale nie chciałam zostawiać tego miejsca. Skoro każdy z nas stąd wyjeżdża, zapewne dom pójdzie na sprzedaż... Spędziłam tu całe życie. Teraz, patrząc na jakąkolwiek rzecz, odradzały się we mnie wspomnienia. Tak bardzo będę tęskniła za tym miejscem...

Zapukałam w dębowe drzwi o kolorze jasnego beżu. Bałam się tej rozmowy. Usłyszałam świst zamków i wejście natychmiast się przede mną otworzyło.
-Chciałaś pogadać - rzekł, drapiąc się po głowie ze stresu. Znałam go na wylot, doskonale wiedziałam, co aktualnie czuje.
-Tak, mam sprawę. Mogę wejść?
-Pewnie, no tak - zaśmiał się.
Wyszłam na mały korytarzyk i postawiłam torebkę na blacie. Zdjęłam tenisówki, poprawiłam koszulkę i ruszyłam za nim do jego pokoju.
-Więc opowiadaj - powiedział i rozłożył się na swoim łóżku.
-Może... Na razie spędźmy czas, jak gdyby nigdy nic. 
-Tego chcesz? - uśmiechnął się niepewnie.
Skinęłam głową.
-Dobrze. To... jak poczujesz się gotowa na rozmowę, to mów. Będę czekał.
Kochałam go tak bardzo... Nie sądzę, by kiedykolwiek udało mi się zapomnieć o tym, co nas łączy.
Położyłam się obok niego, wtulając się w jego tors. Włączył w telewizorze disneyowskie filmy, które zawsze razem oglądaliśmy.
-Wiesz co, chyba będę musiała powiedzieć ci od razu - podniosłam się nieco, by móc spojrzeć na jego twarz.
-Nie bój się - zachęcił, gładząc mnie po policzku.
-Wyjeżdżam do ojca - wzięłam głęboki oddech. - Do Los Angeles.
Zrobił duże oczy, domagając się dalszych wyjaśnień. Wtedy opowiedziałam mu wszystko o dzisiejszym ranku. O tym, że mama wyjeżdża z nowym gachem do Japonii, a ja mam przenieść się do Ameryki. Z każdym kolejnym słowem oboje przyjmowaliśmy coraz gorszy wyraz na twarzy. Czułam się potwornie z tym wszystkim.
-Czyli nie będziemy już się widywać ani... - odparł po chwili milczenia.
-Kontakt zawsze można utrzymywać, tylko... Nie inaczej jak przez telefon/internet.
-Wolę cię mieć blisko - wyznał.
-Ja ciebie też. Tylko nie da rady inaczej. 
Widziałam, że powstrzymuje płacz. Ja sama robiłam tu od czasu przyjścia tutaj.
-Dlaczego akurat nam... Ja nie mogę bez ciebie żyć, Cam - powiedział, ale tym razem pojedyncza łza wydostała mu się z oka.
-Nie myślmy może o tym - stwierdziłam. - Mamy jeszcze kilka dni, które spędzimy we dwoję, okej?
-Okej - rzucił i pocałował mnie czule.
-A teraz oglądaj, bo przegapisz moment z Zazu - zaśmiałam się, po czym ułożyłam głowę na jego ramieniu i rozkoszowałam się zapachem jego wody kolońskiej. Tak mogłabym spędzić resztę życia.
Jednak nic nie trwa wiecznie. Zanim się obejrzałam, minęły te 4 dni, w ciągu których zdążyliśmy odwiedzić swoje ulubione miejsca. Kawiarnia "Irys", wesołe miasteczko, aquapark...
W tamtym momencie oboje wysiadaliśmy z jego samochodu i wypakowaliśmy moją masę walizek z bagażnika. Resztę rzeczy i tak mieli mi dowieść na miejsce.
Kiedy już prawie stanęliśmy pod barierkami, nie mogłam się powstrzymać od szlochu. Biada mojemu tuszowi do rzęs. Postawiłam torby na ziemi i rzuciłam mu się na szyję.
-Będę niebywale tęsknił, przyjaciółko.
-Ja też, przyjacielu.
Nie mogłam uwierzyć, że postanowiliśmy to skończyć. Sama postanowiłam, że tak będzie lepiej. Ale czy w to wierzyłam? Niekoniecznie.
Wzięłam mu z rąk swoją torebkę i pociągnęłam za sobą walizki. Obróciłam się na pięcie i ruszyłam do przodu.
Wbrew wszystkiemu, już po chwili się zawahałam.
-Cholera, Shawn - zatrzymałam go. - Nie możemy być just friends. Nie dam sobie tak rady. 
-Już myślałem, że w życiu tego nie powiesz - uśmiechnął się, podszedł do mnie i wtulił w moje włosy, po czym pocałował - po raz ostatni, przynajmniej w najbliższym czasie.
-Żegnaj - wyszeptałam.
-Raczej do zobaczenia - uścisnął moją rękę. - Kocham cię. 
-Kocham cię - wtórowałam. 
Nasz uścisk powoli słabł, po czym nasze dłonie zupełnie się od siebie oddaliły. Posłałam mu tęskne spojrzenie, a potem oboje zniknęliśmy wśród tłumów tych ludzi. Nienawidzę pożegnań.
Ale wierzę, że któregoś dnia.
Któregoś pięknego dnia.
Spotkam go....
Nie wiem jeszcze, kiedy.
Jednak zobaczymy się. 
W przeciwnym razie to byłby nasz koniec. 
Ostateczny.

Jednego jestem pewna.
Kocham go.
Nade wszystko.


Hej hej ♥
Kolejny raz przychodzę do was z wolnym OSem, a zamówienia leżą i się kurzą, ugh ;-; 
Wypadałoby to zmienić.
15 lutego zaczynają się ferie, życzcie mi powodzenia. Może w końcu mi się uda nadrobić to wszystko - nawet jakby była konieczność przelewania tej chorej weny na bloggera przez 24h :") 
No nic, zapraszam do czytania pozostałych One Shotów i składania zamówień!
Pozdrawiam,
Patty ♥













2 komentarze:

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo