30 lipca 2016

[122] Jill „Wstać”

Tytuł: „Wstać”
Osoba: Jill
Rodzaj: dramat
Uwagi: ostatnio dotarło do mnie, że chyba powinnam pisać tutaj wszystko, co mam do przekazania na temat one shota. Ale i tak — brak uwag.


Jill przebudziła się. Przebudzenie jednak nie zawsze oznaczało wstanie z małego łóżka i odrzucenie białej kołdry. Wpatrywała się w pusty, poszarzały sufit i powoli uświadamiała sobie, że nastał nowy dzień. Kolejny zażegnał poprzedni, równie smutny i bez wyrazu jak i pozostałe. Kolejny samotny dzień w pustym mieszkaniu w Auburn, jednym z trzydziestu paru, niezliczonych, samorządów lokalnych, które wchodzą w skład aglomeracji Sydney.
„Wstać” nakazała organizmowi. „Trzeba wstać”. Jednak nic nie wskazywało na to, aby sama Jill tego chciała. Wstrząsnął nią bolesny spazm. Jill nie mogła pozwolić sobie na przejmowanie się nim, więc usiadła i przymknęła na chwilę oczy, słuchając głosów dzieci sąsiadów. Spazm minął i poczuła ulgę, tak jak po silnym ataku kurczu. WSTAĆ.
Niedbale naciągnęła na ramiona szarawy szlafrok, zbyt cienki, żeby dawać ciepło o tak wczesnej porze. Spojrzała na zegarek i odznaczyła kolejny dzień w kalendarzu wiszącym na jasnobrązowych drzwiach sypialni. Zabałaganionej sypialni. Jill jednak nie zamierzała w niej sprzątać i od kilku miesięcy planowała przeprowadzkę. Chciała zamieszkać w ładnej, cichej dzielnicy Los Angeles. A kto by pomyślał, może zamieszkałaby obok takiego Sylvestera Stallone. Umawiałaby się z nim na herbatę i nie myślała o Australii, o Auburn.
Ociężałym krokiem zeszła krętymi schodami do przedpokoju wyłożonego jasnymi kafelkami. Nie patrzyła nawet gdzie szła, ogarnięta wszechobecną, duchową pustką jaką przeżywała. Weszła do jasnej, małej kuchni i spojrzała na brudne talerze w zlewie, a z jej ust wymknęło się ciche westchnięcie. Przy ścianie ubrudzonej kiedyś dżemem malinowym stał malutki stoliczek, a z nim krzesła. Dwa — dla niej i Keitha. Odwróciła wzrok.
Nic nie pomogło zapomnieć, nic również nie powinno. Brud, gazety z ogłoszeniami o mieszkaniach, przygotowywanie papierów sprzedażowych, myśl o wyjeździe. Zatrzymało ją to przy wejściu, jakby dopiero nastąpiło, tak nowe: Keith nie żył. Nie było go.



tak szczerze to wszystko jest zajumane od Samotnego Mężczyzny, ale mam nadzieję, że mi przebaczycie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy, najdrobniejszy komentarz daje nam motywację do publikowania kolejnych prac. Może poświęcisz dla nas chwilkę i wyrazisz swoją opinię? ☼

Szablon by
InginiaXoXo